Kelnerka wjechała do „Kolorowej” rowerem... wyścigowym
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

- Rowery wprowadzili do szatni i tej małej salki obok i poszli do łazienki się umyć – opowiedziała mi o tym wydarzeniu Maria Bobrowska, która w „Kolorowej” pracowała od jej otwarcia w marcu 1961 roku, po ostatni dzień prawie trzydzieści lat później. – Wtedy Jadzia Mierzwińska usiadła na jeden i przejechała przez całą „Kolorową”.
Szurkowski bez kurtki
Nie wiem, czy rajd rowerem wyścigowym – dzisiaj byśmy powiedzieli wyczynowym - między stolikami w wykonaniu jednej z kelnerek zrobił na gościach większe wrażenie, bo tuż przed tym w restauracji rozegrały się iście dantejskie sceny. Otóż jednym z kolarzy był Ryszard Szurkowski, który kilka miesięcy wcześniej – rzecz działa się we wrześniu 1970 roku – wygrał w klasyfikacji indywidualnej Wyścig Pokoju. Na samą wieść o tym, że pojawi się w Koninie, wielu kibiców zwolniło się z pracy, żeby na własne oczy zobaczyć idola całej Polski, a kiedy okazało się, że znalazł się w „Kolorowej”, na restaurację ruszył tabun ludzi.
- Ścisk był taki, że Szurkowski wyszedł z tłumu bez kurtki – pamięta Wanda Łukasik, kierowniczka „Kolorowej”. W kronice restauracji zachowało się po tej wizycie zdjęcie całej drużyny z autografami.
Marylę Rodowicz wyprowadzała milicja
Wspomniana wyżej Jadwiga Mierzwińska przyjechała do Konina aż z Gdańska i razem z mężem byli częścią pierwszego składu obsługi „Kolorowej”, od której tutejsi uczyli się pracy w pierwszej w naszym mieście restauracji z prawdziwego zdarzenia.
- Zdzisiu Dolata przyszedł z Merkurego w Poznaniu, Mierzwińscy z Gdańska – wylicza Maria Bobrowska. - My się od nich uczyliśmy. Zabierali nas też na szkolenia do „Adrii”, „Arkadii” czy „Poloneza” w Poznaniu i pokazywali, jak się nakrywa, jak się podaje...
To dlatego „Europa” przegrywała z „Kolorową” i od jej otwarcia wszyscy artyści odwiedzający z występami nasze miasto stołowali się już w nowym Koninie. Również Maryla Rodowicz, która zapisała w kronice: „Dziękuję serdecznie za znakomity obiad i gościnność”, choć jej wizyta w restauracji 28 stycznia 1971 roku miała burzliwy przebieg. Podobnie jak w przypadku kolarzy, na wieść o przybyciu do „Kolorowej” piosenkarki, która nieco ponad pół roku wcześniej zaraziła całą Polskę balladą „Jadą wozy kolorowe”, w restauracji przy Alejach 1 Maja pojawiły się tłumy jej wielbicieli, stanowczo żądających, żeby zaśpiewała im na żywo swój najnowszy przebój. Skończyło się interwencją milicji, która pomogła piosenkarce bezpiecznie opuścić lokal.
Ludzie lubili Fogga i Zina
W kronice „Kolorowej” jest jeszcze wiele nazwisk, które nic albo niewiele mówią najmłodszym mieszkańcom Konina: Lidia Korsakówna, Kazimierz Brusikiewicz, Irena Santor, Zbigniew Korpolewski czy Mieczysław Fogg. Temu ostatniemu tak spodobał się wystrój restauracji, że z podziwem i niekłamana przyjemnością dotykał, wręcz głaskał pokryte wikliną ściany podczas pierwszej wizyty. Kiedy przyjechał do Konina w 1976 roku, zakwaterowano go już w hotelu „Konin” i tam też zaproszono do restauracji na posiłek. Ale on zadzwonił do „Kolorowej”.
- Czy może mi pani przygotować stolik, usłyszałam w słuchawce – opowiadała mi Wanda Łukasik. – Ostatni stolik po prawej stronie, przy którym Fogg zawsze siadał, był zajęty, więc poszłam i mówię: „Przepraszam, ale przyjechał pan Fogg i chciałby przy tym stoliku usiąść”. Ci państwo sami przenosili wszystko na inny stolik. Bo Fogg był bardzo lubiany, podobnie jak Wiktor Zin, który zawsze z wszystkimi porozmawiał, wysłuchał ludzi, którzy do niego podchodzili.
Było kiedyś takie miejsce w Koninie.
Fot. Kronika restauracji „Kolorowa”
Dziękujemy za Twoją obecność. Obserwuj nas w Wiadomościach Google, aby być na bieżąco.









