Zmarła Wanda Andrzejewska, świadek budowy brykietowni
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Wanda Andrzejewska w środku
W pralni, którą zorganizowano w przylegającym do posesji Wiśniewskich kurniku państwa Walczaków, wygospodarowano z czasem miejsce na stołówkę dla polskich robotników.
Wyrzucała... Polakom do kotła
– Na budowę brykietowni przyjeżdżało codziennie od dziesięciu do piętnastu Polaków – pamiętała Wanda Andrzejewska. – Pracowali na placu cały dzień i tylko na noc wracali do domu, więc Werner wymyślił, żeby chociaż jeden posiłek zjedli i kazał stolarzom zrobić ławki i stół z krzyżaków, które wstawił do pralni. Zupę im gotowałam z brukwi, marchwi i paru ziemniaków w kotle od prania, który codziennie musiałam dokładnie szorować, a kartofle smażyłam na soli i czarnej kawie, żeby myśleli, że to jest tłuszcz. Ale choć Niemka patrzyła mi na ręce, od czasu do czasu udawało mi się ją oszukać. Co tydzień przeglądałyśmy zapasy mięsa w słoikach (bo oni zawsze szykowali się na wojnę) i co się zepsuło, Niemka kazała wyrzucać. Na dwa, trzy dni przed takim przeglądem schodziłam do spiżarni i popuszczałam zamknięcie na kilku słoikach. Jak Wernerowa odłożyła je na bok, to wrzucałam zawartość do kotła z jedzeniem dla polskich robotników.
Wernerowie zapisali się w pamięci Wandy Andrzejewskiej jako ludzie dobrzy.
- Nikt, kto u nich pracował, krzywdy nie miał: jedzenia nam Niemka nie wydzielała, więc głodni nie chodziliśmy. Płacili nam też za pracę, ja miałam markę dwadzieścia na tydzień, a siostra, która do pracy została skierowana przez arbeitsamt, dostawała marne fenigi.
Elizabeth pomogła ojcu
Ale najbardziej Wanda Andrzejewska wdzięczna była Elizabeth Werner za pomoc, kiedy Józef Rożnowski wrócił chory z obozu pracy. Niemcy zabrali go razem z kilkoma innymi przedwojennymi działaczami PPS z Niesłusza.
- Na drugi dzień po przyjeździe tata dostał ataku cukrzycy – opowiadała pani Wanda - więc pobiegłam po pomoc do lekarki, folksdojczki nazwiskiem Tukacz, która mieszkała naprzeciwko kantyny. Poprosiłam, żeby przyszła do tatusia, ale ona odmówiła, więc poszłam do Wernerowej. Zarzuciła tylko płaszcz na nocną koszulę i wyszła ze mną. Załomotała pięścią w okno Tukaczowej, że ma iść natychmiast. Wtedy dopiero lekarka wyszła i dała tacie zastrzyk. Ale powiedziała, że jak w ciągu trzydziestu minut tata nie odzyska przytomności, to jest zgon. I tak było - tatuś zmarł 20 stycznia 1944 roku.
Z Hitlerem w bucie
Ale to nie znaczy, że wszystko było tak bezproblemowe. Elizabeth Werner przyłapała ją kiedyś podczas słuchania radia w kantynie. Robiła to na prośbę innych Polaków, którzy głodni byli najświeższych wieści z frontu. Niemka ostrzegła wtedy Wandę, żeby więcej tego nie robiła. Dziewczynka miała też niebezpieczną przygodę z... pocztówką w bucie.
- Kiedy w bucie zrobiła mi się dziura, zatkałam ją pocztówką. Jak buty znów mi przemokły, oddałam je do naprawy sztygarowi Bruno Lattowi, zastępcy Franza Wernera, który był również szewcem i po godzinach pracy reperował obuwie – wspominała przed laty Wanda Andrzejewska. – Dopiero jak poszłam do niego odebrać but i on mnie zapytał, czy wiem, kim jest dla nich Adolf Hitler, uświadomiłam sobie, że na tej pocztówce był portret ich furera. Wyjął ją z buta i pokazał rozmazaną głowę Hitlera. Uklękłam przed nim, popłakałam się i prosiłam, żeby mi podarował, że ja tego nie zrobiłam specjalnie. Zrozumiał, ale ja do ostatniej chwili się go bałam, choć uważałam, że to bardzo uczciwy i dobry człowiek.
Powrót Wernerów
Pół roku po opuszczeniu Niesłusza przez Niemców Wanda Andrzejewska wróciła do kuchni przy brykietowni. Do pracy przyjmował ją we wrześniu 1945 roku dyrektor Stanisław Kozłowski, który po Ignacym Tłoczku był drugim powojennym szefem konińskiej kopalni. Ale dwa lata później rozstała się z kopalnią, bowiem jej mąż nie chciał, żeby pracowała.
Wspomnienia z czasów wojny wróciły do niej w 1973 roku, kiedy niespodziewanie odwiedzili ją Wernerowie. Okazało się, że wybrali się do Torunia, ale specjalnie przez Konin, żeby brykietownię zobaczyć i odwiedzić Wandę Andrzejewską. W tamtym czasie pani Wanda pracowała już w stołówce bursy przy Zespole Szkół Zawodowych im. Mikołaja Kopernika w Koninie. Spędziła tam trzydzieści lat, można więc powiedzieć, że zawód zdobyty podczas wojny w kantynie przy budowie brykietowni zadecydował o całym jej życiu.
Wanda Andrzejewska zmarła 14 lutego 2026 roku w wieku 97 lat.
Na fot. Wanda Andrzejewska (w środku) z Elizabeth i Frantzem Wernerami przed blokiem przy ul. Energetyka 6, w którym mieszkała.
Mamy swój kanał nadawczy. Dołącz i bądź na bieżąco!





