Zasypani pytaniami
Dodano: , Żródło: terazKonin.pl

Policjanci znów znaleźli się pod obstrzałem, ale tym razem nie kiboli, tylko ich adwokatów. W Sądzie Rejonowym w Koninie odbyła się kolejna rozprawa w procesie stadionowych bandytów.
Pod koniec marca tego roku grupa kibiców Górnika Konin zaatakowała podczas meczu z Legią Chełmża policjantów, z których ponad dwudziestu zostało rannych. Przed sądem stanęło szesnastu sprawców rozróby. Ośmiu dobrowolnie poddało się karze od półtora do dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Trzech kolejnych również złożyło wniosek o wydanie wyroków bez przeprowadzania rozprawy i ich sprawy będą rozpatrywane w odrębnym postępowaniu. Tylko pięciu wciąż nie przyznaje się do winy. Trzej z nich – Radosław N., Robert A. i Michał D. - zasiedli dzisiaj na ławie oskarżonych, Mateusz S. przysłał pismo, w którym tłumaczył swoją nieobecność obowiązkami szkolnymi, nie wiadomo natomiast, dlaczego nie pojawił się w sądzie Damian S.
Dzisiaj sąd przesłuchał dziesięciu spośród 22 rannych w stadionowych zamieszkach funkcjonariuszy. Pierwszy z nich rozpoznał wśród najbardziej agresywnych stadionowych chuliganów Michała D., którego znał jeszcze ze szkoły podstawowej. Z kolei Mateusz P. mieszkał z nim niegdyś na jednym osiedlu, więc i jego twarz w tłumie, rzucających w policjantów fragmentami ławek i brukiem, rzuciła mu się w oczy. Dwóch innych rozpoznał, ponieważ wcześniej kilkakrotnie miał z nimi do czynienia podczas wykonywania czynności służbowych. Tak było w przypadku Mateusza S., trzykrotnie karanego już za przestępstwa przeciwko mieniu.
- Dlaczego podczas pierwszego przesłuchania, w dniu zamieszek na stadionie, nie powiedział pan o odniesionych obrażeniach, między innymi o wstrząśnieniu mózgu – zapytał jeden z adwokatów. - Ponieważ dopiero później byłem u lekarza, który w taki sposób zdiagnozował moje dolegliwości – odpowiedział funkcjonariusz. - Zresztą ból pojawił się dopiero po jakimś czasie, kiedy opadło napięcie związane z akcją.
- Czy Damian S. znajdował się w pierwszej linii grupy kibiców – zapytał obrońca. - Musiał tam być, skoro go zobaczyłem – odpowiedział funkcjonariusz.
- Jak długo widział pan Michała D.? - dociekał inny z adwokatów. - Nie potrafię tego określić – usłyszał w odpowiedzi.
- Czy tarcza i plastikowa przyłbica nie ograniczały panu pola widzenia – chciał wiedzieć pełnomocnik kolejnego oskarżonego. - Nie – padła krótka odpowiedź.
- Dlaczego nie rozpoznał pan Roberta A.? - Bo nigdy wcześniej nie miałem z nim do czynienia.
Adwokaci usiłowali wyłapać z zeznań policjantów wszystko, co pozwoliłoby im podważyć ich treść i obrócić na korzyść swoich klientów. Kiedy okazało się, że jeden z funkcjonariuszy nikogo nie rozpoznał, ponieważ gaz pieprzowy, który wydostał się z uszkodzonego kamieniem pojemnika, podrażnił mu oczy, adwokaci zaczęli się interesować, czy podobnych dolegliwości nie odczuwali inni policjanci. Okazało się jednak, że ten akurat policjant był najbardziej narażony na działanie preparatu, bo ochraniał swoja tarczą poznańskich funkcjonariuszy, którzy obsługiwali plecakowe pojemniki z gazem pieprzowym.
Pozostali policjanci złożą zeznania za tydzień.
Pod koniec marca tego roku grupa kibiców Górnika Konin zaatakowała podczas meczu z Legią Chełmża policjantów, z których ponad dwudziestu zostało rannych. Przed sądem stanęło szesnastu sprawców rozróby. Ośmiu dobrowolnie poddało się karze od półtora do dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Trzech kolejnych również złożyło wniosek o wydanie wyroków bez przeprowadzania rozprawy i ich sprawy będą rozpatrywane w odrębnym postępowaniu. Tylko pięciu wciąż nie przyznaje się do winy. Trzej z nich – Radosław N., Robert A. i Michał D. - zasiedli dzisiaj na ławie oskarżonych, Mateusz S. przysłał pismo, w którym tłumaczył swoją nieobecność obowiązkami szkolnymi, nie wiadomo natomiast, dlaczego nie pojawił się w sądzie Damian S.
Dzisiaj sąd przesłuchał dziesięciu spośród 22 rannych w stadionowych zamieszkach funkcjonariuszy. Pierwszy z nich rozpoznał wśród najbardziej agresywnych stadionowych chuliganów Michała D., którego znał jeszcze ze szkoły podstawowej. Z kolei Mateusz P. mieszkał z nim niegdyś na jednym osiedlu, więc i jego twarz w tłumie, rzucających w policjantów fragmentami ławek i brukiem, rzuciła mu się w oczy. Dwóch innych rozpoznał, ponieważ wcześniej kilkakrotnie miał z nimi do czynienia podczas wykonywania czynności służbowych. Tak było w przypadku Mateusza S., trzykrotnie karanego już za przestępstwa przeciwko mieniu.
- Dlaczego podczas pierwszego przesłuchania, w dniu zamieszek na stadionie, nie powiedział pan o odniesionych obrażeniach, między innymi o wstrząśnieniu mózgu – zapytał jeden z adwokatów. - Ponieważ dopiero później byłem u lekarza, który w taki sposób zdiagnozował moje dolegliwości – odpowiedział funkcjonariusz. - Zresztą ból pojawił się dopiero po jakimś czasie, kiedy opadło napięcie związane z akcją.
- Czy Damian S. znajdował się w pierwszej linii grupy kibiców – zapytał obrońca. - Musiał tam być, skoro go zobaczyłem – odpowiedział funkcjonariusz.
- Jak długo widział pan Michała D.? - dociekał inny z adwokatów. - Nie potrafię tego określić – usłyszał w odpowiedzi.
- Czy tarcza i plastikowa przyłbica nie ograniczały panu pola widzenia – chciał wiedzieć pełnomocnik kolejnego oskarżonego. - Nie – padła krótka odpowiedź.
- Dlaczego nie rozpoznał pan Roberta A.? - Bo nigdy wcześniej nie miałem z nim do czynienia.
Adwokaci usiłowali wyłapać z zeznań policjantów wszystko, co pozwoliłoby im podważyć ich treść i obrócić na korzyść swoich klientów. Kiedy okazało się, że jeden z funkcjonariuszy nikogo nie rozpoznał, ponieważ gaz pieprzowy, który wydostał się z uszkodzonego kamieniem pojemnika, podrażnił mu oczy, adwokaci zaczęli się interesować, czy podobnych dolegliwości nie odczuwali inni policjanci. Okazało się jednak, że ten akurat policjant był najbardziej narażony na działanie preparatu, bo ochraniał swoja tarczą poznańskich funkcjonariuszy, którzy obsługiwali plecakowe pojemniki z gazem pieprzowym.
Pozostali policjanci złożą zeznania za tydzień.
Pobierz plik wideo (FLV)
Przeczytaj również:Czy „ministra”, „psycholożka” i „prezydentka” brzmią naturalnie?








