Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościInżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic

Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Konińskie Wspomnienia

Pretensje zbierali najczęściej pracownicy księgowości, którzy skarżyli się badaczowi, że odbierając wypłaty, „robotnicy lżą ich i wyzywają od najgorszych", tak jak gdyby mieli oni jakikolwiek wpływ na wysokość dochodów pracownika.

Nieszczęśliwe wypadki

O atrakcyjności pracy decyduje w poważnej mierze stopień jej uciążliwości, stwierdził Władysław Markiewicz, dodając, że „zamiana pracy lepiej płatnej na gorzej wynagradzaną, ale wymagającą mniejszego wysiłku, bardziej czystą i bezpieczniejszą, jest zjawiskiem często spotykanym we wszystkich uprzemysłowionych krajach”.

Z dostępnych mu danych statystycznych naukowiec wysnuł wniosek, że praca w górnictwie odkrywkowym jest lżejsza i bezpieczniejsza, niż praca w kopalniach węgla kamiennego. W okresie od 1945 do końca 1960 roku doszło w kopalni Konin do piętnastu wypadków śmiertelnych, a więc mniej niż w niektórych kopalniach odkrywkowych węgla brunatnego w okręgu Cottbus (w NRD). A większości tych tragicznych zdarzeń winne były same ofiary.

W brykietowni bez zmian

Każdego roku dochodziło do kilkudziesięciu wypadków, którym winni byli również - zdaniem kierownictwa zakładu - pracownicy dozoru, w szczególności kierownicy oddziałów i sztygarzy, którzy często tolerowali u podległych sobie robotników stare nawyki pracy w zmienionych warunkach. „Praca w kopalni odkrywkowej charakteryzuje się mianowicie tym, że w miarę jak postępuje eksploatacja węgla i usuwanie nadkładu, fronty robót ulegają tu ciągłym przesunięciom. (...) Zmieniają się trasy komunikacyjne, słowem następują ciągłe innowacje, do których ogół pracowników z czasem przywyka. Robotnicy przerzucani z miejsca na miejsce powinni być świadomi tego, że doświadczenie i umiejętności nabyte w jednym miejscu, mogą okazać się zawodne w innym miejscu pracy.”

Jako rzecz charakterystyczną odnotował autor fakt, że stosunkowo rzadko zdarzają się wypadki w brykietowni, mimo że stopień zagrożenia jest tam niewątpliwie wyższy aniżeli na terenie odkrywki. Wyjaśnił to tym, że załogę fabryki stanowili przeważnie pracownicy z długoletnim stażem, posiadający duże doświadczenie i wprawę w posługiwaniu się narzędziami oraz w obsłudze urządzeń, które w ciągu wielu lat były tylko w znikomym stopniu modernizowane i w zasadzie nie wymagały od obsługi przyswajania sobie nowych nawyków.

Pozorują wypadki?

Co ciekawe, do największej liczby wypadków przy pracy dochodziło w okresie nasilenia... prac polowych (w 1960 r. zanotowano następujące ilości wypadków przy pracy: w styczniu - 3, w lutym - 3, w marcu - 2, w kwietniu - 3, w maju - 2, w czerwcu - 3, w lipcu - 5, w sierpniu - 8, we wrześniu – 7). „W związku z tym zachodzi podejrzenie, że niektórzy pracownicy rozmyślnie powodują wypadki albo z premedytacją je pozorują, sami zadając sobie rany” – stwierdził autor „Społecznych procesów uprzemysłowienia”. Potwierdzał to podejrzenie fakt, że komisje kontroli wielokrotnie zastawały rzekomych inwalidów w trakcie pracy w polu przy żniwach, wykopkach lub omłotach.

Podziw dla straceńców

Natomiast bardzo małe zagrożenie – napisał Władysław Markiewicz - istnieje w elektrowni, w której (z wyjątkiem zbiornika wyładunkowego dla węgla) wszystkie procesy produkcyjne są zmechanizowane i zautomatyzowane. „Od czasu uruchomienia zakładu zdarzyły się w nim tylko dwa wypadki śmiertelne, w roku 1959 miało miejsce 20 wypadków okaleczenia, w r. 1960 (do września włącznie) - 11, z tego w pierwszym, kwartale 7. Większość urazów odnoszą pracownicy z własnej winy, albowiem bądź to nie przestrzegają przepisów (na przykład szlifierze mimo ciągłych napomnień pracują z reguły bez okularów ochronnych), bądź też nie zachowują należytej ostrożności. Wśród wypadków, które miały miejsce w roku 1960 zdarzyły się m. in. obcięcia palców, okaleczenia w wyniku nastąpienia na gwoździe, kontuzje na skutek pośliźnięcia się itp.”

Mimo to – skonstatował z zaskoczeniem naukowiec - w opinii publicznej utrzymuje się przekonanie, że praca w elektrowni należy do szczególnie niebezpiecznej, „jako że człowiek znajduje się tu bezustannie pod śmiercionośnym prądem. Pracownicy elektrowni są nieraz szczerze rozbawieni reakcją uczestników wycieczek, zwłaszcza chłopów, ale nierzadko także nauczycieli, którzy z nieukrywanym podziwem wyrażają się na temat odwagi, jaka cechować musi załogę straceńców parających się energią elektryczną o ogromnej mocy.”

Sprawdzać kandydatów

Autor stwierdził, że choć nieszczęśliwe wypadki przy pracy nie stanowią dla kopalni ani elektrowni poważnego problemu, to można ich liczbę znacząco ograniczyć choćby przez bardziej wnikliwe niż dotychczas na naukowych podstawach oparte analizowanie przyczyn wypadków i uszkodzeń ciała, bowiem „większość osób, których praca grozi niebezpieczeństwem spowodowania wypadku, można wykryć przed ich zatrudnieniem”. Zalecił kierownictwom obu zakładów dokładniejsze przyglądanie się każdemu kandydatowi do pracy: „sprawdzić referencje o nim, zebrać informacje o jego życiu i poprzedniej pracy”. Wskazał również na konieczność natychmiastowej i drobiazgowej analizy przyczyn każdego nieszczęśliwego zdarzenia, jako na jedną z najskuteczniejszych metod zapobiegania wypadkom. 

Pochwalił kopalnię za nagradzanie (10 000 zł) oddziałów, które w danym kwartale nie wykazały ani jednego wypadku uszkodzenia ciała. „W ten sposób bowiem wytwarza się w zespole pracowniczym kolektywne poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo pracy i zapobieganie wypadkom.”

Wszystkim zainteresowanym tamtym czasem i ludźmi, którzy budowali Konin, polecam lekturę pracy prof. Władysława Markiewicza „Społeczne procesy uprzemysłowienia. Kształtowanie się zakładów produkcyjnych w konińskim rejonie górniczo-energetycznym”. Książka jest dostępna w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Koninie i jej filiach.

Ilustrujące artykuł zdjęcia z otwarcia i pierwszych dni funkcjonowania odkrywki Pątnów pochodzą z prywatnego archiwum Krzysztof Lamprychta, któremu za ich udostępnienie bardzo dziękuję.

strona 2 z 2
strona 2/2
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole