Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościNie dla starej technologii z ZSRR. 60 lat temu ruszyła huta aluminium

Nie dla starej technologii z ZSRR. 60 lat temu ruszyła huta aluminium

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Nie dla starej technologii z ZSRR. 60 lat temu ruszyła huta aluminium
Konińskie Wspomnienia

Premier Józef Cyrankiewicz przemawia 20 lipca 1966 r. na otwarciu elektrolizy Huty Aluminium „Konin” 

W grudniu 1961 r. załoga huty liczyła już 33 osoby i otrzymała własne biura w bloku mieszkalnym przy ulicy Bydgoskiej 6, gdzie zajęła drugie i trzecie piętro. W tym samym i sąsiednim punktowcu pracownicy otrzymali też mieszkania, co sprawiło, że w pracy bywali czasami po kilkanaście godzin na dobę.

- Pracuje się tak długo, jak tego wymaga aktualna potrzeba - wspominała przed laty Krystyna Werhun. - Pierwsze święta Bożego Narodzenia spędziłam w biurze na pisaniu przelewów, bo trzeba było dokonać rozliczenia zawartych umów notarialnych z rolnikami z Malińca, Niesłusza i Sulanek.

Dom kultury przy Bydgoskiej

Kilka miesięcy później biura przeniesiono do baraku postawionego już bezpośrednio na placu budowy. W opuszczonych pomieszczeniach przy ulicy Bydgoskiej zrobiło się za to miejsce na świetlicę zakładową, z której po kilku latach wypączkował Dom Kultury „Hutnik”. Tam też na początku 1964 roku ulokowano pierwszą w nowym Koninie półautomatyczną centralę telefoniczną.

Dopiero w pierwszej połowie 1963 r. zaczęto kłaść fundamenty pod halę elektrolizy. Miesiąc wcześniej wizytujący budowę wicepremier Julian Tokarski (ten sam, który wyraził zgodę na budowę w Koninie wieżowców) stwierdził, że prace są opóźnione i wciąż brak jest pełnej dokumentacji, czego skutkiem było obcięcie o połowę rocznego budżetu budowy i przesunięcie terminu jej zakończenia z 1965 na 1966 rok. Początki tej inwestycji były jedną wielką prowizorką, bowiem dopiero w lipcu 1963 roku powstał projekt wstępny Huty Aluminium „Konin”.

Rolnicy bez stażu

Dotkliwie brakowało pracowników, bo o ile z kadrą inżynierską nie było większych problemów, trudniej było o robotników posiadających potrzebne kwalifikacje.

„Stan załogi rośnie, jednak jej kwalifikacje budzą wiele wątpliwości. Są to mianowicie rolnicy bez stażu pracy w zakładach przemysłowych. Czy z taką załogą sprostamy poważnym zadaniom. Musimy ją nauczyć zawodu, kultury pracy, dyscypliny i przepisów bhp” – można przeczytać w kronice Energomontażu, który był jednym z głównych podwykonawców.

Organizowano dodatkowe kursy dla spawaczy, trzech nawet wysłano na szkolenie do Francji, by nauczyli się spawania nowymi metodami. By uniknąć podobnych problemów w przyszłości, we wrześniu 1963 r. utworzono w Koninie Zasadniczą Szkołę Zawodową dla Pracujących Huty Aluminium, która była zaczątkiem Zespołu Szkół Hutniczych.

Przeszkodziły... żniwa

Większość maszyn i urządzeń zamówionych u polskich wytwórców dotarło na budowę huty w drugiej połowie 1965 r. i to właśnie w tym roku wykonano najwięcej prac. Ale jak to w gospodarce socjalistycznej bywało, kiedy jednego surowca nagle zaczynało brakować (tak było z argonem, gazem niezbędnym do spawania), co paraliżowało jakiś wycinek prac, inny nagle spływał w takich ilościach, że nie było gdzie go magazynować. Tak było z taśmą aluminiową z Węgier, której w czerwcu 1965 r. przyjechało naraz aż 60 wagonów. Jakby tego wszystkiego było mało, kiedy nastąpiło największe spiętrzenie prac, zabrakło rąk do pracy, bo latem miejscowi chłoporobotnicy poszli zbierać zboże. Jedni wzięli zwolnienia lekarskie, inni po prostu zrezygnowali z pracy.

Część maszyn i urządzeń zamówiono jednak za granicą. Wielkim problemem okazało się przywiezienie z Austrii transformatorów, z których każdy ważył po 120 ton, co wymagało użycia specjalnych wagonów. Polskie Koleje Państwowe miały taki na stanie, ale tylko... jeden. Spore kłopoty towarzyszyły też przewozowi z Francji naczepy do przewozu masy anodowej, której rozmiary nie pozwalały dostarczyć koleją. Zwrócono się do PKS, która zrezygnowała, kiedy okazało się, że jeden z niemieckich landratów nie zgodził się na przeciągnięcie naczepy pod wiaduktem, leżącym na terenie jego powiatu. Ostatecznie naczepa przypłynęła do Gdańska drogą morską, skąd na specjalnej platformie dotarła do Konina.

Sto tysięcy amperów!

Choć rozruch elektrolizy zaplanowano na godzinę siódmą rano 14 lipca 1966 roku, wszyscy kierownicy robót, brygady montażowe i rozruchowe byli na miejscu już o szóstej. O ósmej kierownicy wydziałów zameldowali dyrektorowi huty Zygmuntowi Sallerowi gotowość służb eksploatacyjnych do rozpoczęcia procesu technologicznego. Dokładnie o ósmej czterdzieści popłynął prąd o natężeniu 5 tys. amperów. Nie produkowano jeszcze w tym czasie aluminium, bowiem cała energia elektryczna zużywana była na wytworzenie ciepła potrzebnego do rozpuszczenia bryłek surowej masy anodowej oraz spieczenia jej w lite bloki węglowe, stanowiące dodatnią elektrodę dla każdego elektrolizera.

O godzinie dziesiątej w sali konferencyjnej Zygmunt Saller wzniósł toast za budowniczych i pomyślność huty. Tymczasem w hali elektrolizy wciąż trwał proces obciążania wanien mocą energetyczną. O godz. 11.00 docierał już do nich prąd o natężeniu 35 tys. amperów, a w południe Polskie Radio podało na całą Polskę wiadomość, że nowa huta aluminium w Koninie już działa. Docelową wartość prądu 100 tys. amperów osiągnięto cztery godziny później.

Najpierw 42 tony

20 lipca przed godziną dziesiątą przybyła do Malińca delegacja partyjno-rządowa. Premierowi Józefowi Cyrankiewiczowi towarzyszyli ministrowie budownictwa i przemysłu ciężkiego, wiceminister górnictwa i energetyki oraz pierwszy sekretarz KW PZPR w Poznaniu. Po uroczystym przecięciu wstęgi premier wpisał się do ksiąg pamiątkowych, a delegację obdarowano kwiatami i pamiątkowymi karnetami ze zdjęciami z przebiegu inwestycji.

Rozpoczęty 14 lipca rano proces spiekania anod po dwóch tygodniach uznano za zakończony. Do końca sierpnia trwało stopniowe uruchamianie elektrolizerów. Pierwszy metal – 42 tony – został wyprodukowany i przewieziony do odlewni w sierpniu 1966 roku. W listopadzie rozpoczęto rozruch drugiej hali elektrolizy, który zakończono po dwóch miesiącach. Do końca roku wyprodukowano w sumie ponad 7 tys. ton aluminium. W następnym huta wyprodukowała już ponad 42 tys. ton aluminium, wtedy jeszcze tylko pod postacią tak zwanych gąsek.

Ten fatalny 4 lutego

Po raz pierwszy groźba likwidacji zawisła nad konińską elektrolizą na początku lat dziewięćdziesiątych. Największą uciążliwością dla pracowników było zapylenie. Latem temperatura przy wannach wynosiła grubo powyżej dziewięciuset, a przy rozregulowanym procesie nawet i tysiąca stopni Celsjusza. Żeby nie dopuścić do najgorszego, podjęto decyzję o przestawieniu wanien elektrolitycznych na suchą masę anodową, która – w odróżnieniu od mokrej – nie emituje tak dużych ilości związków fluoru. Testowanie nowej technologii rozpoczęto w 1993 r. przy współpracy z norweskim koncernem Hydro Aluminium. Cztery lata później wszystkie 192 elektrolizery pracowały już wyłącznie na suchej masie anodowej, co spowodowało radykalne ograniczenie emisji fluoru, a zmechanizowanie prostych prac fizycznych pozwoliło zmniejszyć zatrudnienie.

Przez następnych kilkanaście lat byt elektrolizy wydawał się niezagrożony. Jednak w 2008 roku uwolniono rynek energii elektrycznej w Polsce, co wiązało się dla huty z perspektywą płacenia za prąd o 60 procent więcej. Energia stanowiła przecież jedną trzecią kosztów produkcji. Ponieważ obowiązywały jeszcze ceny ustalone w umowach na cały 2008 rok, firma miała czas na przygotowanie się do nowych stawek. Powołano specjalny zespół do przeprowadzenia analiz, co dalej. Ale we wrześniu 2008 nastąpił gwałtowny spadek cen aluminium na giełdach, wywołany ogólnym kryzysem po upadku banku Lehman Brothers i huta straciła jakąkolwiek możliwość manewru. 4 lutego 2009 r. o godzinie siódmej rano wyłączono prąd na wydziale elektrolizy Huty Aluminium „Konin” a na przełomie lata i jesieni tego samego roku zaczęto rozbierać hale. Marnym pocieszeniem jest fakt, że w tym samym mniej więcej czasie zamknięto elektrolizy we Francji, od której kupowaliśmy licencję w latach sześćdziesiątych, oraz Holandii, Niemczech i Norwegii.

Fot. Archiwum Gränges Konin

A w następnym tekście z cyklu Konińskie Wspomnienia opowiadam o tym, jak do budowy huty wtrącał się Komitet Powiatowy PZPR w Koninie.

strona 2 z 2
strona 2/2
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Nie chcieliśmy starej technologii od ZSRR. 60 lat temu ruszyła budowa huty
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole