Dzisiaj jest środa 23 stycznia 2019, imieniny: Ildefonsa, Rajmunda, Klemensa WIADOMOŚCI OGŁOSZENIA (21408) SPORT FORUM FIRMY (5279) PRACA (52) KINA IMPREZY WIDEO
Login:
Hasło:
Przypomnij hasło
zamknij

POGODA

Dziśpogoda
-6 / -6oC
Jutropogoda
-4 / -6oC
Pojutrzepogoda
-5 / -7oC
Pogodę dostarcza twojapogoda.pl

POLECANE:
Nerwy do samego końca. KKF Automobile Torino wicel ... (8)KOD o nazwaniu jednej z ulic w Koninie imieniem P. ... (127)

Brykiet na pamiątkę

Z HISTORII KONIŃSKIEJ KOPALNI

Dodano: 15.03.2014 10:48
Źródło: Kurier Koniński

Z początków swojej pracy w kopalni najbardziej zapamiętał wyprawę po zatopioną pompę, do której razem z kolegą brnęli kilkadziesiąt metrów podziemnym chodnikiem, zanurzeni po szyję w wodzie.

Czesław Sypniewski przyszedł do kopalni na początku czerwca 1945 roku, zaraz po swoim powrocie z Niemiec, dokąd trafił po przegranej kampanii wrześniowej. Żołnierzem został już w marcu 1938 r. z dość prozaicznego powodu: po ukończeniu praktyki zawodowej nie miał szans na zdobycie pracy.

Z praktyki do wojska

Choć mieszkał w Grodźcu, sześcioklasową szkołę powszechną kończył w Gosławicach, bo tam – po przedwczesnej śmierci mamy – zabierał go ze sobą ojciec do warsztatu kowalskiego w malinieckim majątku hrabiego Mieczysława Kwileckiego, żeby nauczył się zawodu. Po zdobyciu kwalifikacji, podjął pracę w Fabryce Maszyn Rolniczych Zygmunta Włodarczyka w Koninie jako praktykant ślusarski. Kiedy po kilku miesiącach praktyka się skończyła, pozostał bez pracy, więc w marcu 1938 roku zgłosił się do wojska, do 70 Pułku Piechoty w Pleszewie, gdzie przeszedł przeszkolenie dla potrzeb Korpusu Ochrony Pogranicza, które kontynuował potem w szkole podoficerskiej KOP.

Kampania wrześniowa skończyła się dla niego 16 września, kiedy pod Radomiem został wzięty do niewoli z ranami głowy i ręki. Po jedenastu miesiącach spędzonych za kratami obozu jenieckiego (Stalagu IIIA) w Luckenwalde, pięćdziesiąt kilometrów na południe od Berlina, jesienią 1940 roku został przewieziony do Potzlow, gdzie został jednym z milionów robotników przymusowych III Rzeszy.

Niemiec uratował, Polka doniosła

W Potzlow, miejscowości znajdującej się niedaleko dzisiejszej granicy niemiecko-polskiej, około 60 km na południowy zachód od Szczecina,  poznał swoją przyszłą żonę. Anna, wtedy jeszcze Kowalczyk, trafiła tam na roboty przymusowe z Radomska. – Ja pracowałam w polu, a Czesław w kuźni jako ślusarz maszyn rolniczych – wspomina pani Anna czasy, które – choć upłynęło od nich siedemdziesiąt lat – wciąż są bardzo żywe w jej pamięci. – Wieczorami słuchaliśmy radia z Londynu - i to u Niemca. Miał pięciu synów i wszyscy byli na froncie, ale tylko jeden był takim gestapowcem. Ceslaw, powiedział któregoś razu Niemiec, nie przychodź, bo Hans przyjedzie. On nas ostrzegł, ale tymi naszymi wizytami u Niemca zainteresowała się taka Polka, też zresztą z Konina. Jak się zorientowała, że my tam u niego radia słuchamy, poleciała do wachmana. A ten przyszedł do kuźni i wszystko powiedział Czesławowi. Mąż mu wytłumaczył, że nieprawda, bo on był tylko naprawić to radio. I na tym to się skończyło.

Innym razem doszło do zapalenia się trocin w spichrzu ze zbożem, bo kazali mężowi ogrzać zamarznięte rury. Chociaż pożar szybko ugasili i zboże uratowali, to następnego dnia rano od razu przyszli żandarmi. Czesławowi znów się upiekło, bo dziedzice stanęli za nim murem, że mają do niego zaufanie i na pewno nie zrobił tego specjalnie – pani Anna na nowo przeżywa wydarzenia sprzed lat. - To nie jest ważne: Niemcy, Żydzi, Polacy... Jak ktoś jest człowiekiem, to człowiekiem pozostanie i narodowość się nie liczy – dodaje po chwili zadumy.

Po szyję w wodzie

Ślub wzięli 14 lutego 1943 roku i jeszcze w tym samym roku urodziła im się córka Krystyna. Do Polski wrócili na początku maja 1945 roku razem z trzema innymi rodzinami wozem, ciągniętym przez woły. Zamieszkali w Wólce pod Strzałkowem, u ojca Czesława Sypniewskiego, ale jak tylko dowiedzieli się, że w konińskiej kopalni jest praca, przenieśli się do Konina. Po miesiącu dostali mieszkanie w barakach zbudowanych w Morzysławiu jeszcze przez Niemców naprzeciwko szkoły. - Baraki były zapluskwione i bardzo prymitywne, ale byłem zadowolony, że mam gdzie mieszkać – napisał Czesław Sypniewski w swoich wspomnieniach. - Mieliśmy tam dwa pomieszczenia: kuchnię i pokój.

Kiedy 2 czerwca 1945 r. stawił się do pracy w kopalni, odkrywka Morzysław była całkowicie zalana. Front robót przebiegał wówczas przez środek dzisiejszego parku 700-lecia (między ulicami Popiełuszki i Harcerską). Czesław Sypniewski pracował w warsztacie, który znajdował się w pobliżu miejsca, gdzie dzisiaj stoi pomnik kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Pracowało nas tam wtedy około ośmiu-dziesięciu. Naszym zadaniem było odwodnić odkrywkę. Ale jak? Nie było czym, nie było silników, nie było pomp. Musieliśmy te zatopione pompy i silniki wyciągać na wierzch. Któregoś dnia mnie i Stefana Kasprzaka wyznaczono do wyciągnięcia pompy, która leżała zatopiona w którymś cho­dniku. Brnęliśmy po szyję w wodzie chyba ze sto metrów, ale udało się. Wie pan jaka była radość? – Opowiadał pół wieku później Zygmuntowi Myślińskiemu z Wielkopolskiego Zagłębia. - Elektrycy wysuszali silniki, myśmy pompy remontowali i z powrotem to wszystko szło w doły. Po jakimś czasie już można było węgiel wybierać – tam, gdzie nie było wody.

Za puszki z UNRRA

We wszystkich wspomnieniach ówczesnych górników przewija się temat braku pieniędzy na wynagrodzenia. Pisał o tym i Czesław Sypniewski: - Pracowaliśmy bez wypłaty. Ja dostałem pieniądze dopiero po trzech miesiącach. Zapłatą naszą był olej, mąka, śledzie, czasem puszki mięsne z UNRRA. Brakowało tego, ale musiało wystarczyć.

Pieniądze na wypłaty pojawiły się dopiero, kiedy po odwodnieniu odkrywki zaczęto wydobywać i sprzedawać węgiel. - Aż do momentu uruchomienia brykietowni węgiel, który wydobywaliś­my, albo był sprzedawany, albo (ten drobniejszy) trafiał do kotłowni. A wszystko przesiane, grubsze szło na sprzedaż w całym powiecie. Brakowało ludzi do prowadzenia sprzeda­ży, a przecież pieniądze z niej uzys­kane były później częścią naszej wy­płaty. Musieliśmy więc sobie jakoś ra­dzić. Były momenty, kiedy my - ślu­sarze - wsiadaliśmy do ciągników i jechaliśmy handlować węglem do Ślesina, Kalisza albo jeszcze dalej. Przypominam sobie Grabowskiego, który przyjechał z niewoli z Niemiec swoim ciągnikiem. I tym ciągnikiem usługiwał tu na Morzysławiu, na odkrywce.

Wszyscy czekali na brykiety

Czesław Sypniewski zapamiętał, że część węgla wędrowała kolejką łańcuchową na przeładownię do Niesłusza. - Stamtąd do brykietowni już była kolejka linowa. Z kolejki wagoniki przeładowywały się w sortowni, tam węgiel się sortował. Część szła do silosów do kotłowni, ale jeszcze kotłownia nie była czynna.

Jesienią 1945 r., Czesław Sypniewski nie pamiętał dokładnej daty, dyrekcja przeniosła go razem z częścią pracowników do brykietowni, której uruchomienie stało się wtedy dla kopalni sprawą najpilniejszą. - To uruchamianie trwało prawie dwa lata – wspominał. - Ja zostałem brygadzistą w celu dokończenia sortowni. Trzeba było to wszystko uruchomić, a człowiek się na tym nie znał, bo po raz pierwszy to wszystko widziałem.

Pierwsze brykiety wyszły spod pras pod koniec sierpnia 1946 roku. - Wszyscy pracownicy brykietowni czekali na ten moment, ten dzień, kiedy ta pierwsza brykieta wyskoczy. No i żeśmy się doczekali. Było to wielkie wzruszenie, bo każdy był ciekawy, jak ta brykieta będzie wyglądać. I każdy sobie po kilka cegiełek wziął na pamiątkę do domu. Ta jedna brykietka była dość długo u mnie, ale się rozlasowała i nie ma po niej śladu – wspominał czterdzieści lat później Czesław Sypniewski.

Trzydzieści godzin w pracy

W tym samym 1946 r. państwu Sypniewskim urodziła się druga córka (Barbara) i z dwójką dzieci w ciasnym, niezbyt ciepłym baraku w Morzysławiu, gdzie wodę trzeba było nosić wiadrem ze studni, było im coraz trudniej. Dzięki kopalni przeprowadzili się wkrótce do baraku za brykietownią, gdzie mieli chociaż bieżącą wodę. Anna Sypniewska pamięta, że ich sąsiadami były rodziny Kicińskich i Węglarków (od autora: zbieram materiały na temat polityki mieszkaniowej kopalni i proszę o kontakt wszystkie osoby, które mieszkały w barakach w Morzysławiu i Marantowie). Zarobki nadal nie były jednak zbyt imponujące, więc Czesław Sypniewski zdecydował się poszukać szczęścia w Wałbrzychu i w kwietniu 1947 roku podjął pracę w tamtejszych zakładach włókienniczych („dla polepszenia warunków” napisał). Wrócił z całą rodziną już po czterech miesiącach. – Wcale nie było lepiej – kwituje krótko wałbrzyski epizod w życiu swojej rodziny Anna Sypniewska.

W sierpniu 1947 r. Czesław Sypniewski wrócił na stanowisko przodowego sortowni, powierzono mu też stanowisko maszynisty turbinowni i kierownika świetlicy w Niesłuszu (pełnił tę funkcję do maja 1952 r.).

- Rzeczywiście na sortowni były awarie – wspominał po latach. - Była taka awaria, że trzydzieści parę godzin żeśmy pracowali bez przerwy, bez spania. Jedzenie żona mi przynosiła na sortownię i żony moich kolegów tak samo. Nawet dyrektor Kozłowski – muszę tak powiedzieć, chociaż nie było wolno – pamiętam w nocy przywiózł nam ciepłą kiełbasę, trochę chleba i coś do wypicia było też. Tak jak my wszyscy chciał, żeby jak najszybciej zrobić tę awarię, żeby węgiel szedł i na prasy, i do kotłowni. Ile ja spędziłem godzin w sortowni, to nie macie pojęcia! Ale taka była wtenczas potrzeba.

Szczęście na Glince

Warunki mieszkaniowe państwa Sypniewskich poprawiły się radykalnie, kiedy przeprowadzili się do jednego z domków fińskich na „osiedlu robotniczym Glinka”, jak je oficjalnie nazywano w kopalni. - Ja miałem to szczęście, że jeden z tych pierwszych wykończonych domków dostałem. Nie mieliśmy mebli, z Marantowa nic nie wziąłem, ale dla nas to był luksus. Nie macie pojęcia, jak myśmy byli ucieszeni, jaka była radość nasza z tego domku.

Anna Sypniewska też pamięta, że z Marantowa niczego nie zabrali „bo tam pluskiew było pełno”. - Przez pierwsze trzy miesiące spaliśmy na siennikach rozłożonych na podłodze - wspomina. Właśnie na Glince w grudniu 1950 r. urodzili się synowie państwa Sypniewskich, bliźniacy Adam i Mieczysław.

Przez kilka miesięcy – od jesieni 1953 r. do wiosny 1954 – dwa pokoje na poddaszu fińskiego domku przy ulicy Kwiatowej zajmowali dwaj młodzi ludzie, których dokwaterowała im kopalnia. Jednym z nich był 19-letni wówczas Józef Starosta, świeży absolwent Technikum Górniczego w Wałbrzychu.

Poseł z kopalni

W 1969 roku Czesław Sypniewski został posłem na Sejm PRL. Trzecim już wywodzącym się z kopalni. Pierwszy był w latach 1961-1965 inż. Kazimierz Graczyk (pisaliśmy o nim w Kurierze nr 159 z 8 sierpnia 2013 r.). Po nim posłem został Ignacy Krakowski (Kurier nr 163 z 10 października 2013 r.). On też był, podobnie jak Czesław Sypniewski, prostym górnikiem z zawodowym wykształceniem. Partia dbała w ten sposób, żeby w parlamencie rządząca klasa robotnicza miała odpowiednią reprezentację.

Swoją polityczną aktywność Czesław Sypniewski rozpoczął 1 stycznia 1947 r., kiedy wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej. Dwa lata później, po grudniowym kongresie, na którym PPS została wchłonięta przez PPR, znalazł się w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W 1950 r. został sekretarzem tak zwanej podstawowej organizacji partyjnej PZPR w brykietowni i piastował tę funkcję przez ponad dwadzieścia lat. Trzykrotnie był też członkiem plenum Komitetu Powiatowego PZPR w Koninie, czyli ciała przynajmniej teoretycznie sprawującego najwyższą władzę w powiecie. W 1954 r. otrzymał Medal X-lecia Polski Ludowej, w 1962 - Srebrny Krzyż Zasługi, siedem lat później - Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Akumulatory dla kopalni

Posłem został w czerwcu 1969 r., niewiele ponad rok po protestach studenckich w marcu 1968 r. i rok przed wypadkami grudniowymi roku 1970. To był schyłek czternastoletniej gomułkowskiej epoki małej stabilizacji. Po odsunięciu Władysława Gomułki od władzy, w lutym 1972 odbyły się wcześniejsze wybory do Sejmu i tym samym posłowanie Czesława Sypniewskiego zakończyło się wcześniej, bo już po dwóch i pół roku. - Czy coś skorzystaliśmy na posłowaniu męża? – zastanawia się Anna Sypniewska. – Chyba tylko telefon, o który wtedy było trudno.

Jak wiele osób z jego pokolenia, dla których praca była luksusem a niedostatek codziennym doświadczeniem, Czesław Sypniewski wierzył, że socjalizm jest ideą, której urzeczywistnienie pozwoli żyć wszystkim lepiej.

Czy był sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej, członkiem powiatowych władz partii czy posłem, starał się wykorzystać posiadane możliwości dla dobra swojej społeczności. - Kopalnia miała wtedy (pod koniec lat sześćdziesiątych – dop. red.) Lubliny, GAZ-y 63, były SAN-y, jeden Jelcz, Wołgi, mały GAZ 69 i nasze polskie Warszawy garbusy – wspomina Zbigniew Kiełb, który był wtedy mechanikiem w warsztatach bazy transportowej w Marantowie. - Były to twarde, wytrzymałe samochody. Nie było kłopotów z eksploatacją, tylko z zakupem części. Jak Czesław Sypniewski był posłem, to specjalnie załatwiał nam akumulatory dla kopalni.

Na emeryturze

Jako poseł pracował na tym samym stanowisku pracy co wcześniej. Kiedy przestał nim być, nic się pod tym względem nie zmieniło. Na emeryturę przeszedł w marcu 1979 r. - Ciągle mnie nosi, nie mogę usiedzieć chwili w miejscu, więc bez przerwy coś majstruję. A to przy re­moncie domu, a to w ogródku. No i razem z żoną zajmujemy się naszymi wnukami i prawnukami – opowiadał Zygmuntowi Myślińskiemu w 1995 r. – Ale o kopalni nie zapomnę nigdy – dodał na zakończenie.

Spośród czwórki dzieci tylko Mieczysław poszedł w ślady ojca i podjął pracę w kopalni, gdzie aż do emerytury był elektrykiem, Barbara i Adam związali się zawodowo z Fabryką Urządzeń Górnictwa Odkrywkowego w Koninie, natomiast najstarsza Krystyna była nauczycielką.

Czesław Sypniewski zmarł w 1999 r. w wieku 81 lat.

Robert Olejnik

Na zdjęciu: Wizyta Mariana Spychalskiego (po prawej), ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa, w konińskiej kopalni w maju 1969 r. Naprzeciwko niego stoi Jerzy Więckowski, ówczesny dyrektor kopalni. Czesław Sypniewski stoi trzeci od prawej.



 



  • Brykiet na pamiątkę
  • Brykiet na pamiątkę

Chcesz nas zainteresować tematem? Czekamy na sygnały/materiały. Piszcie na alert@lm.pl.

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

max 1000 znaków (0)
max 28 znaków (0)

Twój komentarz może zostać przeczytany przez tysiące osób. Wydawca portalu LM.pl spółka LM LOKALNE MEDIA Sp. z o.o. nie bierze odpowiedzialności za jego treść. Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną. Osoby pokrzywdzone mogą skutecznie dochodzić swoich praw w organach ścigania i w sądach. Zgodnie z ust. 16 Regulaminu Twój komentarz może zostać opublikowany nie tylko na tej stronie, ale również w innych mediach.

KOMENTARZE

A ten z mikrofonem to nie z Bartkowiaków?
Dodano: 15.03.2014 11:09    Przez: ~ehhhh
po co takie artykuly jak wszystko rozwalone w pyl jest w Polsce
Dodano: 15.03.2014 15:50    Przez: ~brykietMAN
To jest chyba Janek Rusin.
Dodano: 15.03.2014 16:55    Przez: ~Z pasją czytający t ...
Kolejna historia jak piękny przyrodniczo teren z wielkim potencjałem inwestycyjnym zamieniano w nieużyteczną pustynię.
Dodano: 15.03.2014 11:27    Przez: ~Woda gruntowa
Kolejny młody człowiek, któremu zabrakło wyobraźni, aby zrozumieć tamte czasy. To, że jesteś młody to nie jest zarzut, tylko z większą ostrożnością powinieneś zabierać głos w sprawach, których nie rozumiesz. Porozmawiaj ze swoimi dziadkami, których z pewnością szanujesz, a oni ci potwierdzą, że taka biografia to powód do dumy. Być może życiorysy twoich dziadków są jeszcze piękniejsze? Tobie się wydaje, że telefony komórkowe i komputery to istniały od zawsze. A tak na marginesie, gdyby tutaj nie było kopalni to ten „piękny przyrodniczo teren z wielkim potencjałem inwestycyjnym” byłby zapadłą dziurą. Prawobrzeżnej części Konina nie byłoby. Miałbyś za to piękne wsie pod Koninem – wieś Czarków, wieś Marantów, wieś Chorzeń, wieś Morzysław, wieś Niesłusz itd. z glebami 5 i 6 klasy.
Dodano: 15.03.2014 13:20    Przez: ~best
Do Best: Ten młody człowiek ma 45 lat, pracuje w inwestycjach i zwiedził pół świata w celach biznesowych. To jest typowy dla forum chamski sposób dyskredytowania kogoś, kto ma inne zdanie- nazwać go małolatem, który myśli, że świat to gra komputerowa. Oczywiście kopanie torfu zaraz po wojnie przy ówczesnym stanie świadomości, wyobraźni i braku kapitału na inwestycje było nie do uniknięcia, ale tą drążącą nasz region pijawkę powinno się wygasić już 15 lat temu zamiast szukać kolejnych coraz mniej opłacalnych złóż. Zrozum człowieku, że torf się i tak skończy wcześniej czy później, w kopalni pracuje 3-4 tyś ludzi i co dalej? Nie ma skrawka ziemi, na którym można by było postawić jakąś fabrykę, drogi ciągle zmieniają swój bieg, bo odkrywki to wymuszają. Nikt nie postawi zakładu na pustyni w otoczeniu hałd i dróg tymczasowych. Zostawmy sobie trochę przestrzeni. Wyobrażasz sobie inwestora, który chciałby postawić fabrykę w okoli ...
Dodano: 15.03.2014 14:00    Przez: ~Woda gruntowa
Do Best CIĄG DALSZY: Wyobrażasz sobie inwestora, który chciałby postawić fabrykę w okolicy na przykład Kleczewa? Z której strony? Jest gdzieś kawałek nieprzerytej ziemi? Wykorzystajmy bliskość autostrady A2 i A1. Bliskość jednej z głównej magistrali kolejowej. Wiesz, czemu w Starym Mieście jest tyle nowych firm, tyle inwestycji? Bo oni wykorzystują właśnie doskonałe położenie, ponieważ komuś chce się myśleć, a my zamieniliśmy region na południe od Konina w pustynie. Skąd się wzięła wymieniona przez Ciebie prawobrzeżna część Konina? Z tych ludzi, którzy opuścili swoje domy w nieistniejących dziś miejscowościach zostawiając za sobą tradycje, historię i tożsamość. To taki sukces? Myślałeś, że ulepiono ich z torfu? Co z tego, że Konin trochę podrósł przez wysiedleńców skoro poza Koninem jest koniec świata? Piszesz, że nasz teren były zapadłą dziurą bez kopalni? Bzdura. Sam przyrost naturalny sprawiłby, że w regionie miesz ...
Dodano: 15.03.2014 14:08    Przez: ~Woda gruntowa
Do Best CIĄG DALSZY: Sam przyrost naturalny sprawiłby, że w regionie mieszkałoby trzykrotnie więcej ludzi, którzy żyliby z turystyki, rolnictwa i leśnictwa a ziemia nieprzeryta, nieosiadająca nadawałaby się do budowy fabryk i zakładów. Potrzebujemy więcej miejsc pracy niż te 3 tysiące wybrańców pracujących w kopalni. Powiaty Koniński i Słupecki to jest 190 tysięcy ludzi. A poza tym wiesz, że Polska ma mniej wody pitnej niż Egipt? A sposób wydobywania metodą odkrywkową marnuje mnóstwo wody. To jeż jest argument, aby powiedzieć- już dość.
Dodano: 15.03.2014 14:17    Przez: ~Woda gruntowa
Ty jesteś rzeczywiście,ale LEJWODA ECO-terrorystyczny,a nie gruntowa.
Dodano: 15.03.2014 14:31    Przez: ~yahoo
To prawda i zające biegające w okularach.
Dodano: 15.03.2014 19:04    Przez: ~b-en
Jako, już nie tak młody, 45 letni człowiek, który pracuje w inwestycjach i zwiedził pół świata w celach biznesowych zapewne wiesz, że wydobycie węgla brunatnego na świecie ciągle rośnie. I wydobywa się go nie dlatego, że ludziom brakuje świadomości, wyobraźni czy kapitału na inwestycje, lecz dlatego, że to się opłaca. To, że Niemcy są największym producentem węgla brunatnego na świecie też zapewne wiesz i to, że w ubiegłym roku pobili kolejny rekord wydobycia (około 180 mln ton, trzy razy więcej niż Polska). Trudno ich podejrzewać o brak świadomości, wyobraźni czy kapitału na inwestycje. Jak tak bardzo przeszkadza ci wydobywanie węgla brunatnego to właściwie powinieneś w tym momencie zgasić światło i wyłączyć swój komputer, bo z pewnością jest on zasilany energią elektryczną wytworzoną z tego węgla.
Dodano: 15.03.2014 22:38    Przez: ~best
y również w Niemczech wodę z pomp głębinowych spuszcza się z biegiem rzek do Morza lub na zasilenie prywatnych jezior czy też prowadzi się racjonalną ekologiczną politykę? Ponieważ w KWB większość wypompowanych wód głębinowy nie trafia ponownie do przyrody tylko staje się T O W A R E M na sprzedaż?
Dodano: 15.03.2014 23:25    Przez: ~EKO-ROZSĄDEK
Ah, te lipne komunistyczne czasy...
Dodano: 15.03.2014 12:24    Przez: ~chemitz
Do woda gruntowa. Mimo, że masz 45 lat to jednak wiesz niewiele.Takich biznesmenów jest dzisiaj co niemiara. Tylko płacić nie ma kto. Ja mam 70 lat i wiem trochę więcej. Więcej także i dlatego, że mój ojciec pracował w kopalni, zresztą ja też. Dzisiaj wszyscy nastawieni są na konsumpcję. Mój ojciec dojeżdżał rowerem do pracy 12 kilometrów, dzisiaj jest to nie do pomyślenia. Wtedy nie pytano ani o zapłatę, ani o autobus. Ważna była praca i zarobek na utrzymanie rodzin.Tak powstały rodziny robotnicze i inteligenckie wywodzące się z biednych rodzin chłopskich. Dzięki kopalni mieli ładne mieszkania z łazienką. Nie wychodzili za potrzebą na stronę.Ale to rozumie tylko ten, którego rodzina tak się przeistoczyła.Pozostali to samorodni historycy, uważający się za alfę i omegę.Kto nie szanuje swych przodków ten nigdy szanowanym nie będzie.
Dodano: 15.03.2014 14:31    Przez: ~kopalniok
Tylko, że ja piszę o obecnych czasach i paru lat wstecz. Gdyby chciało się Panu przeczytać moją wypowiedź to by się Pan dowiedział, że zdawałem sobie sprawę, że zaraz po wojnie nikt nie będzie się martwił o to, co będzie za 60 lat. A dziś? Mamy tą wspaniałą kopalnię elektrownię i co? Bezrobocie większe niż we większości miast tej wielkości, które na dodatek nie zniszczyły swojego środowiska. Czy to do nikogo nie przemawia, że Panom noszącym w imieniny Barbary pióropusze udających górników, choć nie pracują pod ziemią oddaliśmy we władanie cały region i podporządkowaliśmy wszystko a reszta może, co najwyżej uciekać do większych miast czy na zmywak na zachód. Gratuluję Panu, że kopalnia dała Panu toaletę w bloku. Niestety, nie widzi Pan nic prócz końca swojego nosa, bo dziś już za darmo mieszkań nikt rozdaje i trzeba coś zrobić z tym regionem, aby ludzie na te mieszkania mogli zarobić, ale kopalnia już tej pracy nie nastarczy ...
Dodano: 15.03.2014 14:59    Przez: ~Woda gruntowa
Tak pan kopalniak by chciał, aby młodzi współcześni koninianie dziękowali za to, że bohater artykułu lub pan KOPALNIAK dostali darmowe mieszkania a dziś trzeba brać kredyt na mieszkanie na dożywocie lub zapierniczać na nie przez pięć lat za granicą. Widzicie, że wasza praca i wasze odkrywki przysłużyły się jedynie wam i waszym rodzinom, ale dla miasta i regionu kopalnie to zaraza! Węgiel się kończy, region zaczyna dopadać los podobny do Detroit (wątpię czy pan KOPALNIAK zrozumiał, o co chodzi, w końcu ma kibel i spłuczkę). Gratuluję zaradności, mieszkania za darmo po roku max dwóch latach pracy. Myślę, że gdybyście urodzili się w obecnych czasach buszowalibyście nad ranem w śmietnikach, bo dziś nikt za przychodzenie do pracy i odwalanie swojej wachty mieszkań nie rozdaje.
Dodano: 15.03.2014 18:45    Przez: ~22umowa śmieciowa
Dostał mieszkanie za darmo a teraz będzie drwił z młodych. Wielki nauczyciel jak żyć. W dzisiejszych czasach zabłądził by w sklepie.
Dodano: 15.03.2014 22:55    Przez: ~Zrozumcie młodych
madry gospodarz nie będzie niszczyl swojego podworka ...........
Dodano: 15.03.2014 16:54    Przez: ~trzezwe myslenie
Musze stwierdzić, że kiedyś było lepiej a teraz jest gorzej i tyle :-#
Dodano: 15.03.2014 23:57    Przez: ~rychu
Best - z idiotami nie dyskutuj. Szkoda czasu.On i tak z tego nic nie zrozumie.
Dodano: 16.03.2014 17:31    Przez: ~Hajer

NAJPOPULARNIEJSZE WIDEO

UWAGA
zamknij

Próbujesz wgrać za duże zdjęcie.

Wgrywane zdjęcie nie może być większe niż 500 kB.
Spróbuj zmniejszyć zdjęcie jakimś darmowym programem np. dostępnym w systemie Windows programem Paint lub skorzystaj ze strony internetowej: zmniejszacz.pl.
Jeżeli tego nie zrobisz, ogłoszenie zostanie dodane bez zdjęć. Będziesz je mógł dodać później.