Dzisiaj jest niedziela 18 kwietnia 2021, imieniny: Apoloniusza, Bogusławy WIADOMOŚCI OGŁOSZENIA (17893) SPORT FORUM FIRMY (5593) PRACA (60) KINA IMPREZY WIDEO
Login:
Hasło:
Przypomnij hasło
zamknij

POGODA

Dziśpogoda
14 / 9oC
Jutropogoda
15 / 9oC
Pojutrzepogoda
11 / 6oC
Pogodę dostarcza twojapogoda.pl

POLECANE:
MZK Konin i pierwsze w Polsce zamówienie na autobu ... (7)Konin. Zbiórka pieniędzy na środki ochrony osobist ... (5)

Dwa miesiące łudzili się nadzieją, że ich dziecko wciąż jeszcze żyje

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano: 5.02.2021 01:16

Kiedy wrócili z mężem do domu około piętnastej, Olek już był po lekcjach. Beata Ruminkiewicz opowiadała później, że początkowo nie pozwoliła synowi wyjść do pobliskiego salonu gier, bo chciała razem z nim i starszą córką iść do swojego ojca. W końcu Olek został w domu z tatą i otrzymał zgodę na wyjście.

Około dwudziestej zaniepokojony pan Wojtek zadzwonił do żony, że syna jeszcze nie ma. Chłopiec miał zaledwie dziesięć lat i o tej porze powinien już być w swoim pokoju. Rodzice sprawdzili salon gier, sąsiedni budynek spółdzielni oraz kolegów Olka. W końcu kwadrans po godzinie dwudziestej trzeciej poprosili o pomoc policję. To był poniedziałek, 22 stycznia 1996 roku.

Bez śladu

Dyżurny obdzwonił najpierw wszystkie miejsca, gdzie tak małe dziecko mogło o tej porze trafić, włącznie z okolicznymi szpitalami. Ponieważ temperatura powietrza zbliżała się do minus dwudziestu stopni, dla wszystkich było jasne, że sytuacja wymaga nadzwyczajnych działań. O drugiej w nocy dyżurny obudził Mieczysława Torchałę, zastępcę Komendanta Rejonowego Policji w Koninie.

Razem z policją i strażakami do poszukiwań chłopca włączyli się sąsiedzi i wszyscy, których poruszyło wiadomość o zaginięciu dziesięciolatka,  podana przez lokalne rozgłośnie radiowe (Internetu w dzisiejszej postaci ani tym bardziej portali społecznościowych jeszcze wtedy nie było). Na miejsce przywieziono też psa policyjnego, ale zwierzę nie złapało żadnego tropu.

Szukali na budowie

We wtorek kilkaset osób - policjanci, strażacy i wolontariusze – zaczęło dzień od przetrząśnięcia rozległego terenu budowy nowego szpitala w starym Koninie, odległego zaledwie dwieście metrów od miejsca zamieszkania zaginionego chłopca. W tym samym czasie funkcjonariusze pukali do drzwi klientów lombardu Wojciecha Ruminkiewicza, wśród których byli ludzie notowani przez policję. Ale rozmowy z nimi nie wniosły do sprawy niczego nowego.

Wraz z upływem godzin narastało przerażenie rodziców chłopca. Napór najgorszych przypuszczeń co do losów syna powstrzymać mogło jedynie działanie. Przez ich mieszkanie przewijały się dziesiątki ludzi. Ich zaangażowanie pozwalało wierzyć, że możliwe jest jeszcze szczęśliwe zakończenie. Ale wtorek nie przyniósł żadnych wiadomości o dziesięciolatku.

Nie zawiadamiać policji

Następnego dnia do poszukiwań przyłączyła się grupa ratowników Polskiego Czerwonego Krzyża z Gdańska z psami szkolonymi w Niemczech do poszukiwań ludzi. Również zwłok. Ale wyczekiwana już trzecią dobę wiadomość o zaginionym chłopcu przyszła z zupełnie innej strony.

strona 1 z 3
1 2 3

autor: Robert Olejnik
e-mail: r.olejnik@portal.lm.pl, tel. 730 000 130

 

*** *** ***

Koronawirus w Polsce stał się faktem. Bądź na bieżąco! Nie panikujemy, rzetelnie informujemy. Każdą informację weryfikujemy u źródła, nie publikujemy plotek ani informacji niesprawdzonych. Nie ścigamy się.

 

Regionalne informacje dot. koronawirusa znajdziecie pod adresem https://www.lm.pl/tagi/koronawirus

*** *** ***

Chcesz nas zainteresować tematem? Czekamy na sygnały/materiały. Piszcie na alert@lm.pl.



NAJPOPULARNIEJSZE WIDEO

UWAGA
zamknij

Próbujesz wgrać za duże zdjęcie.

Wgrywane zdjęcie nie może być większe niż 500 kB.
Spróbuj zmniejszyć zdjęcie jakimś darmowym programem np. dostępnym w systemie Windows programem Paint lub skorzystaj ze strony internetowej: zmniejszacz.pl.
Jeżeli tego nie zrobisz, ogłoszenie zostanie dodane bez zdjęć. Będziesz je mógł dodać później.