"Miłość, która zostaje" w Kinie Konesera | komentarz Łukasza Maciejewskiego i dyskusja po filmie

Intymna, ale pełna rozmachu, czuła i szydercza, slapstickowa i oniryczna, melancholijna i czuła na najdrobniejsze przejawy piękna – "Miłość, która zostaje" jest zaskakującą hybrydą emocji i stylów. Opowiadając o rozpadzie pewnej rodziny, Pálmason odmalowuje życiowe bardo, w jakim znajdują się bohaterowie: małżeństwo i ich troje dzieci.
Magnus jest marynarzem na statkach rybackich, Anna to artystka marząca o przełomie w karierze. Każde z nich na własną rękę próbuje posklejać rodzinę, ale to Magnus czuje się tym wyrzuconym za burtę. Studium rozstania jest dla Pálmasona okazją do przyjrzenia się – z ironią i czułością – mężczyznom, dryfującym, zagubionym, szukającym dla siebie nowych ról. Nawigując pomiędzy porami roku, fotografując surowy pejzaż Islandii, obsesyjnie przyglądając się maszynom, reżyser bezbłędnie znajduje wizualne ekwiwalenty uczuciowego i egzystencjalnego rozchwiania.
Ten przejmujący i nieodparcie śmieszny film jest zarazem jednym z najwspanialszych hołdów złożonych miłości, jakie stworzyło kino.
Komentarz do filmu przygotował krytyk filmowy Łukasz Maciejewski, po filmie zapraszamy na dyskusję.
Reżyseria: Hlynur Pálmason
Gatunek: dramat
Produkcja: Islandia 2025
Czas: 115’
Kilkaset ofert mieszkań na wynajem i sprzedaż – znajdź idealne lokum szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!




