Skocz do zawartości
LM.plWiadomościDzwony dały sygnał do strajku. Nie tylko 1905 rok oczami burmistrza Grętkiewicza

Dzwony dały sygnał do strajku. Nie tylko 1905 rok oczami burmistrza Grętkiewicza

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Dzwony dały sygnał do strajku. Nie tylko 1905 rok oczami burmistrza Grętkiewicza

I w tym momencie rozentuzjazmowana dzieciarnia dostrzegła zbierających się pod pobliską plebanią rosyjskich żandarmów, którzy nie od razu dostrzegli, co ląduje w błocie, bo widok zasłaniał im budynek szkoły. A zanim zdołali sformować szyk, winowajcy rozbiegli się do domów. Do szkoły wrócili dopiero we wrześniu, mieli więc wyjątkowo długie wakacje. Co ważniejsze jednak, od tej pory uczyli się w języku polskim.

Sześćdziesięciu uczniów w klasie

Natomiast w życiu siedmioletniego Wincentego Grętkiewicza zaszła w tym czasie istotna zmiana, bo następną klasę rozpoczął po drugiej stronie ulicy Wodnej, w szkole ewangelickiej, w której w trzech językach, polskim, rosyjskim i niemieckim, uczył „doskonały nauczyciel i wychowawca młodzieży” – jak napisał autor wspomnień - Gustaw Petznik. Choć katolik, ojciec Wincentego oddał syna do tej placówki, bo miała lepszy poziom nauczania i jako jedyna w Koninie uczyła języka niemieckiego.

Trzeba bowiem nadmienić, że nauka w polskiej szkole elementarnej odbywała się w jednej sali, gdzie mieściło się – jak zapamiętał mały Wincenty – około sześćdziesięciu uczniów, „podzielonych w ławkach na kilka oddziałów”. Kiedy nauczyciel dyktował jednej klasie, pozostałe spisywały zadania z tablicy lub rozwiązywały zadania z podręcznika.

Bunt w pułku

Ale wróćmy jeszcze do roku 1905, bowiem strajk szkolny nie był jedynym wydarzeniem owego czasu, jakie zapisało się w pamięci koninian. Otóż doszło wtedy również do buntu żołnierzy 5. kargopolskiego pułku dragonów, którzy na fali rewolucyjnego entuzjazmu postanowili rozprawić się ze znienawidzonym przez wszystkich dowódcą, do którego wybrali się konnym oddziałem na ulicę Kolską. Ten jednak, uprzedzony przez zaufanego ordynansa, opuścił pospiesznie dom.

Wobec takiego obrotu spraw kawalerzyści postanowili udać się pod dom zastępcy, który – tak się akurat złożyło – mieszkał przy ulicy Długiej, a więc dzisiejszej 3 Maja, naprzeciwko domu rodzinnego Wincentego Grętkiewicza. Oddajmy mu więc głos: „Żołnierze bardzo kochali swojego podpułkownika jako człowieka prawego, sprawiedliwego i wyrozumiałego dla zwykłego żołnierza w jego ciężkiej służbie kawaleryjskiej i dlatego stanąwszy przed jego kwaterą wezwali go, by poprowadził ich do walki o zwycięstwo rewolucji. Stary i doświadczony podpułkownik Brundukow, wyszedłszy na balkon swej kwatery w poświacie księżycowej nocy w płomiennych słowach zaklinał na honor żołnierski swych ukochanych żołnierzy do spokojnego powrotu do koszar, gdyż łamania przysięgi żołnierskiej nie usprawiedliwiają nawet najbardziej wzniosłe cele rewolucji. Ponieważ żołnierze, w przeciwieństwie do swego znienawidzonego dowódcy, bardzo cenili zdanie jego zastępcy, spokojnie powrócili do swych koszar, kończąc w ten sposób kilkugodzinną rewoltę garnizonu wojskowego w Koninie w 1905 roku.

Trzy mosty rozebrano

Relacjonując wydarzenia ze swojej młodości Wincenty Grętkiewicz opisał przy okazji miasto, jakie z tamtego czasu zapamiętał. Choćby to, że w drodze do szkoły musiał przechodzić przez dwa mosty. Pierwszy leżał na dzisiejszej 3 Maja (wtedy Długiej) na wysokości skrzyżowania z ulicą Żwirki i Wigury, a drugi tuż przed kościołem św. Bartłomieja, gdzie dzisiaj mamy skrzyżowanie z ulicą Szarych Szeregów. Oba, podobnie jak trzeci mostek na dzisiejszej Mickiewicza, gdzieś w okolicach liceum, zostały w dwudziestoleciu międzywojennym rozebrane, po zasypaniu przebiegających pod nimi obniżeń terenu. W 1934 roku zastąpiono most drewniany nad kanałem Ulgi, który również wtedy został pobudowany, mostem żelaznym.

Dzwony dały sygnał do strajku. Nie tylko 1905 rok oczami burmistrza Grętkiewicza
Dzwony dały sygnał do strajku. Nie tylko 1905 rok oczami burmistrza Grętkiewicza
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole