Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościTutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...

Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Konińskie Wspomnienia

Choć ten budynek wciąż stoi w miejscu, gdzie został wzniesiony prawie 90 lat temu, to z jego czterech pierwszych ścian do dzisiaj widać z zewnątrz tylko trzy. Zaczynał jako szkoła, ale szybko stał się centrum dowodzenia budowy najstarszej odkrywki węgla brunatnego na Glince. I to nie koniec jego wielkiej roli w powstawaniu zupełnie nowego Konina.

Wszystko zaczęło się od zakupu trzech wagonów wapna, na które złożyli się mieszkańcy Morzysławia i okolicznych wsi. I to oni - a nie państwo polskie - rozpoczęli budowę tego potężnego dzisiaj gmachu.

Winne majątki Gosławice i Posada

Dlaczego tak to się odbywało? Bo odrodzone w 1918 roku młode polskie państwo było biedne, a jego potrzeby z dzisiejszej perspektywy niewyobrażalnie ogromne. Wystarczy policzyć, ile potrzeba było pieniędzy na wybudowanie choćby po jednej szkole dla każdej z ponad 12 tys. polskich gmin. Tymczasem w samej gminie Gosławice potrzebne były trzy takie budynki – w Gosławicach, Morzysławiu i Helenowie.

W archiwum państwowym zachowały się pisma, w których gosławscy urzędnicy tłumaczyli się starostwu, dlaczego nie przeznaczyli na potrzeby oświaty takich sum, jakie były zaplanowane w budżecie. Na przykład w styczniu 1931 roku wójt Czechowski informował wydział powiatowy, że (pisownia oryginalna):

„w opał na zimę szkoły zostały zaopatrzone. Dalsze należności Kasa Gminna reguluje w miarę wpływów kasowych. Naogół jednakże regulowanie zaległości biernych idzie niezmiernie ciężko z tego powodu, że najwięksi płatnicy w gminie jak majątek Gosławice i majątek Posada zalegają podatek gminny wyrównawczy za rok 1930/31 w sumie 7000 zł i za rok 1931/32 w sumie 11000 zł., co razem stanowi sumę 18000 zł”.

Potrzeba sto tysięcy

Z pisma wynika, że właściciele wymienionych majątków – Mieczysław Kwilecki i Karol Wierusz-Kowalski - nadpłacili w poprzednim roku podatki szpitalny i gruntowy, więc sami są wobec skarbu państwa wierzycielami. Tymczasem przytoczone wyżej sumy stanowiły zaledwie ułamek kwot potrzebnych na sfinansowanie budowy wspomnianych wyżej szkół w gminie Gosławice. W przesłanym w tym samym czasie do starostwa sprawozdaniu z realizacji zaplanowanych inwestycji wynika, że na wykończenie właściwego gmachu szkolnego w Morzysławiu potrzeba 90 tys. zł, a sala gimnastyczna i część z mieszkaniami dla nauczycieli będą dodatkowo kosztowały 100 tys. zł.

To dlatego mieszkańcy Morzysławia i okolic wzięli rozpoczęcie budowy na swoje barki. Dzieci uczyły się bowiem w drewnianym domu, którego połowę zajmowało mieszkanie nauczycielki, a pozostałą część dwa zaledwie pomieszczenia do nauki. Tymczasem w ciągu pięciu lat od pierwszego rozpoczęcia roku szkolnego w wolnej Polsce liczba uczniów niemal się podwoiła, więc dzieci wędrowały na zajęcia po rozrzuconych po całej wsi chałupach, w których wynajmowano od gospodarzy dodatkowe klasy.

Budowę zatrzymał wielki kryzys

Po kilku latach czekania na wsparcie od państwa rodzice sami opodatkowali się „po 3 zł od morga” (morga – nieco ponad pół hektara – dop. RO) na budowę szkoły. Jak zapisała po wojnie, odtwarzając z pamięci kronikę szkolną, kierowniczka Klara Michalska, „za pierwsze pieniądze zakupiono 3 wagony wapna”.

„Zwieziono je i zlasowano sposobem gospodarczym, a 11 Listopada 1929 r. został poświęcony kamień węgielny nowej szkoły i przed zimą zbudowane zostały fundamenty. Dalsza jednak budowa stanęła z powodu pogorszenia się materialnego stanu włościan i niemożności subsydiowania przez gminę i państwo” – relacjonowała postęp prac.

Nie licząc wielkiego kryzysu, który w 1929 roku z USA rozlał się na cały świat, dwa lata później spaliła się stara szkoła i to na jej odbudowie musiała się skupić społeczność Morzysławia. W sytuację materialną polskiej wsi najmocniej uderzył trzykrotny spadek cen żywności w stosunku do tych sprzed krachu giełdowego.

Dzieci pracowały do końca

Prace wznowiono dopiero w październiku 1937 roku, decydując się na ograniczenie inwestycji do połowy pierwotnie zaplanowanego budynku. Chodziło o to, żeby dzieci, których liczba była wystarczająca na sześć oddziałów, miały odpowiednie warunki do nauki.

„Od października do połowy listopada stanęły ściany piętrowego budynku, który mieścić miał 4 sale, korytarze, klatkę schodową, kancelarię i pokój nauczycielski” – zanotowała w kronice Klara Michalska.

Zaangażowanie mieszkańców rejonu szkolnego nie skończyło się na wkładzie finansowym, bo – jak zanotowała kierowniczka – „ludność miejscowa w ciągu całej pracy dawała pomoc w postaci podwód konnych i robocizny mechanicznej. Walnie przyczyniła się do iście amerykańskiego tempa pracy dziatwa szkolna, która razem ze starszymi pracowała przy budowie do końca”.

Warto to podkreślić, więc powtórzę: „dziatwa szkolna razem ze starszymi pracowała przy budowie do końca”.

Stanęła w samym centrum

W następnym roku szkolnym budynek był już gotowy. Wprawdzie nie 1 września, tylko 2 października, ale uczniowie mogli już wejść do nowych, teraz już czterech sal klasowych wyposażonych w „meble i inne urządzenia”, jak wynika z zapisków Klary Michalskiej.

Szkoła stanęła w centrum Morzysławia: naprzeciwko wejścia do kościoła św. Wojciecha i niespełna sto metrów od najważniejszego skrzyżowania, które prowadziło do Czarkowa i dalej Konina z jednej strony, a Kramska i Sompolna z drugiej. Dzisiaj tego skrzyżowania już nie ma, bo podczas wojny kopalnia przerwała dzisiejszą ulicę Okólną, która – przez obecną Portową - docierała wtedy aż do ulicy Jana Pawła II (jej ówczesny przebieg zaznaczono na ilustracji nr 1 czerwonymi liniami). To dlatego dzisiaj jeździ się do Niesłusza ulicą Harcerską, omijającą wyrobisko końcowe pierwszego pola wydobywczego odkrywki Morzysław.

Na uroczystości oddania do użytku nowego budynku Szkoły Powszechnej w Morzysławiu stawiły się najważniejsze osoby w powiecie konińskim ze starostą Marianem Kaczorowskim oraz wójtem Stefanem Pietrzakiem, „który bardzo przyczynił się do szybkiego posuwania się prac przy budowie i solidnego wykonawstwa”.

Niemiecki się przydawał

Dzieci i nauczyciele nie nacieszyli się nową szkołą zbyt długo, bo już rok później wybuchła wojna. W pierwszych dniach września 1939 roku w budynku rozlokowała się radiostacja polowa którejś z wielkopolskich jednostek wojskowych, ale jej obsługa już po kilku dobach uciekła, zostawiając na miejscu cały sprzęt. W połowie miesiąca ich miejsce zajęli Niemcy, którzy skrupulatnie pousuwali z klas zawieszone nad tablicami godła z orłem w koronie.

strona 1 z 2
strona 1/2
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Tutaj zaczynała się kopalnia, tu Niemcy germanizowali polskie dzieci...
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole