Ze schroniskowego boksu do ciepłego domu. Gryzak i jego nowa rodzina

fot. archiwum prywatne
Był najstarszym psem w konińskim schronisku, a na swojego człowieka czekał 3410 dni. W końcu zauważyła go Kinga Milewska i… zakochała się. – On jest taki mądry. Czuję wewnętrzny żal, że tak długo siedział za kratami – mówi właścicielka Gryzaka.
Rudy kundelek trafił do „Bezdomnisia” przy ul. Gajowej w Koninie 2 września 2019 roku. Przez 9 lat i 4 miesiące jego światem był zimny boks. Nie ma się więc co dziwić, że Gryzak jest ostrożny i nieufny. W październiku ubiegłego roku portal LM.pl postanowił wirtualnie zaadoptować ponad 15-letniego psa, licząc, że uda się mu znaleźć nowy dom. To, wspólnie z akcją schroniska „Miesiąc psich staruszków”, przyniosło oczekiwany efekt.
– Od dawna chciałam zaadoptować seniora. Zobaczyłam pod koniec zeszłego roku post z Byronem. Próbowałam się dodzwonić do schroniska, ale była tam awaria telefonu. Stwierdziłam więc, że po świętach zadzwonię. No ale niestety, po kilku dniach Byron odszedł. Pomyślałam więc, że może inny senior. Wtedy zobaczyłam Gryzaczka i powiedziałam tylko do mamy: „Zobacz, jaki piękny, ja go biorę” – opowiada Kinga Milewska.
Pani Kinga pochodzi z Suwałk, ale wspólnie z mamą i siostrą (również zwierzolubami) 5 lat temu przeprowadziła się do jednej ze wsi w gm. Dąbie (pow. kolski). Kobiety wybrały to miejsce, żeby móc mieć zwierzęta i im pomagać. Mają pięć kotów, sześć psów (z Gryzakiem), konie, kury i dwie papugi.
– Zawsze miałyśmy zwierzęta, ale nie mogłyśmy mieć ich dużo. Mieszkałyśmy w mieście i nie było warunków – mówi pani Kinga. – Jak się tutaj z mamą przeprowadzałyśmy, to powiedziałyśmy, że tu będą zwierzęta, bo mamy duże podwórko. Tu wszystko jest pod zwierzęta zrobione. Pracuję z domu, więc one nigdy nie są same – dodaje.
Gryzak nie jest pierwszym psem z konińskiego schroniska. Cztery lata temu kobiety adoptowały suczkę i psa (Gryzeldę i Poczeta), które mieszkały razem w kojcu i były ze sobą zżyte.
– One były takie słodkie, że nie miałyśmy wątpliwości i zabrałyśmy oba – mówi pani Kinga. – Zanim adoptowałam Gryzaka, chciałam wiedzieć, czy mogę mu zagwarantować wszystko, czego potrzebuje. Pojechałam po niego 6 stycznia i jak go zobaczyłam, to się od razu zalałam łzami. On ma takie mądre oczy i jak się spojrzy na niego, to widać, że to dobry chłopczyk. Poczułam wtedy taki żal, że go wcześniej nie poznałam, że nie mógł żyć pełnią życia, że on tyle w tym schronisku siedział – dodaje wzruszona.
Kobieta podkreśla, że z pozostałymi czworonożnymi mieszkańcami domu od razu się porozumiał. One też wyczuły, że Gryzak to senior i szanują jego przestrzeń.
– Jak wszedł do domu, był w szoku, nie wiedział, co zrobić. Później wybrał sobie miejsce w kuchni, pod szafkami. Położyłyśmy mu tam posłanie i to jest jego miejsce – mówi Kinga Milewska. – Mam nadzieję, że z czasem uda nam się go przenieść tam, gdzie częściej przebywamy, żeby był w towarzystwie – dodaje.
Pies, mimo zaawansowanego wieku, dużo się uczy i z dnia na dzień otwiera się na nowe właścicielki coraz bardziej. Nauczył się już prosić o wyjście na podwórko (wychodzi, kiedy ma na to ochotę). Kocha jedzenie, smaczki i zaczyna merdać ogonem.
– Na posłaniu nie jest już w napięciu, taki gotowy do akcji. Powoli zaczyna się rozkładać, relaksować. Jak zobaczę, że pewnego dnia będzie leżał z brzuszkiem do góry, to naprawdę będę płakać ze szczęścia – podkreśla pani Kinga.
Pomoc zwierzętom jest pewnego rodzaju misją nowej właścicielki Gryzaka. Jej marzeniem jest stworzenie psiej wioski – nie na taką skalę jak w Przemyślu, ale jednak. Na razie nie może sobie na to pozwolić ze względów finansowych, ale wszystkich zachęca do adopcji psich seniorów. Jak mówi, nie ma się czego bać, bo one potrzebują tylko i aż ciepłego kąta, miski z jedzeniem oraz obecności człowieka.









