Rekordzistka z Konina podnosi poprzeczkę. 88 kilogramów i chce więcej

Fot. Anna Pilarska
Zanim była sztanga, był ring
Sportowa historia Darii Walczykiewicz zaczęła się jednak zupełnie gdzie indziej. – Pochodzę z Kalisza. Zaczęłam boksować w wieku 17 lat. Szybko odnalazłam się w świecie sportów walki – opowiada. – Niecałe półtora roku później zostałam mistrzynią Polski w boksie. Wtedy jeszcze dla Prosny Kalisz – wspomina.
Później sport zaprowadził ją do Konina. W październiku 2001 roku przyjechała do miasta, rozpoczęła treningi w Klubie Bokserskim Zagłębie Konin, a przy okazji studia na kierunku wychowanie fizyczne w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej, dzisiejszej Akademii Nauk Stosowanych.
Ring na wiele lat stał się jej sportowym światem. Przychodziły kolejne starty, medale i tytuły mistrzyni Polski. Daria znalazła się również w kadrze narodowej. Jeździła na mecze międzypaństwowe i zawody międzynarodowe. – Były mecze Polska–Węgry, Polska–Włochy, Polska–Ukraina. Byłam na Pucharze Świata w Danii, startowałam też w innych zawodach międzynarodowych – wspomina. Jej nazwisko pojawia się również w materiałach dotyczących kobiecej kadry narodowej. – I tak to trwało do 2010 roku. Dobre dziesięć lat walczyłam w ringu, boksowałam – mówi.
Po 2010 roku przyszła przerwa. Powodów było kilka – osobiste i zdrowotne. Sport wyczynowy zszedł na dalszy plan. Daria pracowała jako nauczycielka wychowania fizycznego w ówczesnej „Hutniczej” w Koninie, dzisiejszym Zespole Szkół Technicznych. Zresztą ze szkołą związana jest do dziś. Wydawało się, że wieloletni etap wyczynowego sportu został zamknięty. Tyle że sport nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Gala, której nie było, zmieniła wszystko
Punktem zwrotnym okazał się 2016 rok. W sierpniu jej młodsza siostra Marta Walczykiewicz zdobyła srebrny medal igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w kajakarstwie, w konkurencji K1 na 200 metrów. Marta przyjeżdżała później do Konina na spotkania z młodzieżą organizowane przez Darię. I podczas jednego z takich spotkań padło pytanie. – Ktoś mnie zapytał: „Dlaczego ty już nie boksujesz? Dlaczego nie startujesz?” – wspomina Daria.
Wkrótce pojawiła się propozycja powrotu na ring. Klub bokserski z Konina zaproponował jej udział w gali. Miała ponownie pokazać się kibicom, przypomnieć po latach i przy okazji oficjalnie pożegnać z boksem. Daria zaczęła przygotowania. Po kilku latach przerwy wróciła do biegania, treningów bokserskich i ćwiczeń na siłowni. Przez kilka miesięcy pracowała nad formą. – Zaczęłam biegać, ćwiczyć na siłowni, miałam treningi bokserskie. Przygotowywałam się kilka miesięcy – opowiada.
Tyle że gala ostatecznie… nie doszła do skutku. Mogła więc zakończyć przygotowania i ponownie odłożyć sport na bok. Stało się dokładnie odwrotnie. – Okazało się, że gali nie będzie, ale na siłowni bardzo dobrze mi szło. I tak już przy niej zostałam – mówi.
Trener zauważył, że Daria ma predyspozycje do wyciskania. Zaproponował pierwsze zawody w Łodzi. – Kilku chłopaków miało jechać, więc pojechałam razem z nimi. To był kwiecień 2017 roku. Na pierwszych zawodach zajęłam piąte miejsce z wynikiem 65 kilogramów. Tak się zaczęło z wyciskaniem sztangi.
Kilka miesięcy później przyszło pierwsze duże zwycięstwo. – Jesienią wygrałam Debiuty. Wycisnęłam 70 kilogramów i dalej już poszło. 65 kilogramów. Potem 70. Później coraz więcej. A po kilku latach – rekord Polski.
Mamy swój kanał nadawczy. Dołącz i bądź na bieżąco!






















