Znamy ustalenia dot. drona znalezionego w Galczycach. Co odkryto podczas badań?

Bezzałogowy statek powietrzny znaleziony w Galczycach nie był uzbrojony. Prawdopodobnie do Polski wleciał już jakiś czas temu. Takie informacje w nocy z czwartku na piątek przekazał ppor. prok. Paweł Woch.
Kilkanaście godzin trwało badanie drona znalezionego w Galczycach w gm. Wierzbinek. Działania służb na miejscu zakończyły się ok. drugiej w nocy. Wtedy też informacji o przeprowadzonych badaniach i ich wynikach udzielił pracujący na miejscu ppor. prok. Paweł Woch z Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald.
Dron nie był uzbrojony
Jak poinformował, na miejscu przeprowadzono rozpoznanie minersko-saperskie i biologiczno-chemiczne oraz oględziny miejsca zdarzenia. – Na podstawie tych badań ustalono, że ujawniony bezzałogowy statek powietrzny nie był uzbrojony – przekazał.
Jak dodał, obiekt w Polsce znalazł się najprawdopodobniej już jakiś czas temu. Nie potwierdził jednak, czy był to jeden z dronów, które wleciały do naszego kraju we wrześniu ubiegłego roku. Choć dalsze śledztwo w tej sprawie prowadzić będzie VIII Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie, który bada właśnie sprawę z zeszłego roku.
Jak to się stało, że przez taki czas dron nie został znaleziony? Prokurator tłumaczył, że teren, na którym odkryto drona jest odludny. Rzeczywiście – w okolicy jest zaledwie jedno gospodarstwo z niewielkim zakładem produkcyjnym. Bezzałogowiec znaleziony został przez pracownika kopalni w rowie przy gruntowej drodze, w zaroślach, tuż obok odkrywki „Tomisławice”.
Biały, w jednym fragmencie, o kształcie trójkąta
Obiekt był biały, miał kształt trójkąta i znaleziony został mniej więcej w jednym fragmencie – tak opisał go nadkom. Michał Jankowski z Komendy Miejskiej Policji w Koninie, który również pracował na miejscu. – Możemy domniemać, że przypomina dron wojskowy – dodał. Jak określił, nie przypominał komercyjnych dronów, które używane są przez cywili.
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał w czwartek, że meldunek w tej sprawie złożył mu już Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych. – Żandarmeria Wojskowa wspólnie z policją wyjaśnia sprawę. Przed chwilą minister Szwecji Pal Jonson mówił mi o naruszeniu szwedzkiej przestrzeni przez dron, najprawdopodobniej realizujący misje na rzecz naszych adwersarzy ze wschodu. Ta sprawa podlega wyjaśnieniu – podkreślił.
Według nieoficjalnych doniesień znaleziony dron mógł być rosyjskim obiektem typu Gerbera. Mogą one służyć zarówno jako wabiki, jak i przenosić głowice bojowe. Ich podstawowy zasięg to ok. 600 km, ale przy dodatkowych zbiornikach paliwa może to być nawet 900 km.



















