Zapomniany pogrom. 45 lat temu wypędzono Romów z Konina

fot. A. Moś (zdjęcie z 10 września, drugiego dnia pogromu)
– Ktoś benzynę podlał, zapalił w sieni, ale nie chciało się jarać – opowiadał na łamach prasy w 1981 r., jak gdyby nigdy nic, jeden z uczestników antyromskich zamieszek. Przez dwa dni w Koninie palono auta, wybijano szyby i grożono mieszkającym w mieście Romom.
- Zamieszki rozpoczęły się 9 września 1981 r. od bójki Polaka Witolda J. z Romem Maciejem W. ps. „Skarbek”. Obaj już wcześniej mieli konflikt
- Bójka szybko przerodziła się w antyromskie rozruchy: palono samochody, wybijano szyby i próbowano szturmować budynek komendy milicji. Padły strzały ostrzegawcze
- Pierwszy dzień zamieszek zakończył się dzięki negocjacjom lokalnych dziennikarzy i działaczy „Solidarności” z tłumem
9 września 1981 r. na ul. Urbanowskiej, przed ówczesnym kinem „Górnik”, doszło do bójki pomiędzy Polakiem Witoldem J. oraz Romem Maciejem W. ps. „Skarbek”. To, co było początkowo personalnym konfliktem – choć podlanym narodowościowymi uprzedzeniami – w kolejnych dwóch dniach doprowadziło do prześladowań Romów w Koninie. Wybijano szyby, palono samochody, chciano szturmować komendę milicji, padły nawet strzały ostrzegawcze.
Przez kolejne lata o wydarzeniach nazywanych pogromem Romów w Koninie nie pisano wiele. Po 45 latach – na podstawie akt sądowych, rozmów ze świadkami tamtych wydarzeń i badaczami – odtwarzamy tamte zajścia.
Nie poszło o papierosa
W relacjach prasowych z 1981 r. i późniejszych wielokrotnie powtarzane było, że przyczyną konfliktu był… papieros. To częściowa prawda. W aktach sprawy rzeczywiście są zeznania świadków mówiące o tym, że „Skarbek” miał domagać się od Witolda J. papierosa. Ale obaj mężczyźni znali się już wcześniej. I już wcześniej mieli ze sobą konflikt.
Wszystko zaczęło się w lipcu. W restauracji „Hotelowa” (obok hotelu „Konin”) Maciej W. bawił się wraz ze swoimi braćmi, kolegami oraz polskimi dziewczynami. „Skarbek” był dziewiętnastolatkiem, wcześniej już karanym za kradzież i pobicie, choć jak zeznawała jedna z kelnerek „Hotelowej”: w restauracji zachowanie Romów zawsze było „nienaganne”. W pewnym momencie do jego stolika podszedł 25-letni Witold J. – notowany za kradzieże i wybryki chuligańskie, syn ówczesnego zastępcy komendanta milicji. Do bawiących się z Romami dziewczyn miał rzucić: „wy dziwki cygańskie”.
To wywołało natychmiastową reakcję. Zaczęła się bójka między Polakami a Romami. „Skarbek” miał zapowiedzieć, że J. nie ma wstępu do starego Konina, a jego głowa „będzie ucięta i będzie leżała przed Urzędem Wojewódzkim”. Witold J. odgrażał się, że ulicami Konina „spłynie krew Cyganów”.
„Solówka” przed kinem „Górnik” i na bulwarach
9 września Witold J. pojawił się jednak na starówce. I natknął się na grupę „Skarbka” jedzącą obiad w restauracji „Europa” przy Placu Wolności. Tu relacje świadków zaczynają się mocno różnić – faktem jednak jest, że w pewnym momencie obaj, wraz ze swoimi znajomymi, znaleźli się na ul. Urbanowskiej, gdzie przed kinem „Górnik” doszło do ich bójki. Do walki dołączyli pozostali obserwujący, ale dość szybko rozdzielił ich patrol milicji. Tylko na moment.
Maciej W. i Witold J. przenieśli się na bulwary, gdzie kontynuowali „solówkę” – w pewnym momencie wpadli nawet razem do Warty. Stąd zrodziła się zapewne późniejsza plotka o tym, że Romowie „próbowali utopić polskie dziecko”. W tym samym czasie rodzina „Skarbka” – miał trzech młodszych braci i siostrę, którzy również byli przed kinem „Górnik” – wracała do swojego domu przy Placu Wolności. Znajomi Witolda J. nie odpuścili i poszli za nimi. Zaczęły się wzajemne wyzwiska, padły hasła o „wypędzeniu Cyganów”. Przybywały kolejne osoby.
Padły strzały ostrzegawcze
Rodzina W., pod naporem już kilkudziesięcioosobowego tłumu, wycofała się do swojego domu i zabarykadowała na strychu. Przesiedziała tam do świtu. Możliwe, że to wtedy powstała wersja, którą przedstawili śledczym – że Polacy napadli na Ninę, siostrę „Skarbka” i chcieli jej ukraść pierścionek. Tych wydarzeń nie potwierdzili inni świadkowie, ale przedostały się one do prasy jako drugi – obok papierosa – motyw wydarzeń.
W czasie, gdy rodzina W. kryła się na strychu, zgromadzeni tłukli szyby, w pewnym momencie podpalono samochód ojca „Skarbka” Józefa W. Niebieski fiat 125p spłonął doszczętnie, bo tłum nie dopuścił do niego strażaków. Dużą część osób stanowili młodzi mężczyźni, pijani, ale świadkowie zwracali też uwagę na podjudzające tłum kobiety, a nawet… dzieci.
To, co zaczęło się jako bójka dwóch młodych mężczyzn, przerodziło się w wezwania do „zrobienia porządku z Cyganami”. – Krzyczeli, że jeżeli w ciągu trzech dni Cyganie nie wyjadą z Konina, to nas pozabijają i spalą cały nasz dobytek na rynku – zeznawał później w śledztwie „Skarbek”.
Zgromadzonych w pewnym momencie zauważył patrol drogówki. Dwóch funkcjonariuszy próbowało interweniować, ale tłum nie pozwolił im na to. Jeden z milicjantów musiał nawet oddać strzały ostrzegawcze, by zapanować nad ludźmi. Dopiero przybyłe na miejsce posiłki zaprowadziły chwilowy porządek. Aresztowano troje najbardziej aktywnych uczestników: Jerzego B., Marka K. i Jerzego K. Wszyscy wcześniej byli już notowani przez policję.
Ukrywali się w chlewiku
To nie zniechęciło tłumu, który w tym momencie liczył już jakieś 300-500 osób. Zgromadzeni mieli pretensje, że milicja aresztowała tylko Polaków. Poszły plotki, że są bici na komendzie, a nawet, że jednego z nich postrzelono. Domagano się ich wypuszczenia. Zgromadzeni ruszyli pod komendę MO na ul. Żwirki i Wigury. Na miejscu podpalono śmietnik i proponowano spalenie budynku komendy.
Ściągnięte do Konina posiłki ZOMO z Łodzi i Poznania nie pozwoliły jednak zaatakować budynku. Zamiast tego tłum poszedł więc na ulice starówki. Tym razem wybijano szyby również w domach innych Romów, próbowano je podpalać. – Ktoś benzynę podlał, zapalił w sieni, ale nie chciało się jarać – opowiadał na łamach „Kulis” jeden z uczestników zajść.
Agresja tłumu dosięgnęła Romów, którzy w zajściach nie uczestniczyli. – O tym, co się stało na Placu Wolności myśmy długo nic nie wiedzieli – relacjonował jeden z nich na łamach „Kulis”. Ostrzegli ich polscy sąsiedzi. – Sąsiady zabrali zaraz szybko mnie i żonę i ukryli u siebie w chlewiku. (…) Całą noc tak siedzieliśmy. A ciągle myślimy, co tam nasze dzieci i inne Cygany, czy wszyscy aby zdążyli się schować?
Dziennikarze i „Solidarność” próbowali negocjować
Ok. godz. 22 tłum zgromadził się na Placu Zamkowym. Z ludźmi negocjować próbowali konińscy dziennikarze Krzysztof Dobrecki i Wojciech Plutowski oraz wiceprzewodniczący konińskiej „Solidarności” Zbigniew Jachimski. Ustalono, że wytypowane osoby obejrzą zatrzymanych.
Jedną z tych osób była Czesława M. Zeznawała później: „U zatrzymanych nie zauważyłam żadnych obrażeń zewnętrznych”. Wraz z przedstawicielami „Solidarności" przyszła uspokoić ludzi i poprosiła o rozejście się. – Ktoś z tłumu krzyknął, że w „konia was robią” i że milicja obstawiła wszystkie ulice – relacjonowała.
Częściowo pomógł dopiero fakt, że jeden z zatrzymanych został zwolniony z aresztu. Sytuacja uspokoiła się dopiero około drugiej w nocy. Tylko na kilkanaście godzin.
Na drugą część cyklu „Zapomniany pogrom” zapraszamy w czwartek (https://www.lm.pl/aktualnosci/zapomniany-pogrom-gdy-blonia-nad-struga-zaplonely-od-palonych-romskich-aut).
Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękuję pracownikom Miejskiej Biblioteki Publicznej w Koninie, Sądu Rejonowego w Koninie oraz badaczowi mniejszości romskiej Arturowi Maroniowi. Za udostępnienie zdjęć i własnych wspomnień dziękuję panu Andrzejowi Mosiowi.







