Murem za amfiteatrem! Żeby znów było jak... za Gierka

„Dla kogo te pokoje. Kto i po co ma w nich mieszkać?” – pyta z powątpiewaniem komentator informacji o planowanej budowie hotelu na Pociejewie. Zupełnie inny jest natomiast ton wypowiedzi pod opublikowanym dzień wcześniej doniesieniem, że władze Konina podjęły decyzję o rozbiórce amfiteatru. Tym razem nikt nie pyta, dla kogo i po co miasto miałoby remontować i utrzymywać obiekt z widownią na ponad 3 tys. osób.
Oburzenie na decyzję o likwidacji amfiteatru mnie nie zaskoczyło. Kilka tekstów poświęciłem tłumaczeniu, dlaczego nie powinniśmy wydawać olbrzymich pieniędzy na obiekt, w którym niewiele się dzieje. Przypomniałem, że konińskie derby kabaretowe odbywały się w czasach braku tego rodzaju imprez w telewizji, a współfinansowały je z obfitych funduszy socjalnych największe konińskie zakłady pracy. W gospodarce rynkowej takich pieniędzy po prostu nie ma. Przypomniałem też, co o imprezie mówili i pisali sami artyści. W tym również o oczekiwaniach konińskiej widowni.
Moje zadowolenie z decyzji o wyburzeniu amfiteatru jest więc solidnie umotywowane, w przeciwieństwie do głosów o konieczności ratowania obiektu. Sentyment rozumiem, ale na wydawanie z tego powodu pieniędzy się nie zgadzam. Zdumiewa mnie za to troska niektórych – mam nadzieję nielicznych – mieszkańców Konina o kieszeń prywatnych inwestorów, którzy chcą budować hotel na Pociejewie:
„Sala konferencyjna? Ciekawe, jakie duże konferencje będą się tam odbywać? Konin to dziura”. – stwierdza autorytatywnie „Andrzej Moczymorda” bodajże (nie pamiętam, kto jak się pod komentarzami podpisuje, ale tego rodzaju sygnaturki pod nimi widnieją).
Nie rozumiem, dlaczego chce zniechęcić prywatny kapitał do lokowania pieniędzy w Koninie, skoro w innych miejscach krzyczy, że w brakuje u nas inwestorów. Przy czym powołuje się na przykład przez lata przynoszącego straty hotelu „Konin”, zapominając (albo nie chcąc pamiętać), że zupełnie zbędne koszty generowane były przez rozdęty zarząd i radę nadzorczą miejskiej spółki. W przypadku prywatnego inwestora tylko on poniesie straty, jeśli przedsięwzięcie okaże się niedochodowe. Miasto nie dołoży do tego ani jednego złotego, więc wypada się tylko cieszyć.
Inny „Walery Kita” (proszę wybaczyć, ale to nie ja wymyślam te podpisy) peroruje, że lepiej byłoby zainwestować w budowę term. Ale to inwestor decyduje, w co chce włożyć pieniądze. Hotel natomiast jest doskonałą zachętą dla innych posiadaczy kapitału, żeby zainteresowali się konińskimi gorącymi źródłami, bo będą już mieli na miejscu bazę mieszkalną dla przyszłych klientów. Tak to właśnie działa w gospodarce rynkowej, że jedna inwestycja przyciąga następne.
Zdumiewa mnie nazywanie Konina „dziurą” przez ludzi podających się za mieszkańców tego miasta i deprecjonowanie zabytków (ze słupem z XII wieku włącznie), których jakoby nie warto oglądać. Tym samym dyskutantom nie przeszkadza natomiast, że mielibyśmy wydawać pieniądze na odbudowę i utrzymanie amfiteatru, na który od lat nie ma w Koninie pomysłu. Poza festiwalem dziecięcym, dla którego faktycznie brakuje miejsca, ale to jest osobny problem do rozpatrzenia, o którym powinniśmy rozmawiać, odkładając kwestię amfiteatru na bok.
Nie mam złudzeń, że apele dziennikarzy czy kogokolwiek innego skłonią Andrzejów Moczymordów czy Walerych Kitów do zastanowienia i podjęcia rzeczowej dyskusji nad problemami miasta. To są przeważnie ludzie mocno sfrustrowani, którym pisanie przynosi ulgę, podobno porównywalną z tą, jaką daje defekacja lub oddanie moczu po długim zaciskaniu zwieraczy. Chciałbym tylko zwrócić uwagę autorów tego rodzaju wytworów emocji na fakt, że ich ociekające żółcią komentarze są dla władz uzasadnieniem dla uchylania się od dyskusji z mieszkańcami, bo z frustratami nie da się rzeczowo rozmawiać. A poza tym odstręczają potencjalnych inwestorów, którzy podobnie jak warunkom prowadzenia biznesu przyglądają się, co o swoim mieście mówią jego mieszkańcy.
Nie brakuje u nas polityków twierdzących, że jeśli się chce, to pieniędzy starczy na wszystko. Teza ta znajduje posłuch u znacząco dużej części mieszkańców Konina, który swoje najlepsze lata przeżywał w czasie pierwszej gierkowskiej pięciolatki, kiedy socjalistyczne rozdawnictwo osiągnęło najwyższy stopień rozwoju. Rozumiem sentyment do czasów, kiedy ludowa władza dawała ludowi igrzyska w postaci derbów i defilad na pierwszego maja, rzucając łaskawie w pakiecie kiełbasę i książkowe nowości. Sam dużo o tym piszę. Jednak jeśli mimo bankructwa tamtego systemu, ktoś nadal wierzy, że da się wydawać pieniądze bez troski o ich zarabianie, powinien zapisać się do Komunistycznej Partii Polski i podjąć walkę o zmianę systemu gospodarowania.
Albo rozważyć przeprowadzkę na Kubę czy do innej Korei Północnej.
Dziękujemy za Twoją obecność. Obserwuj nas w Wiadomościach Google, aby być na bieżąco.







