Kwietne łąki nie dla Konina. Kosiarki znów wygrały z naturą

Decyzję o koszeniu miejskich terenów zielonych w taki upał mogła podjąć jedynie osoba, która ma olbrzymie luki w wiedzy o zieleni lub problemy z logicznym myśleniem. Przy temperaturze powietrza dochodzącej do 30 stopni w cieniu!
Trawa, której koszenie kończono dzisiaj, miała najwyżej kilkanaście centymetrów wysokości. Teraz niewiele wyrasta nad ziemię. Przy czym nie chodzi o teren między blokami, gdzie od biedy można uznać, że wyższa roślinność może przeszkadzać niektórym mieszkańcom w dotarciu do wieszaka na pranie. To należący do miasta teren w szczytach bloków, gdzie poza panami z elektrycznymi kosami i samojezdnymi kosiarkami nikt się nie zapuszcza. Idealne miejsce na kwietną łąkę, która obniża temperaturę otoczenia od 2 do nawet 11 stopni Celsjusza.
Mówi i pisze się o tym od lat i jakby grochem rzucał o ścianę – co roku jest to samo. Zadzwoniłem do miejskiej ogrodnik, która - chociaż jest na urlopie - skontaktowała się z wykonawcą. Ten zadeklarował, że koszenie przerwie, ale nie na długo, bo czas go goni - w umowie z miastem ma zapis, że koszenie musi wykonać do 15 sierpnia. W środku lata, kiedy od wielu sezonów temperatury powietrza biją kolejne rekordy wszech czasów?! Kto wymyślił ten termin?!
Małgorzata Werhun-Popiołek przyznała, że koszenie przy tak wysokiech temperaturach to absurd, ale tłumaczenia i dyskusje z urzędnikami podejmującymi decyzje o częstotliwości i formie koszenia trawników oraz ich przełożonymi nic nie dają. Rok w rok podpisywane są umowy zawierające zapisy, że koszenie musi być przeprowadzane pięć razy w roku, choć wystarczyłoby rzadziej.
- Potrzebna jest większa elastyczność w częstotliwości koszenia trawy - tłumaczy miejska ogrodnik.
Kiedy pięć lat temu pytałem władze Konina, dlaczego nie jest wdrażany najprostszy do zrealizowania filar zielonej strategii miasta, mówiący o „utrzymanie, pielęgnację i porządkowanie zieleni miejskiej”, odpowiedziano mi, że następne umowy z wykonawcami będą już te wymogi uwzględniały.
Jak widać, nic się przez ten czas nie zmieniło. Nie rozumiem dlaczego, bo rzecz wydaje się prosta do realizacji. Jest oczywiste, że jak najczęstszym koszeniem zainteresowane są firmy, które tę usługę wykonują, bo z tego żyją. Ale dlaczego tak bardzo sprzyjają im – kosztem zieleni – urzędnicy podpisujący z nimi umowy?!
Tymczasem dzisiaj na stronie „tu płynie energia” miasto w radosnym tonie komunikuje, że „trwają prace nad wypracowaniem koncepcji zagospodarowania terenu zielonego, zlokalizowanego przy ul. Legionów w Koninie, odpowiadającego na lokalne potrzeby środowiskowe i społeczne”.
„Fantastycznie!” – zakrzykną zapewne właściciele firm, którym Konin zleca pielęgnację zieleni. - „Będą nowe trawniki do koszenia!”.










