Zapiski przy kawie. Co kryje tajemniczy notes „U Sióstr” w Koninie?

W konińskiej kawiarni „U Sióstr” pojawił się niezwykły notes, w którym każdy może anonimowo zostawić kilka słów, refleksję, rysunek albo emocję. Pomysł szybko chwycił, a kolejne strony zapełniają się historiami gości.
Na stoliku przy oknie leży zwyczajny notes. Bez ozdobnej okładki, bez zamka, bez wielkiego napisu zachęcającego do zwierzeń. Ot, zeszyt i długopis. A jednak właśnie ten niepozorny notes stał się jednym z ciekawszych elementów konińskiej kawiarni „U Sióstr”. Można zostawić w nim jedno zdanie, całą stronę, rysunek, cytat albo myśl, której być może nie powiedziałoby się nikomu przy stoliku obok. I co najważniejsze – nie trzeba się podpisywać.
Pomysł wyszedł od Katarzyny Trzonek-Maciejewskiej, socjolożki z wykształcenia, zawodowo księgowej, a po godzinach osoby zajmującej się pisaniem intuicyjnym. – Pisanie było ze mną od zawsze. Na pewnym etapie życia odkryłam, że takie zapiski pomagają – mówi. Katarzyna od pięciu lat mieszka w Koninie. Jak podkreśla – z wyboru. – Jestem z Łodzi, mąż jest z Poznania. Wybraliśmy Konin jako miejsce do życia i nam się tutaj podoba – opowiada.
Prowadziła już warsztaty pisania dla kobiet, a w mediach społecznościowych dzieli się krótkimi inspiracjami związanymi z pisaniem intuicyjnym. Chodzi nie o tworzenie literatury, ale o zatrzymanie się nad własnymi myślami. – Daje to wgląd w siebie – mówi. – Chcę propagować, że każdy może pisać.
Jedno zdanie wystarczy
Idea jest prosta. Siadasz przy kawie, otwierasz notes i zostawiasz w nim coś od siebie. Na pierwszych stronach znajduje się odręcznie napisana instrukcja: „Ten notes jest dla Ciebie. Nie musisz się podpisywać. Możesz napisać jedno zdanie albo całą stronę i więcej. Napisz tyle, ile umiesz i potrzebujesz… Możesz napisać, co dziś czujesz, czego się ostatnio dowiedziałeś o sobie, czego nie mówisz głośno… coś, co przyszło ci do głowy”.
Notes pojawił się „U Sióstr” pod koniec marca. Dziś jest już niemal zapisany. Znajdują się w nim krótkie zdania i dłuższe historie, naklejki, ilustracje, a nawet wpisy w różnych językach. Są emocje, obserwacje, życzenia, cytaty i rysunki. Pomysł trafił na podatny grunt. – Czasami w ciągu jednego dnia pojawia się po kilka wpisów – mówi Marika Deszcz, jedna z Sióstr. – Czytamy to, goście też przeglądają wpisy. Zachęcamy do dzielenia się wrażeniami i emocjami.
Dlaczego właśnie „U Sióstr”?
Katarzyna znała kawiarnię wcześniej. Bywała tutaj razem z mężem i synkiem. – Byliśmy parę razy „U Sióstr” i stwierdziłam, że to idealne miejsce na taki pomysł – wspomina.
Pomysł spodobał się właścicielkom. – Fajnie się nam rozmawiało i spotkałyśmy się w połowie drogi. Lubimy gościć różne osoby, lubimy rozmawiać i poznawać historie naszych gości. Ten pomysł nas zachwycił – mówi połówka "Sióstr".
I chyba właśnie w tym tkwi siła całego przedsięwzięcia. Notes nie trafił do biblioteki ani sali warsztatowej. Leży w kawiarni – miejscu, do którego przychodzi się na espresso, ciasto, rozmowę albo kilka spokojnych minut. – Zaprosiłyśmy do naszego siostrzanego świata – mówi Marika. – Zachęcamy, żeby się wpisywać.
Powrót do długopisu
Jest w tym pomyśle jeszcze jedna ciekawostka. Wszystkie wpisy powstają ręcznie. W czasach, kiedy coraz więcej wiadomości piszemy na ekranie telefonu, tutaj trzeba wziąć do ręki długopis. Zostawić po sobie charakter pisma. To trochę powrót do czegoś, co powoli zanika. Pisanie odręczne wymaga innego rodzaju skupienia niż stukanie w klawiaturę. Nie chodzi więc wyłącznie o treść. Znaczenie ma również sam moment zatrzymania się nad kartką.
Pomysł wpisuje się w popularność journalingu, czyli regularnego zapisywania myśli, emocji i refleksji. Nie trzeba przy tym być pisarzem ani mieć „lekkiego pióra”. Wystarczy chęć zapisania tego, co akurat pojawia się w głowie. Kawiarniany notes ma jednak coś, czego nie ma prywatny dziennik – kolejne osoby mogą zobaczyć, że ktoś przed nimi też się bał, cieszył, zastanawiał, tęsknił albo po prostu miał dobry dzień.
Pomysłodawczynie zaznaczają jednak granicę. Notes nie może być miejscem do szczegółowego opisywania traum, kryzysów czy bardzo trudnych doświadczeń wymagających profesjonalnego wsparcia. Ma służyć raczej codziennym refleksjom, myślom i emocjom.
Nie jest też efektownym gadżetem. Przypomina raczej zwyczajny zeszyt. I zapełnia się tak szybko, że pierwszy tom prawdopodobnie nie będzie ostatnim. Wygląda na to, że przy kawie w Koninie ludzie mają całkiem sporo do zapisania.
















