Sprzeciwiają się rozbudowie fermy w Kleczewie. „Zamykamy okna, bo nie da się oddychać”

Prawie dwie godziny trwała dyskusja na temat rozbudowy fermy drobiu w Kleczewie. Mieszkańcy ostatecznie sprzeciwili się inwestycji. Decydujący głos należeć będzie jednak do radnych.
Debatę zorganizował burmistrz Mariusz Musiałowski, który chciał poznać zdanie mieszkańców na temat inwestycji. Właściciel zlokalizowanej w Kleczewie fermy drobiu złożył bowiem wniosek o zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, które umożliwiłyby rozbudowę zakładu.
Przy pełnej sali na ten temat dyskutowali mieszkańcy i przedstawiciele firmy.
Firma deklaruje, że smród zniknie
Przedsiębiorstwo chciałoby wprowadzenia zmian do dokumentów planistycznych, które umożliwiłyby rozbudowę fermy. W potencjalnych planach są m.in. biometanownia zasilana kurzym pomiotem, silosy czy przyzakładowa oczyszczalnia ścieków.
Największe kontrowersje wzbudzała budowa biometanowni i potencjalnych nieprzyjemnych zapachów generowanych przez zakład. Przedstawiciele firmy zapewniali, że instalacja wybudowana zostanie w znanej technologii, która gwarantuje fermentację w warunkach beztlenowych. Substrat nie byłby przywożony z innych zakładów, firma wykorzystywałaby odchody powstające na fermie w Kleczewie.
– Chcemy ograniczyć odory, chcemy ograniczyć pyły, ale żeby to zrobić – musimy mieć otwarte drzwi – przekonywał przedstawiciel firmy.
Reprezentanci ferm wyjaśniali, że obecny zakład wybudowany został według starych norm i w starej technologii i trudno stosować w nim noweczesne rozwiązania. Nowe instalacje ograniczyłyby przykre zapachy, rozbudowa zakładu zwiększyłaby liczbę miejsc pracy o ok. 90, a wpływy z podatków – o ok. 1-1,5 mln zł. Nie zwiększyłaby się liczba kur, ale zamiast w klatkach hodowane byłyby w otwartych wolierach.
Mieszkanka: zamykamy okna, bo jest nieprzyjemny zapach
Mieszkańców ta argumentacja nie przekonała.
Jak wskazywali uczestnicy dyskusji, już teraz z fermy docierają do nich przykre zapachy. – Mieszkamy na tyle blisko, że zamykamy okna, bo jest nieprzyjemny zapach – mówiła jedna z mieszkanek. Uczestnicy debaty wskazywali, że do tej pory firma nie przejmowała się uciążliwościami, które generuje. Nie wierzyli też w zapewnienia, że inwestycja przyniesie poprawę, choć jeden z przedstawicieli firmy dawał tego gwarancję.
Zakład rozbudowany zostałby w kierunku nowo powstającego osiedla – biometanownia stanęłaby w odległości ok. 600 m od potencjalnych zabudowań. To rodziło pytania o wycenę nieruchomości. – Osiedle się nie rozwinie, bo będzie w głowie ludzi, że jest biogazownia – wskazywał jeden z mieszkańców.
Przedstawiciele firmy zapewniali, że gmina i mieszkańcy – nawet po wprowadzeniu zmian do mpzp – będą mieli jeszcze narzędzia, by wpływać na warunki realizacji inwestycji. Głównie podczas wydawania decyzji środowiskowej, w której można zawrzeć konkretne wymogi.
– Nie ma żadnych przepisów chroniących społeczeństwo przed odorami – stwierdził mieszkaniec przedstawiający się jako specjalista od ochrony środowiska. Jak wskazał, najskuteczniejszą ochroną przed smrodem jest rozdzielanie strefy mieszkaniowej i inwestycyjnej, nie ma bowiem możliwości późniejszych pomiarów przykrych zapachów.
Decyzja należy do radnych
Po blisko dwóch godzinach burmistrz zarządził głosowanie. Zaledwie jedna osoba była za wprowadzeniem zapisów umożliwiających firmie inwestycję. Większość obecnych na sali była przeciw, kilka osób wstrzymało się od głosu.
Ostateczna decyzja zapadnie podczas przyszłotygodniowej sesji Rady Miejskiej w Kleczewie. Burmistrz zadeklarował, że przygotowany zostanie na nią projekt planu ogólnego, który propozycji firmy nie uwzględni. Projekt przegłosować będą musieli jeszcze radni.
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!











