Poczta   we współpracy z komputersatzaloguj się przez facebooka
Dodaj do ulubionych Startuj z nami 21 października 2014, Wtorek
Login:
Hasło:
Przypomnij hasłoZapamiętaj mnie
Polecane:
Ananasy z naszej klasy Wystartował na prezydenta (74) Gollob jeździł w Konstantynowie (9) Flash mob przy wieży (66)

Jesteś tutaj: Strona główna  strzałka  Aktualności  strzałka  Pole Glinka, Kapłan i wspomnienia
Żródło:  

Pole Glinka, Kapłan i wspomnienia

Dodano: 28.04.2011 07:46
Czytaj więcej na temat: kwb, kopalnia, historia
Pisząc o początkach konińskiej kopalni, nie mogę nie wspomnieć o jednym z najbogatszych konińskich Żydów - Mojżeszu Kapłanie - który jako pierwszy do węgla brunatnego w Morzysławiu, przy okazji eksploatacji gliny, się dokopał. Wydrukowana siedemdziesiąt lat temu mapa pozwoliła mi w miarę precyzyjnie określić miejsce, w którym znajdowała się owa glinianka.

Gdzie zaczęła się kopalnia?

Do Mojżesza Kapłana należał folwark i cegielnia Glinka, w których posiadanie jego rodzina weszła w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. Do gospodarstwa Kapłana prowadziła ulica, która dzisiaj nosi nazwę Południowej. Ulicą tą dojeżdża się dzisiaj do Domu Pomocy Społecznej, który znajduje się dokładnie w miejscu, gdzie stał dom i zabudowania gospodarcze folwarku. Po wschodniej stronie owej ulicy, między domkami fińskimi, a osiedlem domków jednorodzinnych na Glince, od ulicy Wyszyńskiego aż do rzeki rozciągał się ogród. W miejscu, gdzie stoją dzisiaj domki fińskie, leżały należące do Mojżesza Kałana pola, a na zachód od ulicy Budowlanych zaczynały się budynki cegielni. To właśnie do niej małymi wagonikami kolejowymi wożona była glina, wydobywana przez pracowników Mojżesza Kapłana w pobliżu dzisiejszej hali sportowej przy ulicy Popiełuszki, w miejscu, gdzie dzisiaj mieści się ogrodzony parking sąsiedniego budynku. Tam też w 1934 roku dokopano się do węgla brunatnego i w pobliżu tego miejsca rozpoczęli jego wydobycie Niemcy.

Dlaczego węgla brunatnego na większą skalę nie wydobywał sam Mojżesz Kapłan, czy właściciele sąsiednich terenów, kryjących w sobie „brunatne złoto”? Bardzo silnie zawodniony węgiel brunatny po wysuszeniu rozpada się na małe i kruche bryłki, które przelatują przez tradycyjne ruszty, toteż do spalania, szczególnie na skalę przemysłową, potrzebuje specjalnej technologii. Od dziewiętnastego wieku dysponowali taką (kotły wodnorurkowe) Niemcy, którzy rozpoczęli wówczas eksploatację i przemysłowe wykorzystanie tego paliwa. W Polsce z węgla brunatnego korzystała głównie ludność najbiedniejsza, której nie stać było na lepszy opał. Kiedy w maju 1920 roku starosta koniński zorganizował spotkanie na ten temat z właścicielami terenów, na których węgiel występował, nie przybyli na nie ani właściciel Brzeźna Bolesław Lissowski, ani Ludwik Reymond, właściciel fabryki maszyn rolniczych w Koninie. Nie byli zainteresowani przedmiotem obrad.

Magazyn w kościele

Jak pisze Zygmunt Kowalczykiewicz w „Zaczęło się w Brzeźnie. Dzieje Kopalni Węgla Brunatnego Konin 1945-1995”, w 1940 roku na polach Morzysławia i sąsiednich miejscowości, leżących na południe od jeziora Gosławskiego, pojawili się geologowie, pracujący pod kierunkiem polskiego inżyniera Tukacza. Na podstawie sporządzonych przez nich planów, w styczniu 1942 roku rozpoczęto wiercenia kontrolne. Badanie pola Elwag I, a więc terenu odkrywki Morzysław, zakończono 11 maja tego samego roku.

Niemiecka dyrekcja kopalni zajęła na biura nowy gmach szkoły w Morzysławiu, którego budowę rozpoczęto naprzeciwko kościoła jeszcze przed wojną. Znajduje się tam teraz kompleks budynków PWSZ, a dawniej miało swoją siedzibę Liceum Pedagogiczne i II Liceum Ogólnokształcące. W kościele Niemcy urządzili magazyn, a między kościołem a dzisiejszą stacją paliw zlokalizowano baraki dla robotników. Mojżesz Kapłan stracił oczywiście swój folwark i cegielnię (zginął później w obozie Bergen-Belsen na terenie Niemiec). Domy i pola zabrano też niektórym mieszkańcom Morzysławia.

Na plac przyszłej odkrywki, gdzie dzisiaj znajduje się szkolny stadion, poczęto w 1941 roku zwozić maszyny górnicze z wyeksploatowanej kopalni Klettwitz na Łużycach. „Była tylko jedna koparka o napędzie parowym, małe przewoziki i wozy, tak zwane wywrotki, o pojemności jednego metra kubicznego.” – wspomina w „Wyimkach” Wacław Waszak, który rozpoczął pracę na odkrywce w maju 1941 roku. Z niemieckiej kroniki kopalni można wyczytać, że właściwe zdejmowanie nadkładu rozpoczęto 29 kwietnia 1942 roku. Ziemię odwożono wagonikami wąskotorowymi na pola majątku Glinka po drugiej stronie drogi do Kramska (dzisiejszej ulicy Popiełuszki, bo Jana Pawła II wtedy jeszcze nie było). W październiku dokopano się do węgla.

Prace nabrały tempa w lutym 1943 roku, kiedy doprowadzenie do Morzysławia linii wysokiego napięcia z elektrowni we Włocławku pozwoliło na uruchomienie dwóch koparek Titan o napędzie elektrycznym. Wacław Waszak brał udział w ich montażu, który trwał od maja do października 1942 roku. W kwietniu 1943 Niemcy wydrążyli szyb na głębokość 15 metrów i zaczęli budować w węglu chodniki odwadniające. Tłoczona pompami woda płynęła rurociągiem, ułożonym pod zwałowiskiem zewnętrznym, do Warty. Rurociąg na zawsze pozostał już pod wzniesieniem, na którym ćwierć wieku później powstało osiedle domków jednorodzinnych.

Węgiel wywożono

W tym samym czasie sprowadzono też z kopalni Klettwitz koparkę wielonaczyniową Maks po kapitalnym remoncie, która poruszała się po szynach. Rozpoczęła pracę w sierpniu 1943. Pierwszymi operatorami koparek i maszynistami elektrowozów byli Niemcy, ale kiedy zabrano ich na front, zatrudniono na tych stanowiskach również Polaków. Wacław Waszak został operatorem Maksa, Antoni Szulczyński - koparki nadkładowej, Szczepan Różański – węglowej, a Michałowi Wietrzyńskiemu powierzono kierowanie oddziałem utrzymania nadkładowych torów kolejowych.

Morzysławski węgiel zalegał niezbyt głęboko, bo przykrywało go od 6 do 25 metrów ziemi, ale nadkład zbierano na dwóch poziomach roboczych, ze względu na niewielki, w porównaniu do możliwości dzisiaj pracujących na odkrywkach maszyn, zasięg koparek.

Do pierwszego węgla dokopano się w październiku 1942 roku, ale regularne wydobycie rozpoczęto dopiero w roku następnym. Węgiel wybierała koparka jednoczerpakowa, a praca prowadzona była w systemie dwuzmianowym (na nadkładzie – trzyzmianowym). Urobek odwożony był długą na czterysta metrów kolejką łańcuchową aż pod tory magistrali kolejowej Poznań-Warszawa, gdzie Niemcy zbudowali – jak można wyczytać u Zygmunta Kowalczykiewicza – w 1943 roku murowaną wieżę z silosami węglowymi o łącznej pojemności pół tysiąca ton. Tam surowiec ładowany był na wagoniki kolejki linowej o długości 1,8 km. Ponieważ Niemcom do końca wojny nie udało się uruchomić brykietowni, węgiel wywożono do brykietowni w Niemczech lub innych odbiorców w tak zwanym Kraju Warty.

Opuszczając 15 stycznia 1945 roku kopalnię, Niemcy nie dokończyli nawet eksploatacji pierwszego pola odkrywki Morzysław, nazywanego wówczas polem Glinka lub polem A.

Pole A

Rozciągało się ono (z grubsza rzecz biorąc) między ramionami trójkąta wyznaczonego przez dzisiejsze ulice Harcerską i Popiełuszki oraz linię, rozpoczynającą się przy wjeździe na parking przy hali sportowej i biegnącą do ulicy Harcerskiej wzdłuż zachodniego brzegu oczka wodnego, powstałego w wyrobisku końcowym tegoż pola wydobywczego. Odkrywka przecięła już jednak drogę z Niesłusza do Morzysławia, biegnącą wcześniej po prostej linii między przejazdem kolejowym na dzisiejszej ulicy Okólnej a kościołem w Morzysławiu, wchodząc w ten sposób na pole B (inaczej Morzysław Północ).

W zakładzie wydobywczym pracowało kilkudziesięciu Polaków, którzy w 1945 roku, po opuszczeniu Konina przez Niemców, stanowili trzon nowej, już tylko polskiej załogi kopalni. Ponieważ nie zachowała się pełna dokumentacja kopalni z czasów wojny, znane są nazwiska tylko części z nich. „W szczątkowych dokumentach i spisanych wspomnieniach najczęściej powtarzają się nazwiska: Ignacego Felicjana Tłoczka, Antoniego Szulczyńskiego, Szczepana Różańskiego, Wacława Waszaka, Mieczysława Bednarza, Szczepana Wałęsy, Mieczysława Leśniewskiego, Mariana Grochocińskiego, Wojciecha Jankowskiego, Kazimierza Bartczaka, Romana Wesołowskiego, Stefana Mądrowskiego, Jana Janiaka, Kaczorowskiego, Dziedzica, Stefana Ślusarskiego, Czesława Polanowskiego, Buszkiewicza. Okresowo w kopalni zatrudniana też była młodzież w wieku powyżej 12 lat. Zmuszano ją do prac magazynowych, wyładunkowych a także we wkopie. W archiwach nie zachowały się ich nazwiska.” - pisze Zygmunt Kowalczykiewicz.

Co się dało - rozkradzione

Pierwszym polskim dyrektorem kopalni był Ignacy Tłoczek, z wykształcenia architekt, który wprawdzie po raz pierwszy w życiu spotykał się z górnictwem, znał za to znakomicie język niemiecki, co bardzo pomagało w tłumaczeniu niewielkiej części dokumentacji, jaka pozostała po Niemcach. Wacław Waszak tak wspominał tamten czas: „Po wyzwoleniu wszystko w kopalni było poniszczone i co się dało rozkradzione, a reszta kopalni była zalana. Był to ciężki czas, praca bardzo trudna. Nie było czym pracować i nie było dużo ludzi chętnych do pracy, bo nie było pieniędzy, żeby im zapłacić. (...) Zaczęto odwadnianie kopalni, zaczęły się remonty i uruchamianie tych kilku urządzeń, które zostawili Niemcy. Przede wszystkim przystąpiliśmy do uruchomienia koparek. Ponieważ za okupacji pracowałem na koparce wielonaczyniowej, to zostałem przy tej koparce, teraz nazywała się Wiesław. Uruchomienie nie było sprawą prostą, bo nie było do niej pasa. (...) Zastosowaliśmy pas parciany, ale nie zdał egzaminu, ślizgał się. W marcu 1946 roku milicja skonfiskowała u jednego mieszkańca Konina duże ilości skóry. Między tymi skórami znalazł się również i pas z kopalni. (...) Jak założyliśmy ten pas, od razu była inna robota. Koparka została uruchomiona i zaczęła pracować na nadkładzie.”

Zmiana imienia koparki Maks też wiązała się z dramatycznymi dość okolicznościami. Kiedy bowiem uporano się już z uruchomieniem odkrywki, problemem stał się brak pieniędzy na dalsze inwestycje. Wtedy do Warszawy udała się delegacja z kopalni i starostwa powiatowego na spotkanie z wicepremierem Władysławem Gomułką, który sprawił, że we wrześniu 1945 roku na konto kopalni wpłynęły 4 mln zł. Wdzięczni górnicy nadali koparce nowe imię Wiesław, bo takim pseudonimem posługiwał się w konspiracji Gomułka.

Kiedy w maju 1945 roku Ignacy Tłoczek został oddelegowany do pracy na Politechnice Warszawskiej, jego miejsce zajął dotychczasowy zastępca Stanisław Kozłowski, z wykształcenia technik budowlany. Ówczesny główny mechanik kopalni Eugeniusz Ewich tak go scharakteryzował w swoich wspomnieniach: „Był on człowiekiem o wyjątkowo tytanicznej pracowitości i o niespożytej energii. Dzień jego pracy zaczynał się o świcie i kończył późnym wieczorem. Ponadto dyrektor Stanisław Kozłowski był wyjątkowo ambitny. Dowodem tego jest fakt, że na swoim, tak bardzo absorbującym stanowisku, w ciągu kilku lat był w stanie rozpocząć i ukończyć studia, uzyskując dyplom inżyniera górnika.”

Wysypisko śmieci

Po odejściu Niemców, krawędź odkrywki przecinała mniej więcej na pół dzisiejszy park 700-lecia. Tam, gdzie teraz znajduje się plac zabaw, ziała dziura po węglu, wciąż natomiast pozostawał nietknięty teren, gdzie dzisiaj znajduje się oczko wodne i trawnik rozciągający się na południe od niego, aż do kortów tenisowych. Dopiero po zakończeniu eksploatacji zasobów pola Glinka, kopalnia przeszła na pole Północ, którego obszar zajmują dzisiaj w większości ogródki działkowe.

Pole Morzysław Północ ciągnęło się od ulicy Staromorzysławskiej przez dzisiejsze ogródki działkowe, aż po wyrobisko końcowe za cmentarzem komunalnym, gdzie dzisiaj, w głębokim dole, znajduje się zbiornik wodny. W Morzysławiu wydobywano jeszcze węgiel z trzeciego pola oznaczonego literą C, a znajdującego się po drugiej stronie ulicy Staromorzysławskiej, na północ od cmentarza parafialnego. Po zakończeniu pracy odkrywki w 1953 roku powstały dół wykorzystano na wysypisko śmieci.

Odkrywka Morzysław z dwoma zaledwie milionami ton węgla brunatnego była mikrusem przy Niesłuszu i Gosławicach, które miały 56 mln ton surowca, czy późniejszymi odkrywkami Kazimierz (175 mln ton) lub Jóźwin (183 mln ton). Nie zmienia to faktu, że jako pierwsza w historii konińskiej kopalni budzi największe zainteresowanie, jak każda pionierska działalność, o której – na dodatek – wciąż nie mamy pełnej wiedzy. Zachęcamy więc do poszperania w rodzinnych archiwach i pamięci – może uda się uzupełnić jej kronikę nieznanymi jeszcze faktami. A do historii Morzysławia na pewno jeszcze wrócimy.

Robert Olejnik

O Mojżeszu Kapłanie sporo można się dowiedzieć z książki Theo Richmonda 'Uporczywe echo. Sztetl Konin'. Książka wprowadza czytelnika w świat, którego już nie ma, choć nie jest wolna od przekłamań, jak choćby takiego, że na terenie dawnego folwarku Mojżesza Kapłana wydobywany jest dzisiaj... tytan.

Czytaj więcej na temat: kwb, kopalnia, historia
cornerDODAJ SWÓJ KOMENTARZ
usuń Odpowiadasz na:
max 1000 znaków (0)
max 21 znaków (0)
Treść:Podpis:wyślij
* - Twój komentarz ukaże się na stronie najpóźniej 5 minut po wysłaniu formularza. Twój komentarz może zostać przeczytany przez tysiące osób. Wydawca portalu LM.pl spółka LM LOKALNE MEDIA Sp. z o.o. nie bierze odpowiedzialności za jego treść. Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną. Osoby pokrzywdzone mogą skutecznie dochodzić swoich praw w organach ścigania i w sądach. Zgodnie z ust. 16 Regulaminu Twój komentarz może zostać opublikowany nie tylko na tej stronie, ale również w innych mediach.