Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościW Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce

W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce
Konińskie Wspomnienia

- Przyszedł kiedyś do mnie i mówi, że chciałby dla powiatu coś opracować, żeby powiat mógł się przenieść na osiedle – wspominał ówczesny szef DBOR.

Z tej właśnie rozmowy zrodziła się idea, żeby zlecić wspomniane opracowanie zespołowi prof. Rębiszewskiego z gdańskiej politechniki, której Stanisław Kruk był absolwentem. Paradoksem jest, że nowa siedziba Urzędu Powiatowego, którą panowie widzieli na dzisiejszym placu Niepodległości tuż przy skrzyżowaniu Alei 1 Maja z ulicą Dworcową, ostatecznie nie powstała.

Jak w Warszawie

Również tam powstał projekt galeriowca wybudowanego za tartakiem, zamiast którego zbudowano później pawilony Domów Towarowych „Centrum”. One również zostały zaprojektowane przez gdańskich urbanistów, ale ich ostateczny kształt mocno odbiegał od założeń.

- W 1973 roku to zostało przemeblowane całkowicie i jest inne, niż było zaprojektowane w latach 60 – dowiedziałem się od Józefa Karykowskiego. - To miało przypominać warszawskie centrum przy ulicy Marszałkowskiej naprzeciwko Pałacu Kultury - długi, elegancki, dwukondygnacyjny budynek handlowy. Tam się wszystko mogło mieścić. A przy dworcu miało być kino, nawet całodobowe, kawiarenka dla podróżnych. Dlaczego to zmienili? Chodziło prawdopodobnie o szybkość, żeby to zrobić na 30-lecie PRL.

Mniej niż 3 metry w łazience

Mieszkania w pierwszych konińskich wieżowcach są maleńkie. Na każdym piętrze zmieściło się ich osiem, z największym pokojem o powierzchni 16 m kw. Sześć lokali ma po dwa pokoje o powierzchni 11 lub 8 m kw. Największa kuchnia ma prawie 6 metrów, a najmniejsza zaledwie 4. Większość łazienek ma niespełna 3 m kw., największe 3,2 m kw. Jeszcze mniejsze są piwnice, w których trudno jest cokolwiek zmieścić.

To z tego względu lokatorzy tych mieszkań często się zmieniali, bo jak tylko pojawiała się taka możliwość, rodziny starały się o coś większego. Tak było z Michałem Gruszczyńskim, któremu huta obiecała własne lokum w umowie o stypendium fundowane. Zanim jednak wybudowano blok przy ulicy Bydgoskiej, w którym przydzielono mu docelowe lokum, w 1975 roku zamieszkał z żoną w wieżowcu przy ulicy Tuwima 3, który pełnił rolę hotelu pracowniczego Huty Aluminium „Konin”

Ruchoma podłoga

Ruch lokatorów był więc spory i dlatego trudno jest dzisiaj znaleźć osoby, które by tam naprawdę długo mieszkały. Jedną z nich jest Marzena Mitulska, której rodzina wprowadziła się tutaj w połowie lat siedemdziesiątych, kiedy ona miała cztery lata.

- Mój tata Marian Pietrzak pracował w hucie, chyba na walcowni, i to on dostał to mieszkanie – poinformowała mnie pani Marzena. – Zapamiętałam z tego czasu ruchome płytki PCV, którymi wyłożone były podłogi. Ponieważ się odklejały, służyły mi do zabawy.

Okna mieszkania państwa Pietrzaków wychodziły na sąsiedni wieżowiec, w którym wtedy mieścił się hotel „Górnik”, przeniesiony z budynku dzisiejszego starostwa.

- Miałam widok na piaskownicę, więc wiedziałam, kto jest na dworze, dalej przed blokiem Tuwima 4 był piękny plac zabaw, a bliżej banku (dzisiejszej biblioteki – dop. RO) siedziba harcerzy i organizacji młodzieżowych.

Blisko do baru i cukierenki

Mieszkanie Marianny Mitulskiej ma tylko dwa pokoje oraz maleńką kuchnię i łazienkę -  w sumie 35,3 m kw. Zamiast piwnicy ma na korytarzu schowek. Moja rozmówczyni pamięta, że w ich blok do windy można się było dostać bez klucza, za to bardzo często się psuła.

- Często nie zdążyłam przez to do szkoły, a jeszcze gorzej było, kiedy stanęła między piętrami – opowiadała mi Marzena Mitulska. - Na szczęście na miejscu mieszkał pan Maciak, któremu huta płaciła za naprawianie bieżących usterek.

Piąte piętro to oczywiście problemy z wodą, która nie zawsze miała na tyle duże ciśnienie, żeby docierać do wyżej położonych mieszkań.

- Kiedy byłem dzieckiem, w spaniu przeszkadzały mi hałasy, jakie dochodziły z rur wodociągowych. To było takie dudnienie jak od kul do kręgli.

Oprócz minusów mieszkanie przy Tuwima miało swoje plusy i pani Marzena z przyjemnością wspomina pączki z cukierenki „Mini”, która była obok „Domu Dziecka”, pyszne obiady w barze mlecznym czy zakupy w „Supersamie”.

Fot. 1 i 2: Stanisław Baran

strona 2 z 2
strona 2/2
W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce
W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce
W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce
W Warszawie nie wierzyli, że w Koninie potrafimy wybudować wieżowce
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole