Skocz do zawartości
Polska

Wybory samorządowe 2024 na LM.pl

Prześlij nam swoje filmy, zdjęcia czy tekst. Bądź częścią naszego zespołu. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościKonińskie „media obywatelskie” PiS nie widzą sensu w samorządności

Konińskie „media obywatelskie” PiS nie widzą sensu w samorządności

KONIN JEST NASZ

Dodano:
Konińskie „media obywatelskie” PiS nie widzą sensu w samorządności
Konin jest Nasz

Jutro miną dokładnie dwa miesiące od ukazania się pierwszego tekstu na stronie Mediów Obywatelskich w Koninie. Konińscy politycy PiS dostali na nie od swojego rządu 170 tys. zł, więc najwyższy czas przyjrzeć się, na co te - było nie było nasze przecież - pieniądze są wydawane.

W grudniu ukazało się prawie czterdzieści informacji, w styczniu już sześćdziesiąt, a do dzisiaj kolejnych kilkanaście. Nie chodzi jednak o ich liczbę ani nawet jakość, bo mają to być przecież media obywatelskie, a więc z założenia redagowane przez amatorów. Takich jak Krzysztof Pietruszewski z portalu „Konin. Mam prawo wiedzieć”, autorki Konińskiego Kongresu Kobiet, stron organizacji pozarządowych jak Akcja Konin czy tych wszystkich historii gmin Ślesin, Skulsk czy Kazimierz Biskupi.

Tymczasem konin.tv, bo tak nazywa się ta strona, publikuje informacje, jakie codziennie można znaleźć choćby w naszym portalu. W pierwszej dekadzie grudnia autor czy autorzy Mediów Obywatelskich informowali o dostawach węgla, udziale Laury Bączkiewicz w dziecięcej Eurowizji, pożarze w FUGO, śmierci Mirosława Hermaszewskiego i rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Odnotowałem też dramatyczne pytanie: „Co dalej z Koninem w Minecraftcie?” (tak w oryginale).

Zapewne zapytacie, państwo, po co o tym piszę i przy okazji promuję tę niszową twórczość. Bo moją pierwszą reakcją na wiadomość o pisowskich mediach obywatelskich było zaciekawienie. Cokolwiek myślę o partii z prawem i sprawiedliwością w nazwie, tworzą ją również młodzi mieszkańcy Konina, którzy na pewno chcieliby, żeby nasze miasto funkcjonowało jak najlepiej. Dobrze by więc dla nas wszystkich było, żeby zachowywali się jak jego obywatele i nauczyli się współpracy z innymi mieszkańcami. Szczególnie z tymi, którzy myślą inaczej niż oni.

Przeżyłem jednak rozczarowanie po lekturze artykułu autorstwa radnego Krystiana Majewskiego pod tytułem „Po co istnieje samorząd?”. Napisał on bowiem, że „polskie samorządy toczą dwie choroby: imposybilizm i spychologia. Samorządowcy nic nie mogą i uciekają od odpowiedzialności. Według samorządowców wszystkiemu winny jest zły rząd, a jak pojawia się problem, to zły rząd ma rozwiązać wszystkie problemy, żeby wspaniały samorząd mógł funkcjonować”. I na pytanie „po co nam samorząd” odpowiedział krótko: „Będę brutalnie szczery – nie wiem”. 

O ile gotów jestem zgodzić się z radnym Majewskim, że władze Konina nie wszystko robią tak, jak robić powinny, to po ponad trzydziestu latach funkcjonowania Polski samorządnej nikt poważny nie kwestionuje jednego: że samorząd zdecydowanie efektywniej wydaje pieniądze, niż kiedykolwiek robił to rząd.

I tu dochodzimy do konkluzji, do której prowadzi rozumowanie radnego Krystiana Majewskiego. Skarży się on bowiem w innym swoim tekście („Nie ma narodu bez obywatelskości”), że „organizacje prawicowe, konserwatywne są o wiele mniej liczne i słabsze od (pozarządowych - dop. RO) organizacji lewicowych i liberalnych”. Wręcz nie widzi „w Koninie różnorodności poglądów”. i wieszczy, że „dzięki Instytutowi Zemełki i Narodowemu Instytutowi Wolności mieszkańcy zyskują narzędzia do budowy pluralizmu w Koninie”. Dodając buńczucznie: „Zyskaliśmy narzędzie, aby na lokalnym podwórku mówić o ideach w sposób poważny”.

I jest to w gruncie rzeczy dążenie zupełnie naturalne, że ludzie chcą rozmawiać o swoich zapatrywaniach i ideach. Może nieco mnie dziwi, że nie chcą dzielić się nimi tam, gdzie bez przeszkód mogli to czynić do tej pory, na przykład w naszym portalu.

Problem natomiast jest zupełnie inny. Tak się bowiem składa, że samorząd, który - jak wyznał radny Majewski - nie wiadomo po co jest, jest najbardziej kompletną formułą obywatelskości. I im szersze są jego uprawnienia, tym bardziej mieszkańcy w swoich najmniejszych ojczyznach mogą czuć się ich obywatelami. Zgoda, że jest to obywatelstwo ułomne, bo na przykład Rada Miasta Konina nie chce się zgodzić, żeby również mieszkańcy poszczególnych osiedli mogli decydować o sobie, ale przecież wciąż się go w praktyce uczymy. Walcząc między innymi czy raczej przede wszystkim właśnie z partyjniackim zawłaszczaniem samorządu. Zarówno w wykonaniu PiS, jak i PO.

Krystian Majewski ogłosił dołączenie konińskiej prawicy do ruchu  obywatelskiego jako przywrócenie równowagi. Jakby do tej pory ktoś bronił ludziom o prawicowych poglądach tworzenia organizacji pozarządowych. Tymczasem to oni sami od takiej aktywności stronili, bo dla prawicy zawsze najwyższą i najlepszą formą zorganizowania narodu (nie społeczeństwa a właśnie narodu) było i jest państwo. Nie pomoże deklarowanie, że - to znów cytat z Krystiana Majewskiego - „nie ma wolności i narodu bez obywatelskości i aktywności”. Trzeba jeszcze zrozumieć, że ruch obywatelski i pozarządowy zrodziła potrzeba wyrwania się z opresyjnej wszechwładzy państwa i zaspokojenia potrzeb, którymi do tej pory nie było ono lub było zainteresowane tylko w ograniczonym zakresie.

Kwestionując sens samorządności, nie sposób stać się obywatelem. Nawet jeśli wyda się na to 170 tys. zł.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole