Nie dla starej technologii z ZSRR. 60 lat temu ruszyła huta aluminium
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Premier Józef Cyrankiewicz przemawia 20 lipca 1966 r. na otwarciu elektrolizy Huty Aluminium „Konin”
Mija właśnie 60 lat od wydarzenia niezwykle ważnego dla Konina, bowiem w sierpniu 1966 roku huta wyprodukowała pierwsze 42 tony aluminium. I pomyśleć, że kiedy pięć lat wcześniej władze zastanawiały się, gdzie zbudować następczynię Skawiny, Konin był tylko jedną z kilku propozycji.
Pracująca od 1954 r. elektroliza w podkrakowskiej Skawinie od początku nie zaspokajała potrzeb gospodarki i ówczesne władze już w kilka lat po jej otwarciu rozważały budowę nowej wytwórni aluminium.
Huta „Turek”?
W październiku 1958 r. przedstawiciele Zjednoczenia Górniczo-Hutniczego Metali Nieżelaznych (ZGHMN) odwiedzili okolice Konina, Koła i Turku, żeby na miejscu sprawdzić warunki do budowy wielkiego zakładu hutniczego. Za tą ostatnią lokalizacją opowiadały się władze województwa poznańskiego. Z kolei w Krakowie argumentowano, że jeszcze lepiej będzie, jeśli huta aluminium zostanie zbudowana w Małopolsce. Ostatecznie przeważyło twarde stanowisko specjalistów z ZGHMN, którzy uważali, że za Koninem przemawiają względy strategiczne, demograficzne a przede wszystkim bliskość elektrowni.
Decyzja zapadła w maju 1959 r. podczas narady w ministerstwie przemysłu ciężkiego, a w listopadzie zatwierdził ją specjalną uchwałą Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów. Rok później ustalono, że inwestycja powstanie w Malińcu, trzy kilometry od elektrowni Gosławice.
Biuro w samochodzie i hotelu
Jak to często bywało w tamtych czasach, formalne decyzje podpisywano dopiero po fakcie, więc choć nowe przedsiębiorstwo państwowe Huta Aluminium „Konin” w budowie powstało dopiero 1 stycznia 1961 r., dyrektor Andrzej Gronuś pracował na rzecz nowego przedsiębiorstwa już co najmniej od 1 grudnia 1960 r., kiedy to przydzielono mu do dyspozycji służbową warszawę z kierowcą – Stanisławem Ozimkiem. Przez pierwsze miesiące dyrekcja urzędowała w Skawinie, więc panowie sporo się w tym czasie najeździli. Również w grudniu geodeci rozpoczęli pomiary terenu pod przyszłą budowę.
Formalnie dyrektor Huty Aluminium „Konin” w budowie został powołany przez ministra przemysłu ciężkiego dopiero z dniem 1 marca następnego roku, a do Konina przeniósł się w połowie tegoż miesiąca. Przez pierwszy tydzień urzędował w Domu Górnika, gdzie przydzielono mu pokój, potem gościny udzieliła mu kopalnia w oddanym właśnie do użytku budynku Głównych Warsztatów Naprawczych w Marantowie (dzisiaj FUGO).
Negocjacje po kilku głębszych
Najwcześniej, bo od początku lutego zaczął funkcjonować dział organizacyjno-prawny, którego zadaniem było przygotowanie wywłaszczeń mieszkańców Malińca i Sulanek, gdzie miała stanąć huta. Na początku kwietnia przedstawiciele huty spotkali się po raz pierwszy z mieszkańcami Malińca i Sulanek. W kronice huty odnotowano, że zebranie przebiegało spokojnie, a zebrani „w większości uznali potrzebę budowy huty”. Jedynym zgrzytem było wystąpienie jednego z mieszkańców Malińca, który stanowczo oświadczył, że ziemi nie sprzeda ani nie zgodzi się na żadną zamianę. Przedstawiciele huty mieli jednak nadzieję, że jeszcze zmieni zdanie, bowiem – jak czytamy w kronice - „dla dodania sobie animuszu wypił przed zebraniem kilka głębszych”.
W połowie kwietnia podpisano pierwszy akt notarialny z rodziną, która zdecydowała się dobrowolnie sprzedać swoje gospodarstwo pod budowę huty. Pieniądze wypłacono im już dwa dni później. W ten sposób huta kupiła pierwsze 4,5 ha gruntu. Do końca miesiąca firma nabyła jeszcze trzy kolejne gospodarstwa o łącznej powierzchni 7,5 ha. Dzięki temu w połowie maja na plac budowy mogła wejść siedmioosobowa brygada łódzkiego „Elektromontażu”, której zadaniem było doprowadzenie na plac budowy energii elektrycznej.
Nie dla radzieckiego starocia
Siedzibą kierownictwa budowy był barakowóz ustawiony na polnej drodze, a materiały składowane były w stodole jednego z gospodarzy. Pierwotnie generalnym wykonawcą inwestycji miała być warszawska firma Beton-Stal, ta sama która budowała elektrownię Pątnów i której koniński oddział z czasem usamodzielnił się i przekształcił w znany wszystkim Energoblok. Wtedy jeszcze zamierzano wybudować konińską hutę – podobnie jak tę w Skawinie - w oparciu o licencję radziecką. Jednak opracowany w listopadzie 1960 r. projekt wstępny został odrzucony i podjęto decyzję o zakupie nowocześniejszej licencji od francuskiej firmy Pechiney, do czego doszło dopiero w październiku 1961 r. Jak bardzo przestarzała była radziecka technologia wyszło na jaw podczas współpracy z Francuzami, którzy przyznali, że licencję, na podstawie której zbudowano „Skawinę” i chciano pierwotnie postawić hutę w Koninie, Rosjanie kupili od firmy Pechiney w... 1934 r.
Po taniości
Ze względów oszczędnościowych nie zdecydowano się na zakup całej huty „pod klucz”. Taniej było własnymi siłami postawić potrzebne budynki a kupić od Francuzów jedynie te maszyny i urządzenia, których przemysł krajowy nie był w stanie wykonać. Przyjęcie takiego rozwiązania rodziło całą masę kłopotów, z którymi przyszło się załodze huty borykać, bowiem większość maszyn i urządzeń, które dostarczyli polscy wytwórcy były przez nich wykonywane po raz pierwszy i nie zawsze odpowiadały wszystkim stawianych im wymaganiom.
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!



























