Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościPo kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?

Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Konińskie Wspomnienia

Jak upamiętnić kończącą się właśnie historię konińskiej kopalni, która sprawiła, że przez pół wieku po 1946 roku liczba mieszkańców Konina powiększyła się ośmiokrotnie? Autor jednego z projektów tegorocznej edycji KBO proponuje pomnik „błękitnego krokodyla”. Ma być symbolem historii przemysłowej konińskiego zagłębia i kolei górniczych, najmniej znanej części jej dziejów.

Nawet tak banalna informacja, że linie kolejowe konińskiej kopalni liczą sto kilometrów, budzi zdziwienie. A był przecież i taki czas, że na odkrywkach królowały maleńkie wagoniki ciągnięte przez równie miniaturowe lokomotywki. Tak było przez pierwszych dwadzieścia lat funkcjonowania KWB, zanim na odkrywce Kazimierz pojawiały się pierwsze przenośniki taśmowe.

Z drągami na tory

Kolej na odkrywce to był osobny i niełatwy rozdział. Wraz z przesuwaniem się frontu roboczego trzeba było przesuwać tory, które od wiosny do jesieni zasysane były przez błoto, a podczas mrozów przymarzały do podłoża. W obu przypadkach podnoszenie przez  przesuwnicę często kończyło się połamaniem szyn. A kiedy maszyny zawodziły, jedynym wyjściem było zaangażowanie ludzi wyposażonych w drągi i dźwignie, którzy często po kolana w błocie przesuwali całe torowisko. Niestabilny grunt nierzadko doprowadzał do tego, że całe torowisko się osuwało a wraz z nim transportujące urobek wagony.

Żeby z kolei podnieść przymarznięte do podłoża torowisko, palono zwykle ogniska. Pewnego razu spróbowano odstrzelić je dynamitem, ale ktoś pomylił się w obliczeniach i podłożono zbyt dużo materiału wybuchowego, czego rezultatem było ciągnące się na dwustu aż metrach gruzowisko z poskręcanych szyn i podkładów kolejowych. Kiedy do transportu węgla i nadkładu zastosowano przenośniki taśmowe, problemy z torowiskami się skończyły.

Kilkanaście wahadeł

W apogeum po kopalnianych torach jeździło jednocześnie piętnaście składów (zwanych inaczej wahadłami), z których każdy liczył dziesięć wagonów. Zimą, kiedy rozładunek przymarzającego do wagonów węgla bywał dużo trudniejszy i dłuższy, uruchamiano dodatkowo trzy a nawet cztery wahadła.

Ciągnęły je elektryczne lokomotywy towarowe EL2.100 wyprodukowane w latach 60. XX wieku w zakładach LEW (Lokomotivbau Elektrotechnische Werke) Hennigsdorf jeszcze w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Oprócz Niemiec i Polski takie lokomotywy jeździły jeszcze tylko w Chinach. Pierwszych szesnaście takich maszyn kopalnia zakupiła w 1958 roku. W czasie przygotowań do uruchomienia odkrywki Pątnów zakupiono także polskie lokomotywy parowe typu „Śląsk”, które się jednak nie sprawdziły i w późniejszych latach były stopniowo wycofywane.

Z kamerą do tyłu

Kopalniane EL2.100 zostały gruntownie zmodernizowane i wyposażone w unikatowy w skali całego kraju system telewizji przemysłowej, która umożliwiała jazdę tyłem. Specjalne odstępstwo od przepisów, pozwalające na takie praktyki, wystawił minister infrastruktury. Maszynista obserwował trasę za pośrednictwem kamery, która przekazywała obraz do jego kabiny. Oprócz kamery na pierwszym wagonie pchanego składu umieszczane były reflektory oraz dzwon. Przełączenie świateł oraz włączenie dzwonu odbywało się automatycznie w momencie przestawienia nastawnika jazdy na pozycję „wagonami do przodu”.

To właśnie EL2.100, z racji specyficznego kształtu nazywane krokodylami, zostały pół roku temu wycofane z eksploatacji. Zastąpiły je lokomotywy spalinowe TEM-2, SM-42, SM-30 i 401Da, które przewożą urobek z odkrywki Tomisławice do elektrowni. Do tej pory pracowały głównie w ruchu manewrowym na liniach niezelektryfikowanych oraz na liniach z czasowo wyłączoną trakcją elektryczną.

Klocki i malowanie

Przez większość czasu do przewozu węgla brunatnego używane były wagony samowyładowcze wyposażone w instalację grzewczą, zapobiegającą przymarzaniu mocno zawilgoconego węgla do klap i stożka. Ogrzewanie włączano, kiedy temperatura spadała poniżej minus trzech stopni Celsjusza. Ponieważ przy minus piętnastu stopniach węgiel zamarzał w całości, powodując olbrzymie kłopoty z rozładunkiem, nad estakadą Elektrowni Pątnów wybudowano urządzenie umożliwiające jego mechaniczne wspomaganie.

strona 1 z 2
strona 1/2
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Po kopalni pozostanie w Koninie już tylko „błękitny krokodyl”?
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole