Skocz do zawartości
LM.plWiadomościByły dyrektor MOSiR oskarża swoją następczynię o mobbing

Były dyrektor MOSiR oskarża swoją następczynię o mobbing

KONIN JEST NASZ

Dodano:
Były dyrektor MOSiR oskarża swoją następczynię o mobbing
Konin jest Nasz

Tymczasem na 10 listopada Kamil Szadkowski zwołał wspomniane wyżej zebranie związkowców na Chorzniu. I wyprosił Ewę Kulczyńską z remizy OSP wraz z towarzyszącym jej „bliskim” - jak się wyraził - pracownikiem. Kiedy zapytałem panią dyrektor, po co jej to było, odparła, że chciała wiedzieć, co się dzieje w jej firmie, a poza tym też czuje się pracownikiem MOSiR. Bowiem z treści esemesa, jaki jej przekazano, wynikało, że zebranie ma charakter otwarty. I na dowód pokazała mi wiadomość: „SZACUNEK i GODNOŚĆ ZapraszaMy Wszystkich pracowników MOSiR Konin na otwarte spotkanie Związku Zawodowego FAIR PLAY w dniu 10.11.2022r o godz.20.15 w Remizie OSP Chorzeń” (pisownia oryginalna).

- Miałam prawo uważać, że tak sformułowane zaproszenie dotyczy również mnie - tłumaczy - bo jestem przecież pracownikiem MOSiR. A już wyproszenie pracownika firmy, który mi towarzyszył, to dyskryminacja. Jestem gotowa rozmawiać, ale nie bardzo mam z kim - dodała, przypominając, że zarząd związku kontaktuje się z nią niemal wyłącznie za pomocą pism, których od początku roku dostała już 64.

Co do podwyżek wynagrodzeń, o których pisałem w poprzednim tekście na ten temat („Podwyżki w MOSiR jeszcze będą, ale urząd oszczędza na najmniej zarabiających”), pani dyrektor uważa, że niezadowoleni mogą być ci, którzy byli lepiej traktowani przez poprzednie kierownictwo MOSiR, a ona starała się jedynie zniwelować powstałe wówczas różnice. Co z kolei jakaś część pracowników (nie jestem w stanie ocenić jak duża) uważa za niesprawiedliwość i forowanie przez Ewę Kulczyńską swoich ulubieńców.

Przy okazji rozmowy o ostatnich wydarzeniach w MOSiR Ewa Kulczyńska wróciła do kwot, które (jak napisałem w tekście „Prezydenci Konina idą na wojnę ze swoimi urzędnikami” i doprecyzowałem w następnym „Urząd chce sprostowania nieprawdziwych danych o wynagrodzeniach urzędników”) „co roku oddawała do budżetu miasta”. Otóż owe „prawie pół miliona niewykorzystanych zł z funduszu wynagrodzeń” (cytat z mojego tekstu) były - tłumaczy pani dyrektor - przesuwane na inne zadania MOSiR, na przykład w 2020 roku na „naprawę kabla zasilającego w energię MOW Przystań Gosławice” (100 tys. zł), „zakup kosiarki samojezdnej i koszy do koszykówki” (160 tys. zł) i „zakup materiałów budowlanych do remontu obiektów przez pracowników” (140 tys. zł).

Oszczędności brały się natomiast z wymuszonego pandemią „przymusowego przebywania pracowników na przestoju” oraz ze specyfiki planowania w budżecie wydatków osobowych. Otóż muszą się w nim znaleźć pieniądze na ewentualne nagrody i nagrody jubileuszowe, odprawy emerytalne, na podwyżki wynikające ze wzrostu płacy minimalnej i zatrudnienie na umowy zlecenia dodatkowych pracowników, jeśli w przypadku zwolnień lekarskich stałego personelu trzeba będzie go zastąpić, by obiekty MOSiR mogły niezakłócenie funkcjonować. Jeśli jakaś część z wymienionych okoliczności nie zachodzi, powstają oszczędności, z których - jak twierdzi Ewa Kulczyńska - w tym roku można było prawie połowie pracowników wypłacić podwyżki już (albo dopiero) od września.

Co można powiedzieć na podsumowanie tej historii? Na razie pewne jest tylko to, że jej końca nie widać, więc na pewno będziemy jeszcze nie raz do niej wracali. Kupujcie więc popcorn - jak by powiedzieli miłośnicy kina - i szykujcie się na ciąg dalszy.

Fot. mosirkonin.pl

strona 2 z 2
strona 2/2
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole