Skocz do zawartości
LM.plWiadomościRadni bronią terenu zielonego na Chorzniu, choć sami najpierw oddali go deweloperowi

Radni bronią terenu zielonego na Chorzniu, choć sami najpierw oddali go deweloperowi

Dodano: , Żródło: LM.pl
Radni bronią terenu zielonego na Chorzniu, choć sami najpierw oddali go deweloperowi
Opinia

Od prawa do lewa konińscy radni zarzekają się, że teren przy ul. Szafirkowej na Chorzniu powinien pozostać zielony i że będą głosować przeciw budowie bloku przez dewelopera. Nie wspominając słowem o tym, że jeszcze w grudniu wszyscy, jak jeden mąż, zagłosowali za oddaniem tej działki deweloperowi.

Od kilkunastu dni mieszkańcy Chorznia protestują przeciwko planom budowy domu wielorodzinnego na działkach przy ul. Szafirkowej, które do tej pory służyły im za teren zielony. Budynek chce postawić Luxbud Invest z Konina, właściciel terenu. Właściciel od… niecałego miesiąca, dopiero 26 kwietnia zapadła bowiem decyzja o przekazaniu mu tych działek w ramach odszkodowania za grunty, które miasto przejęło na Grójcu pod budowę drogi (inwestor musiał jeszcze do tej wymiany dopłacić). Co jednak ciekawe, już w grudniu zeszłego roku na taką wymianę jednomyślnie zgodzili się miejscy radni.

Wszyscy bronią terenu zielonego

Ci sami radni, z praktycznie wszystkich opcji politycznych (wyłączając tylko radnych niezrzeszonych Jakuba Eltmana i Jarosława Sidora), od kilku dni spotykają się z protestującymi mieszkańcami Chorznia. I przekonują ich, że są po ich stronie i chcieliby, by ten teren pozostał terenem zielonym. Kilka cytatów:

Urszula Maciaszek (PO), 17 maja po spotkaniu z mieszkańcami: – Uważam, że warto byłoby, by ten teren pozostał terenem zielonym. 

Krystian Majewski (PiS), 18 maja na profilu FB, po spotkaniu z mieszkańcami: – PiS Konin stoi po stronie Zieleni i Mieszkańców. Na kwiatowym osiedlu powinny być łąki kwietne, nie beton.

Emilia Wasielewska (Wspólny Konin), 16 maja po spotkaniu z mieszkańcami: – Teren zielony tutaj pasuje, odgradza mieszkańców od oprysków, jest na korzyść tkanki miejskiej.

Emilia Wasielewska jako jedyna jednak zaznaczała, że nie podjęła jeszcze decyzji, jak będzie głosować ws. wniosku dewelopera. Cała reszta radnych deklaruje, że będą przeciw. Taka decyzja zablokuje co prawda postawienie domu wielorodzinnego, ale inwestor wciąż będzie miał możliwość wybudowania na tym terenie domów jednorodzinnych. Zezwala mu na to miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.

Radni za, a nawet przeciw

Radni, zgadzając się w grudniu na sesji na wymianę działek z deweloperem doskonale plan miejscowy znali (a jeśli nie – mogli się z nim zapoznać). Nie mogli wiedzieć, że inwestor powoła się na lex deweloper, chcąc budować tam dom wielorodzinny, ale powinni mieć świadomość, że wyrażona przez nich zgoda doprowadzi do budowy w tym miejscu domów jednorodzinnych. Żaden deweloper nie kupuje sobie bowiem terenów zielonych po to, żeby podziwiać rosnące na nich drzewa, tylko żeby realizować tam inwestycje.

W grudniu radni więc są za tym, by ten teren zabudować, a już w maju deklarują, że chcieliby, żeby to był teren zielony, ale niestety nie mają narzędzi, by zablokować plany inwestora. Otóż takie narzędzie mieli jeszcze w grudniu – nazywa się ono ręka, którą każdy z radnych podnosił, głosując za wymianą działek. Wystarczyło wtedy się nie zgodzić na takich ruch, grunty pozostałyby we własności miasta i nawet miejscowy plan zagospodarowania nie miałby większego znaczenia. Miasto mogłoby po prostu utrzymać tam teren zielony, a docelowo nawet zmienić plan.

Skąd taka wolta radnych? Może, konfrontując się z mieszkańcami twarzą w twarz, żaden z nich nie miał odwagi powiedzieć wprost, że był za zabudowaniem tego terenu. Albo, co według mnie jest nawet bardziej prawdopodobne, radni w grudniu zwyczajnie… nie wiedzieli, za czym głosują. Ot, prezydent chce jakieś działki zamienić, kto by wnikał w te numerki gruntów, sprawdzał i pytał, co się na nich znajduje. Po prostu się zgodzę.

Mieszkańcy sami są sobie winni

Ta wersja irytuje tym bardziej, że co poniektórzy radni śmieli nawet wytykać mieszkańcom, że nie interesują się wystarczająco losami swojej okolicy, nie sprawdzają BIP-u, że zawaliła spółdzielnia w dbaniu o ich interesy. Winni byli więc wszyscy, tylko nie sami radni, którzy jak jeden mąż w grudniu podnieśli ręce „za”. Radni, którzy za czytanie aktów prawnych i myślenie nad ich sensownością dostają, w przeciwieństwie do mieszkańców, pieniądze. A teraz wspaniałomyślnie stają wraz z nimi w obronie terenu zielonego, który sami najpierw deweloperowi oddali. 

W grudniu ubiegłego roku napisałem: „Rada Miasta w tym momencie to żart i pozostaje współczuć tylko tym kilku solidnym radnym, którzy muszą w takich warunkach próbować pracować”. Swoje zdanie podtrzymuję.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole