Tłumaczka francuskiego i ogród marzeń. "Le jardin" niezbyt wersalski

Na jednym z konińskich osiedli kryje się ogród Adriany, romanistki, miłośniczki Francji i tłumaczki, zafascynowanej ostatnio psychobiologią, która w wolnych chwilach zamienia się w pasjonatkę ogrodów.
– Francuski uwielbiam, ale nie ogrody, są zbyt wersalskie. Wolę styl wiejsko - angielski – śmieje się właścicielka, prowadząc w głąb swojego zielonego królestwa. Po francusku ogród to „le jardin”. Stworzenie tego miejsca wymagało wielu lat pracy. Na początku był tu „ocean trawy i tuje”. Z czasem Adriana, wspierana przez mamę – znaną już czytelnikom LM.pl z działki o nazwie „Zachcianka” – zaczęła zmieniać przestrzeń: dodawała krzewy, kwietne rabaty i złamane linie ścieżek.
– Mama wprowadziła mnie w ogrodowe sprawy. Poza tym śledziłam czasopisma, które podpowiadały, jak urządzać ogród. Chciałam, żeby w każdej porze roku coś kwitło. Marzył mi się ogród wielokolorowy, choć początkowo planowałam strefy w różnych barwach, ale ostatecznie wszystko pięknie się miesza – opowiada Adriana.
Dziś ogród ma już kilkanaście lat i wciąż się rozwija. Pachną w nim lilie, które właścicielka uwielbia za ich ciężko - słodki aromat. Obok kwitną hortensje, wcześniej tulipany i całe mnóstwo innych roślin, które sprawiają, że ogród żyje kolorami przez cały sezon. Pachnąca zieleń przyciąga także gości: ptaki, jeże, jaszczurki, a także dwie syberyjskie kotki, które mają tu swoje ulubione miejsca i psa. Właścicielka lubi i zbiera ceramiczne dodatki, na które można trafić w różnych zakątkach.
Szczególną uwagę przyciąga kącik pod wiązem, którego gałęzie od lat były kształtowane tak, by stworzyć formę parasola. Teraz wystarczy przycinać – a koty uwielbiają leniuchować w jego cieniu. Z zewnątrz ogród osłania szpaler bzów. – Same iglaki to za mało. Ogród powinien pachnieć – mówi właścicielka, prowadząc w stronę małego zakątka warzywno - owocowego, także zatopionego wśród kwiatów. – Mąż dba o trawę, a ja o resztę. Wiosną i jesienią jest najwięcej pracy, ale warto, bo latem to czysta przyjemność.
W ogrodzie marzeń jest jeszcze taras z prawdziwego zdarzenia, taki letni pokój, może nawet kawałek plaży z leżakami, czy klimatyczna angielska szklarnia. Chodzi o to, aby przebywać tam "avec plaisir" z przyjemnością.































