Skocz do zawartości
LM.plSportW grudniu minęło 30 lat od zdobycia złotego medalu przez bokserów Zagłębia Konin

W grudniu minęło 30 lat od zdobycia złotego medalu przez bokserów Zagłębia Konin

Dodano:
W grudniu minęło 30 lat od zdobycia złotego medalu przez bokserów Zagłębia Konin
Zagłębie Konin

Obok awansu do finału Pucharu Polski Aluminium (Górnika) Konin w 1998 roku i osiągnięć kobiecego Medyka (kilkukrotne zdobycie PP i złotych medali MP) mistrzostwo Zagłębia Pollas Konin jest największym sukcesem w historii sportów drużynowych w Koninie.

Potwierdzają to moi rozmówcy, aktywni uczestnicy wydarzeń sprzed ponad trzydziestu już lat. – Trudno wybrać to najważniejsze, ale pierwsza trójka to zdecydowanie Aluminium, Zagłębie i Medyk. Zespołowo nikt nie osiągnął więcej – mówi znany koniński dziennikarz, Zbigniew Iciaszek. Zgadzają się z nim zarówno Andrzej Goiński, jak i Dariusz Kasprzak, ówcześni bokserzy Zagłębia.

Ten pierwszy tak wspomina tamten czas. – O wszystkim decydował ostatni mecz w Koninie. Byliśmy pewni, że go wygramy i zdobędziemy złote medale. Nie byliśmy zbyt podekscytowani tym wszystkim. Wiedzieliśmy, ze jesteśmy mocni i udowodniliśmy to.

Na mecz polecieli samolotem

Ówczesna liga bokserska liczyła kilka poziomów rozgrywek, a na najwyższym poziomie rywalizowały konkretne drużyny: Hetman Białystok, Czarni Słupsk, Gwardia Warszawa, Walka Zabrze, GKS Jastrzębie, Iglopol Dębica i Górnik Sosnowiec. Zresztą do Białegostoku na mecz z Hetmanem zawodnicy Zagłębia (choć nie wszyscy) polecieli samolotem z lotniska w Kazimierzu Biskupim. – Zaprosił mnie pan Piasecki. Kilku zawodników ciężko przeszło ten lot. Wiadomo, nie każdy dobrze znosi takie podróże – wspomina Iciaszek. Pozostałe drużyny miały swoje siedziby w odległościach, które nawet wtedy nie były jakimś wielkim wyzwaniem dla kibiców. – Jeździli za nami, czasami było ich tak dużo, że czuliśmy się jak u siebie. A to przecież jednak było parę kilometrów od Konina – nie kryje zdumienia Dariusz Kasprzak.

Co także trzeba zauważyć, Zagłębie miało najliczniejszą kadrę w całej lidze. Ale jak wiadomo ilość nie zawsze przekłada się na jakość. W Koninie było inaczej. – U nas nie miało większego znaczenia, czy ktoś był pewniakiem do składu, czy był rezerwowym. Mieliśmy taką jakość, jakiej nie było widać u reszty konkurencji – dodaje Kasprzak.

Na pytanie, czy na ulicach mogli poczuć się jak gwiazdy, lub używając bardziej współczesnego słownictwa – celebryci, odpowiada przecząco. – Nie, to nie czasy. Nawet po zdobyciu złotych medali nikt nas nie traktował z jakąś większą atencją. Trzeba także pamiętać o olimpijczykach, oni także mieli swoje sukcesy. Natomiast to my mieliśmy najwięcej kibiców.

Potwierdza to Zbigniew Iciaszek. – Chłopcy budzili szacunek i podziw, ale nikt za nimi nie biegał żeby sobie zrobić zdjęcie. Mało kto miał zresztą aparat. Nie w telefonie, jakikolwiek.

„​Już cztery godziny przed meczem panowała euforia"

Tamten dzień wspomina tak: – Każda walka to była osobna historia. Za wygraną przyznawano dwa punkty, za remis jeden. Zagłębie musiało zdobyć przynajmniej jedenaście punktów, bo walk było dziesięć, od papierowej do ciężkiej. Gwardia przyjechała w bardzo silnym składzie, ale nasi też mieli mocną ekipę z Henrykiem Zatyką w wadze ciężkiej, z Darkiem Kasprzakiem, z Mirkiem Bobrowskim, Andrzejem Goińskim. Choć Andrzej w tym meczu nie walczył, był w rezerwie. Weszliśmy na halę Rondo, a tam pełno ludzi. Już trzy, cztery godziny przed meczem panowała euforia. Wszyscy byli przekonani, że Zagłębie ten mecz wygra. I tak się stało.

Wszystko zaczęło się dobrze dla koninian. Jako pierwszy swą walkę wygrał Jarosław Piasecki, przegrał natomiast Piotr Doliński. Swoje zwycięstwa odnieśli Dariusz Kasprzak, Siergiej Asanow, Mirosław Bobrowski i Piotr Dreas. Wygrana była o krok. Ale Mariusz Trzmielewski i Wiesław Osetek zostali odesłani z ringu przed czasem. Sprawy w swoje ręce wziął więc Wasilij Gawryluk, który za rywala miał Stanisława Łakomca – jednokrotnego mistrza Polski w wadze średniej z 1982 roku i trzykrotnego krajowego czempiona w wadze półciężkiej z lat 1984, 1986, 1989, a więc nie byle kogo. I ku uciesze blisko półtoratysięcznej widowni Gawryluk tę walkę wygrał, dzięki czemu Zagłębie po raz pierwszy w historii zostało mistrzem. Jako ostatni do ringu wszedł Henryk Zatyka, ale jego walka w kontekście najważniejszych rozstrzygnięć nie miała już wielkiego znaczenia. Zagłębie wygrało mecz 12:8 i Konin mógł się cieszyć z historycznego sukcesu.

Andrzej Goiński zaznacza: – Trzeba pamiętać o tym, że Zagłębie Pollas Konin to był swego rodzaju ewenement. Klub awansował rok po roku i jako beniaminek zdobył mistrzostwo. Potem to wszystko się posypało, ale tego, co osiągnęliśmy, nikt nam nie zabierze. Choć nasze drogi rozeszły się w różne strony, wspomnienia pozostaną na zawsze.

Miłe złego początki

Historia Zagłębia sięga początku lat 60. Wtedy konińscy bokserzy startowali w B klasie, a trenerem był Tadeusz Grzelak – medalista Mistrzostw Europy w 1953 roku i uczestnik Igrzysk Olimpijskich z Helsinek. W 1973 roku koninianie po raz pierwszy awansowali do Ekstraklasy, ale już pięć lat później drużyna seniorów przestała istnieć. Około 1990 roku w sport postanowił zainwestować Mirosław Jerzy Piasecki, który w 1992 roku notowany był na ósmym miejscu w rankingu najbogatszych Polaków według magazynu "Wprost”. Dla wielu kibiców w Koninie być może mało znaną informacją jest także ta, że w 1995 roku chciał kupić licencję na grę w I lidze (dzisiejsza Ekstraklasa) od Olimpii Poznań. Ale nic z tego nie wyszło i zapewne to wielka szkoda, mając na uwadze dalsze losy Górnika.

Wracając do Zagłębia, jeszcze przed decydującym pojedynkiem z Gwardią Warszawa ważyły się dalsze losy drużyny. Jerzy Piasecki miał odbyć rozmowę z zarządem klubu i włodarzami miasta. Jak pokazał czas, nie przyniosły one zbyt pozytywnego skutku, gdyż w niedługim czasie Piasecki wycofał się z dalszego sponsorowania klubu. Tym samym drużyna, która w końcówce lat 80. rok po roku awansowała coraz wyżej, znalazła się na zakręcie. Ostatecznie, zimą w 1994 roku, po meczu ze Startem-Renomą Elbląg, koniński klub wysłał do Polskiego Związku Bokserskiego pismo o wycofaniu się z rozgrywek. W niedługim czasie podobnie uczyniło kilka innych zespołów i II liga praktycznie przestała istnieć. Okres zmian i transformacji ustrojowych nie pomagał. Dla wielu okazał się wręcz zabójczy.

Złoto Mistrzostw Polski Zagłębia Pollas Konin po wygranej z Gwardią Warszawa do dzisiaj pozostaje największym drużynowym sukcesem w historii konińskiego boksu. Mało tego, jest to także jeden z największych sportowych tryumfów w historii naszego miasta.

Imiona i nazwiska zawodników i trenerów, którzy również wywalczyli złoto: Leszek Ceglewski, Sylwester Słobodzian, Robert Jałowiec, Dymitr Łazarow, Wiaczesław Miednikow, Grzegorz Hołowczak, Igor Carenkow, Siergiej Sawicki, Piotr Kuźma i Andrzej Goiński. Trenerami byli wówczas Jan Bojanowski, Jerzy Filipiak i Rosjanin Genrych Rywkin.

Foto Bartosz Skonieczny

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole