W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Sześćdziesiąt lat temu najwyższe budynki w Koninie nie miały więcej jak pięć kondygnacji. Ale w marcu 1966 roku rozpoczęto betonowanie fundamentów pierwszego w naszym mieście wieżowca. Choć w Warszawie obawiano się, czy w Koninie potrafią stawiać tak wysokie konstrukcje, budynek przy ulicy Tuwima 3 stoi do dzisiaj.
Mało tego, stoi wszystkie osiem wieżowców, które w założeniach planistów miały stanowić dominantę centrum nowego Konina, w tym samym czasie przygotowywano bowiem wykopy pod fundamenty dwóch następnych wysokościowców przy Tuwima 1 i 5.
Przy „Czarnej Mańce”
Wszystko to działo się na moich oczach, bo mieszkałem wtedy w sąsiednim bloku przy Tuwima 2, ale że miałem wtedy niespełna pięć lat, a poza tym wkrótce się stamtąd wyprowadziliśmy, moja pamięć nie zachowała żadnych obrazów z tego miejsca. Zresztą cały nowy Konin (a trzecie osiedle w tamtym czasie szczególnie) był jednym wielkim placem budowy, więc krzątanina robotników i maszyn wokół trzech wielkich dołów nie była niczym nadzwyczajnym.
Pamiętam już jednak, kiedy pod koniec lat sześćdziesiątych oddawano lokatorom do zasiedlenia kolejne wieżowce. Pierwsze stanęły pod koniec 1969 roku zaraz za „Czarną Mańką” a tuż przy skrzyżowaniu z Poznańską Dworcowa 5 i Kosmonautów 12, a po nich kolejno Dworcowa 7, 9 i - tuż przy wybudowanej w tym samym czasie reprezentacyjnej siedzibie Narodowego Banku Polskiego – jedenastka.
Drzwi w windzie
Patrzyliśmy z dumą i podziwem na zupełnie nowe w konińskim krajobrazie wielgachne konstrukcje, ale że w roku szkolnym 1969/1970 byliśmy uczniami drugiej klasy, głównym tematem naszych rozmów były... windy. Rzecz w Koninie całkowicie nowa a że przypominała atrakcje wesołego miasteczka, wkrótce co śmielsi spośród nas stali się zmorą mieszkańców. Punktem w ówczesnym dźwigu osobowym najbardziej wrażliwym były bowiem wewnętrzne wahadłowe drzwi, które trzeba było bardzo dokładnie domknąć, żeby winda ruszyła z miejsca. A po każdej takiej szarpaninie z nimi młodego amatora wędrówek z parteru na dziesiąte piętro i z powrotem, domknąć je było trudniej.
Zlikwidować ubikacje
Do 1965 roku w Koninie i innych miastach powiatowych nie wolno było stawiać większych budynków niż czteropiętrowe. Aż Józef Karykowski, który pracował przez pewien czas w Warszawie, a w 1962 roku został kierownikiem Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych (DBOR) w Koninie, doszedł do wniosku, że wieżowce nadadzą inny, bardziej wielkomiejski charakter osiedlu na prawym brzegu Warty. Ale nie tylko o wygląd chodziło. Mieszkań potrzeba było coraz więcej, a że socjalistyczne państwo nie nadążało ich stawiać, wymyślano wciąż nowe sposoby, żeby ich budowę przyspieszyć i potanić. Jednym z pomysłów były mieszkania bez... łazienek.
- Na początku 1963 roku dostałem od Ofierskiego, on był dyrektorem Wojewódzkiej DBOR w Poznaniu, polecenie, żeby tak przerobić dokumentację bloków na czwartym osiedlu, które akurat zaczęliśmy stawiać, by – jak powiedział – „potanić to budownictwo i zlikwidować łazienki, a ubikacje przenieść na półpiętra, żeby cała klatka z nich korzystała” – opowiadał mi dwanaście lat temu.
Wzięli odpowiedzialność
Józef Karykowski wymyślił, że zamiast budować mieszkania bez łazienek, obniży koszty, stawiając w Koninie wieżowce. W tym celu musiał uzyskać zgodę samego wicepremiera Juliana Tokarskiego. Żeby szybko nadać całej sprawie bieg, koninianin poprosił o protekcję konińskiego posła.
- Kazimierz Graczyk pracował w komisji budownictwa w Sejmie i poprosiłem go o wyjednanie drogi do premiera – zaczął swoją relację Józef Karykowski. - Po jakimś czasie Kaziu przychodzi i mówi, że jesteśmy umówieni.
Podczas wizyty w rządowym gabinecie panowie byli pytani o wydajność budownictwa mieszkaniowego w Koninie, o postęp prac i temu podobne rzeczy.
- Na koniec pyta: „co chcecie” – kontynuował swoją opowieść mój rozmówca. - Wyjaśniamy, a on, że tego nie wolno. „No, ale premier może to zmienić” - mówimy. „A mocno chcecie”. „Mocno, nie mocno - chcemy!”. „A w Koninie będą umieli to zrobić?”. „Będą”. „Bierzecie odpowiedzialność za to?”. „Bierzemy”. „To macie zgodę. Ministerstwo budownictwa wyda wam zezwolenie” – usłyszeli na koniec emisariusze z Konina.
W Gdańsku zaprojektowane
Jednocześnie w pracowni urbanistycznej Politechniki Gdańskiej powstawał projekt zagospodarowania centrum nowego Konina, którego owe wieżowce miały być częścią. Zaczęło się od wizyty Stanisława Kruka, ówczesnego architekta powiatowego w gabinecie Józefa Karykowskiego.











