Rodzina czekała na ten dzień 86 lat. Tragiczna historia spod Konina ma swój finał

86 lat po swojej tragicznej śmierci z rąk Niemców Kazimierz Budny spoczął na cmentarzu w Koninie. W pogrzebie, który miał charakter państwowy, uczestniczyło kilka pokoleń jego potomków.
Msza święta pogrzebowa celebrowana była w kościele pw. bł. Jerzego Matulewicza w Koninie. Uczestniczyła w niej rodzina Kazimierza Budnego – łącznie pięć pokoleń wnuków i prawnuków. Uroczystość miała charakter państwowy, trumnie ze szczątkami asystowali żołnierze z Powietrznej Jednostki Operacji Specjalnych w Powidzu.
Zamordowany przez Niemców w 1940 r.
W ten sposób zakończyły się kilkudziesięcioletnie poszukiwania Kazimierza Budnego. Urodzony w 1903 r. w miejscowości Ladorudz (gm. Krzymów) mężczyzna zginął w 1940 r. W listopadzie 1939 r. został wezwany na posterunek żandarmerii w Koninie. Nigdy z niego nie wrócił. Jego żona, Stanisława, ostatni raz widziała go w lutym 1940 r.
27 lutego 1940 r. Kazimierz Budny został wywieziony do lasu koło Dąbrowic (pow. kolski). Tam wraz z innymi przetrzymywanymi przez Niemców Polakami został rozstrzelany, a następnie pogrzebany w zbiorowej mogile.
Dbali o mogiłę i pamięć
Świadkiem tej zbrodni byli mieszkańcy okolicznych miejscowości. To oni przez kilkadziesiąt lat – jak mówiła w środę prawnuczka Kazimierza Budnego Izabela – opiekowali się mogiłą i z pokolenia na pokolenie przekazywali historię pomordowanych tam Polaków. To również dzięki ich determinacji w 2024 r. IPN przeprowadził ekshumacje szczątków.
To było podstawą do identyfikacji Kazimierza Budnego. Dzięki poszukiwaniom jego żony Stanisławy rodzina wiedziała, że mężczyzna był przetrzymywany w Koninie. Świadczyły o tym dokumenty Polskiego Czerwonego Krzyża. Badania genetyczne wydobytych dwa lata temu szczątków pozwoliły zidentyfikować wśród nich Kazimierza Budnego. W ten sposób po 86 latach rodzina odnalazła swojego przodka.
Dobry mąż i kochający ojciec
– Po wielu latach oczekiwania, poszukiwań i modlitwy możemy wreszcie godnie pożegnać naszego dziadka – mówiła w środę podczas mszy św. prawnuczka Kazimierza Budnego Izabela. Jak deklarowała, pamięć o dziadku od zawsze była obecna w jej rodzinie. – Był zapamiętany jako dobry mąż, kochający ojciec, ojczym, człowiek bliski swoim najbliższym.
W szczególny sposób Izabela Błaszkowiak podziękowała mieszkańcom Dąbrowic i okolicznych miejscowości, którzy przez lata dbali o pamięć o dokonanej w 1940 r. zbrodni.
– To jest wyjątkowy moment. Mogliśmy dziś doświadczyć, jak to, co się wydarzyło, jest ważne dla rodziny – powiedział podczas pogrzebu dyrektor poznańskiego oddziału IPN dr hab. Rafał Reczek. – Ważna jest ta świadomość, że nasz najbliższy spoczywa w rodzinny grobie, w uświęconej ziemi, w miejscu, do którego jego najbliżsi będą mogli przyjść, pomodlić się, zapalić światełko.
Był to pierwszy tego typu pogrzeb w tym roku w Wielkopolsce. Łącznie w całym kraju co roku odbywa się od kilkunastu do kilkudziesięciu pogrzebów ofiar nazistowskich i stalinowskich.



















