Skocz do zawartości
LM.plWiadomościWielkość i upadek konińskiej brykietowni

Wielkość i upadek konińskiej brykietowni

Z HISTORII KONIŃSKIEJ KOPALNI

Dodano: , Żródło: Kurier Koniński
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni

W lipcu 2005 roku zburzono komin, ostatni ślad po brykietowni, która przez prawie sześćdziesiąt lat była częścią kopalni i krajobrazu Konina. Dwa lata wcześniej wysadzono w powietrze budynek hali pras i suszarek oraz rozebrano kilka innych budynków.

Do dzisiaj słychać głosy, że brykietownię wyburzono niepotrzebnie, że można ją było zagospodarować z pożytkiem dla społeczeństwa i urody architektonicznej miasta. Ale miasto brykietowni nie chciało, a kopalnia płaciła za każdy zabudowany metr kwadratowy 15 zł, natomiast ze względu na uciążliwość dla środowiska dalsza produkcja brykietów nie była możliwa. Ostatecznie, po wyburzeniu komina, teren po brykietowni sprzedano prywatnemu przedsiębiorcy z Konina. Czy naprawdę nie było innego wyjścia i z krajobrazu Konina musiał zniknąć niezwykle oryginalny ślad rozwoju przemysłowego naszego miasta? Spróbujmy prześledzić dzieje konińskiej wytwórni brykietów i dać odpowiedź na to pytanie.

Wspomnienie z dzieciństwa

Budowę brykietowni rozpoczęli w 1942 roku Niemcy, którzy mieli wówczas wieloletnie doświadczenie w wydobyciu i przeróbce węgla brunatnego. Samej produkcji nie zdążyli już uruchomić, zmuszeni do ucieczki przez Armią Czerwoną, i rozruch brykietowni przeprowadzili w 1946 roku – po licznych zresztą perturbacjach – Polacy. Przez następnych kilkanaście lat, do uruchomienia w 1958 roku elektrowni Konin, węgiel brunatny służył głównie właśnie do produkcji brykietów. Czyli czego? – zapyta zapewne większość ludzi młodych.

Sam pamiętam jeszcze z dzieciństwa stosik czarnych, podłużnych kostek, pojawiający się każdą jesienią przed piwnicznym okienkiem domu przy ulicy Kolejowej w Koninie, w którym mieszkaliśmy w latach sześćdziesiątych u moich dziadków Bartkowiaków. Piece w kuchni były wtedy normą nawet w nowo budowanych blokach trzeciego osiedla, a w poniemieckich domach przy Kolejowej pokoje były jeszcze ogrzewane piecami kaflowymi. Do dzisiaj szczęśliwe dzieciństwo kojarzy mi się z ogniem, kładącym wieczorem migotliwe cienie na ścianach kuchni i ciepłem bijącym od pieca. Pieca, przy którym - nomen omen – ogniskowało się życie całej rodziny. A ciepłą kąpiel można było wziąć dopiero, kiedy się napaliło w wielkim łazienkowym bojlerze.

Na to wszystko potrzebny była odpowiednia ilość opału: węgla kamiennego lub dużo od niego tańszych brykietów węgla brunatnego. A brykiety te to nic innego, jak sprasowany węgiel brunatny, który w naturalnej postaci dość trudny jest do spalenia w zwykłym piecu, gdyż po wysuszeniu rozpada się na niewielkie cząsteczki, które przelatują przez tradycyjne ruszty. Jeśli jednak te węglowe drobinki sprasuje się w zgrabne cegiełki, idealnie nadaje się do spalania w domowych piecach.

Fabryka z Klettwitz

Nazwa „brykiet” – jak tłumaczy Zygmunt Kowalczykiewicz w broszurze „Brykietownia Kopalni Węgla Brunatnego Konin 1946-1996” – pochodzi od francuskiego słowa „la brique” – cegiełka. Zanim jednak węgiel trafi do prasy, która formuje z niego zgrabne cegiełki, trzeba go rozdrobnić, a następnie osuszyć. Ponieważ w suszarkach jego temperatura podnosi się do 80 stopni Celsjusza, musi teraz zostać schłodzony. Wtedy dopiero trafia do matrycy, gdzie pod dużym ciśnieniem przekształcany jest w owe cegiełki. Przy tym brykietownia to nie tylko ciąg technologiczny do produkcji samych brykietów, ale i elektrownia, która miała zaopatrywać w energię również kopalniane maszyny.

Przez ponad trzy lata Niemcy zdążyli wybudować główne budynki zakładu. Do 15 stycznia 1945 roku, kiedy okupanci pospiesznie wycofali się z powiatu konińskiego, stały już najważniejsze budynki przyszłej brykietowni, kotłowni i elektrowni, wraz z górującym nad okolicą 90-metrowym kominem. Stały surowe mury magazynu, fundamenty i część murów warsztatu. Choć przyjechały też najważniejsze elementy wyposażenia fabryki, tylko część z nich została zmontowana, a niektórych nawet nie zdążono rozpakować. Urządzenia pochodziły - podobnie jak maszyny pracujące na odkrywce – z likwidowanej łużyckiej kopalni Klettwitz

Kolejka linowa

Brykietownię wybudowano na terenach majątku Maliniec (folwark Marantów) i – częściowo – gruntach wsi Niesłusz, zapewne z myślą o przyszłej eksploatacji złóż znajdujących się na południe od Jeziora Gosławskiego (późniejsze odkrywki Niesłusz i Gosławice). Część mieszkańców Niesłusza wysiedlono, a wieś stała się osiedlem górniczym. Natomiast cegły na budynki brykietowni, pochodziły z cegielni, należącej przed wojną do Mojżesza Kapłana, właściciela majątku Glinka. Węgiel z odkrywki w Morzysławiu dostarczała do brykietowni długa na prawie 1,4 km kolejka linowa, oparta na piętnastu stalowych podporach. Kolejka woziła węgiel do 1954 roku, kiedy morzysławskie zasoby uległy wyczerpaniu, a pod koniec lat pięćdziesiątych została rozebrana.

Skoro zaczynam pisać o dziejach brykietowni po 1945 roku, nie mogę pominąć w tej historii udziału mojej rodziny. Otóż pierwszym kierownikiem brykietowni do stycznia 1947 roku był – jak wynika z pracy Zygmunta Kowalczykiewicza „Brykietownia KWB 1946-1996” - Józef Bobrowski, starszy brat mojej babci. Józef Bobrowski był też założycielem w marcu 1946 roku i dowódcą pierwszego kopalnianego oddziału ochotniczej straży pożarnej. Pod jego i Aleksandra Dondolewskiego nadzorem odbywał się w 1945 roku montaż urządzeń sortowni węgla, suszarek i pras. Prace – jak pisze Zygmunt Kowalczykiewicz – prowadzono również zimą, dzięki czemu w marcu 1946 roku czekały na rozruch cztery prasy do brykietów, suszarki rurowe, sortownia i odpylarnia.

strona 1 z 3
strona 1/3
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Wielkość i upadek konińskiej brykietowni
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole