Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościZapomniany pogrom. Gdy błonia nad Pową zapłonęły od palonych romskich aut

Zapomniany pogrom. Gdy błonia nad Pową zapłonęły od palonych romskich aut

Dodano: , Żródło: LM.pl
Zapomniany pogrom. Gdy błonia nad Pową zapłonęły od palonych romskich aut
Historia

fot. A. Moś

– Z nimi trzeba jak przed wojną z Żydami – usłyszał w czwartkowy poranek na starówce we wrześniu 1981 r. koniński dziennikarz Wojciech Plutowski. Dzień wcześniej doszło tam do zamieszek antyromskich. Czwartek miał być równie niespokojny.

  • Relację z pierwszego dnia zamieszek przeczytać można w artykule „Zapomniany pogrom. 45 lat temu wypędzono Romów z Konina”
  • Drugiego dnia agresywny tłum zebrał się ponownie na starówce. Tym razem jego złość dosięgnęła przypadkowych Romów obozujących na błoniach nad Pową
  • Ponownie zaatakowana została komenda milicji. Rwano chodnik, ukradziono paliwo ze stacji PKS, śpiewano „Boże coś Polskę”. Ranni zostali żołnierz i strażak

Po środowych wydarzeniach milicja wydała list gończy za Maciejem W. Oprócz „Skarbka” wyjechała cała jego rodzina. Ojcowie pozostałych rodzin romskich zdecydowali – co było wyjątkowym wydarzeniem – o wykluczeniu jej ze swojej wspólnoty.

– My, Cyganie, trzymamy się razem. Wszyscy z Konina to był dawniej jeden tabor i spokrewnieni jesteśmy mocno. Tylko ci z Placu Wolności [rodzina W. – przyp. red.] to żadna nasza rodzina – opowiadał jeden z Romów na łamach „Kulis”. – Złą opinię reszcie zrobili i przez nich wiele złego się stało. Ale nie tyle, żeby nas po nocy z kamieniami i butelkami benzyny po domach szukać.

Z Konina wyjechały też – w obawie o swoje bezpieczeństwo – inne rodziny romskie. Mieli rację, bo czwartek miał być równie niespokojny. Przed południem milicja zwolniła z aresztu dwóch pozostałych zatrzymanych jeszcze w środę Polaków. Mimo tego na starówce ponownie zaczął się zbierać tłum. Ktoś puścił plotkę, że Romowie szykują zemstę i ściągają posiłki.

 Niedaleko nieświadome wydarzeń że środy obozowały dwie rodziny romskie.

„Krzyczeli, że trzeba tych Cyganów spalić albo wydusić”

Stefan G., Rom z Konstantynowa Łódzkiego, w połowie lipca pojechał z rodziną do Gdyni, by kupić samochód. Tam poznał się z innym Romem – Henrykiem P. z Katowic. Przez kolejne tygodnie jeździli po Polsce, zarabiając dzięki bieleniu kotłów. W środę 9 września stanęli w Koninie, bo jedna z ich Warszaw, którymi podróżowali, popsuła się. Rozbili obóz na błoniach nad Pową.

Ok. godz. 15 w czwartek byli już spakowani i gotowi do odjazdu, gdy od strony starówki nadszedł kilkusetosobowy tłum. – Jak ludzie podchodzili to już krzyczeli, że trzeba tych Cyganów spalić albo wydusić – relacjonował na łamach „Kulis” jeden z uczestników zajść.

Mali chłopcy lali benzynę na samochody

Mimo środowych zamieszek Romów na błoniach zabezpieczała zaledwie jedna cywilna Wołga z dwoma milicjantami w środku. Na widok nadciągającego tłumu funkcjonariusze wpakowali do niej kobiety i kilkanaścioro dzieci, wywożąc je na komendę. – Porucznik będący w tym samochodzie powiedział do mnie abym uciekał, bo nas zabiją – zeznawał później w śledztwie Stefan G.

Tłum nie pozwolił już jednak odjechać autom. Przez długi czas przed linczem na Romach próbował powstrzymać ludzi zaledwie jeden milicjant. Zgromadzeni odpuścili tylko częściowo – do palącego się ogniska zaczęto najpierw wrzucać ubrania i zabawki należące do Romów. W końcu podpalono oba auta. Ogień strawił je doszczętnie.

Jedną z najbardziej aktywnych w tamtym czasie osób była Sabina B. i jej synowie. – Mama była i darła się w tłumie, żeby podpalić samochody Cyganów – zeznawał w późniejszym śledztwie jej syn Waldemar. Zamieszanych osób było jednak więcej, w tym nawet dwunastoletnie dzieci. – Widziałem jak mali chłopcy lali benzynę na samochody i podkładali słomę pod koła, żeby się lepiej paliło – relacjonował na łamach „Razem” jeden z późniejszych zatrzymanych.

Ranny żołnierz i strażak

Spalenie aut usatysfakcjonowało tłum na tyle, że zostawił Romów w spokoju, ale nie na tyle, by zakończyć ekscesy. Kilkaset osób wieczorem ponownie zebrało się pod komendą milicji na ul. Żwirki i Wigury. Domagali się m.in. wydania im wywiezionych z błoń do budynku kobiet i dzieci romskich.

Tym razem wydarzenia były znacznie bardziej dramatyczne niż w środę. Z pobliskiej stacji paliw PKS wykradziona została benzyna. Butelki nią napełnione poleciały w kierunku milicjantów i chroniących komendę żołnierzy Wojskowej Służby Wewnętrznej. Zgromadzeni rwali płyty chodnikowe, zaczęła się budowa barykad. Ktoś zaintonował „Boże coś Polskę”, jedna para w pewnym momencie zaczęła tańczyć. W tłumie później rozpoznano dyrektorkę jednego z przedszkoli w Koninie.

Posiłki ZOMO, które w czwartek po południu wyjechały do Poznania zostały zawrócone do Konina. Służby początkowo nie reagowały jednak zdecydowanie, skupiały się jedynie na zabezpieczaniu komendy. Ranny w głowę został jeden z żołnierzy oraz strażak, który w okolicy znalazł się zupełnie przypadkowo, wracając z akcji gaśniczej nieopodal.

„Agresja unosiła się w powietrzu”

W pewnym momencie między kordon milicji a tłum zdjęcia wyszedł zrobić koniński fotoreporter Andrzej Moś. – Te kilka chwil dało mi do myślenia. Agresja unosiła się w powietrzu, było to bardzo odczuwalne. Emocje były bardzo zdecydowane. Po raz pierwszy, nie tylko jako dziennikarz, ale jako obywatel PRL-u, byłem świadkiem takiej konfrontacji – opowiada.

Nie pomagały apele członków „Solidarności”, prokuratora ani wojewody konińskiego Edwarda Brzęczka. Łącznie służby odparły pięć ataków rozwścieczonego tłumu. Dopiero o godz. 22 na miejsce dotarła kolumna ZOMO z Poznania. Rozpoczęła się akcja służb. W moment położyła kres zamieszkom. Zatrzymanych zostało łącznie 40 osób.

Piątek nie przyniósł już kolejnych konfrontacji. Obecny w starym Koninie Andrzej Moś sfotografował służby miejskie naprawiające zniszczone dzień wcześniej chodniki. W pewnym momencie spotkał operatora amerykańskiej stacji NBC, która kręciła materiał o tych wydarzeniach.

– W starym Koninie była taka atmosfera czegoś nadzwyczajnego, jakiejś grozy. Chodziły patrole milicyjne w hełmach, z długą bronią. Takie patrole widziałem na ul. Armii Czerwonej [obecnie 3 Maja – przyp. red.] i w okolicach ratusza – opowiada Andrzej Moś.

Zaczęło się śledztwo

„Skarbek” został niedługo ujęty. Rozpoczęły się przesłuchania. Śledztwo prokuratorskie zakończyło się aktem oskarżenia dla czterech Romów: Edwarda P. ps. „Motyl”, Marka K. ps. „Dako”, Macieja W. ps. „Skarbek” i Andrzeja K. ps. „Tadzio” oraz pięciu Polaków: Marka K., Krzysztofa P., Jerzego K., Witolda J. i Jerzego B. Wszyscy dostali zarzuty za udział w bójce, a Polacy dodatkowe zarzuty za udział w zbiegowisku publicznym, zamach na mienie społeczne oraz prywatne, a także nawoływanie do waśni na tle narodowościowym.

Maciej W. ps. „Skarbek”, Marek K. ps. „Dako”, Edward P. ps. „Motyl”, Witold J. i Ireneusz K. zostali dodatkowo oskarżeni za wcześniejszą bójkę w „Hotelowej”.

Akta sprawy w Sądzie Rejonowym w Koninie kończą się na opinii biegłych lekarzy dot. zdrowia psychicznego „Skarbka”. Maciej W. został zwolniony z aresztu i skierowany do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. „Tadzio” wyjechał do RFN. Co z pozostałymi oskarżonymi – nie wiadomo.

W oddzielnym procesie sądzonych było dziesięć osób za spalenie aut na błoniach i zamieszki pod komendą milicji. Do akt tej sprawy nie udało mi się na razie dotrzeć. Dodatkowe postępowania dotyczące uczestniczących w zamieszkach małoletnich prowadził sąd rodzinny.

W momencie zamieszek w Koninie mieszkało kilkanaście rodzin romskich. Nie ma wiarygodnych danych ilu z nich miasto opuściło na stałe. Niedługo później wprowadzony został stan wojenny. Konin o pogromie zapomniał na 45 lat.

Na trzecią część cyklu „Zapomniany pogrom” – rozmowę z badaczem mniejszości romskiej Arturem Maroniem – zapraszamy w piątek.

Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękuję pracownikom Miejskiej Biblioteki Publicznej w Koninie, Sądu Rejonowego w Koninie oraz badaczowi mniejszości romskiej Arturowi Maroniowi. Za udostępnienie zdjęć i własnych wspomnień dziękuję panu Andrzejowi Mosiowi.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole