Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościNajlepszy prezent pod choinkę? Książki konińskich autorów w Księgarni MAWI

Najlepszy prezent pod choinkę? Książki konińskich autorów w Księgarni MAWI

Materiał promocyjny

Dodano:
Najlepszy prezent pod choinkę? Książki konińskich autorów w Księgarni MAWI
Księgarnia MAWI prezentuje publikacje regionalne

Firma księgarska Mawi sp.j. Jacek Wiśniewski, Jerzy Majewski
jest beneficjentem programu własnego Instytutu Książki „Certyfikat dla małych księgarni”

W gorącym, przedświątecznym czasie, często zadajemy sobie pytanie – jaki prezent sprawić swoim najbliższym? Odpowiedź jest banalnie prosta – książkę. A najlepiej książkę konińskiego autora. Żeby ułatwić Państwu zadanie podpowiadam kilka tytułów.

* * * * *

„Znakomitość” Zofii Urbanowskiej

Konińska pisarka Zofia Urbanowska pomimo tego, że żyła aż dziewięćdziesiąt lat i zaczęła pisać za młodu, napisała tylko osiem książek (ogromny jest natomiast jej dorobek publicystyczny). Połowa z nich to publikacje przeznaczone dla młodych czytelników, a wśród nich najbardziej znany, wspominany m.in. przez Czesława Miłosza i Jarosława Iwaszkiewicza, „Gucio Zaczarowany” oraz powieść dla młodzieży pt. „Księżniczka” (przez wiele lat w kanonie lektur szkolnych).

„Znakomitość” to debiut literacki konińskiej pisarki po raz pierwszy opublikowany pod pseudonimem „J.” w 1874 roku w 16 odcinkach na łamach „Gazety Polskiej”. W tym samym roku utwór ukazał się także w formie książkowej wydany przez warszawską drukarnię Józefa Sikorskiego, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” (także pod pseudonimem „J.”). „Znakomitość” w latach 1925-26 w 39 odcinkach wydrukował „Głos Koniński”. Wówczas autorka po raz pierwszy podpisała się swoim imieniem i nazwiskiem.

Dla mieszkańców Konina najważniejszą zaletą „Osobistości” jest jej… „konińskość”. Akcja powieści dzieje się w Koninie, a dokładnie w domu rodziców Zofii, czyli Katarzyny (z domu Modelskiej) i Wincentego Urbanowskich. Wszyscy koninianie znają bardzo dobrze ten, charakterystyczny dla starej części miasta, budynek, w którym od wielu lat mieści się Urząd Stanu Cywilnego. Bohaterów książki spotykamy spacerujących nad Wartą, robiących zakupy na Rynku Garncarskim (dzisiejszym placu Zamkowym), czy grających w preferansa w gmachu powiatowym, czyli dzisiejszej siedzibie prezydenta Konina. Na kartach powieści znajdziemy opisy XIX-wiecznego Konina i jego mieszkańców. To niezwykle fascynująca, sentymentalna wycieczka w przeszłość naszego miasta.

* * * * *

„Wszechmocni” Zofii Urbanowskiej

Na kartach książki odnajdziemy bezcenny opis życia mieszkańców małego, prowincjonalnego (jakby napisała sama autorka - partykularnego) miasteczka położonego na zachodnim skraju carskiego imperium w dwadzieścia lat po powstaniu styczniowym. Miasteczka, z którego do najbliższej stacji kolejowej (w Kutnie) trzeba było jechać wiele godzin konnym zaprzęgiem, a ocenzurowane i mocno spóźnione wieści z szerokiego świata docierały wraz z przywożoną karetką pocztową prasą.

W czasie lektury uważny czytelnik konstatuje, że takie ludzkie przywary i namiętności, jak: bezpardonowe wykorzystywanie władzy nad innymi ludźmi; owczy pęd ku bogactwu za wszelką cenę; powszechna chęć łamania i naginania prawa dla realizacji swoich celów; wreszcie egoizm i arogancja władzy - wiek temu i dzisiaj są właściwie takie same.  Czytelnik ma stale odczucie déjà vu. Gdybyśmy tak powieściowych wszechmocnych wyobrazili sobie nie jako reprezentantów czterech nacji, a członków czterech (pięciu, sześciu, itd.) współczesnych partii politycznych… No właśnie.

Czasy inne, sytuacja społeczno-polityczna inna, technologia inna, a ludzie… tacy sami.

Urbanowska w swoim pisarstwie jest uniwersalna. Jeśli komuś nie wystarczy prawniczy thriller, to znajdzie we „Wszechmocnych” wielce ekscytujący wątek miłosny, na którego finał czytelnik czeka z taką samą niecierpliwością jak na finał walki samotnego prawnika ze skorumpowanymi i bezwzględnymi przedstawicielami władz miasta i powiatu.

Autorka po raz kolejny (tak jest w „Znakomitości” i w „Księżniczce”) fabułę swojej książki umiejscawia w Koninie, choć w oryginalnych tekstach nazwy miasta nie wymienia lub ją zmienia. Koninianie na kartach jej powieści z łatwością odnajdą opisy tak dobrze znanych im zakątków starej części miasta.

* * * * *

„Korespondencje znad Warty” Zofii Urbanowskiej

W latach 1870-1873 w „Gazecie Polskiej” ukazało się trzynaście korespondencji „Znad Warty” autorstwa Zofii Urbanowskiej. W 1870 roku wydrukowano pięć tekstów, w 1871 trzy (jeden w dwóch odcinkach), w 1872 dwa (jeden w trzech odcinkach, drugi w dwóch) i w 1873 roku opublikowano trzy relacje. Reporterka z Konina zadebiutowała w gazecie nr 32 z 11 lutego 1870 roku, a ostatnia korespondencja jej autorstwa ukazała się w gazecie nr 226 z 27 września 1873 roku. Swoje teksty podpisywała inicjałem „J.” i starannie ukrywała swą płeć. Jeżeli używała czasowników w formach osobowych robiła to tak sprytnie, że nie dało się wywnioskować jakiej płci jest autor tekstu. Ani razu jednak nie próbowała podszyć się pod autora-mężczyznę. Wszystkie korespondencje uwidaczniano w spisie treści, który znajdował się w lewym, górnym roku pierwszej kolumny gazety.

Jak to się stało, że młodziutka, niewykształcona i niezamożna dziewczyna z Konina, która z większych miast znała tylko Kalisz i Poznań, została korespondentką znanego, warszawskiego dziennika? Gdyby los nie skrzyżował jej drogi życiowej z drogą, którą podążał jej przyszły mecenas i mentor Józef Sikorski, nie byłoby Zosi reporterki i Zofii pisarki. Nie stałoby się tak gdyby nie jej wrodzony talent poparty ogromną pracą związaną z samokształceniem i przeczytanymi lekturami.

Młodziutka korespondentka „Gazety Polskiej” imponuje wachlarzem swoich zainteresowań. Zna historię swego miasta i regionu, ale także z ogromną swadą i pewnością siebie, pisze i ocenia (recenzuje) lokalne wydarzenia artystyczne: muzyczne, teatralne, również popisy cyrkowe, a nawet (zupełnie nieudany) występ człowieka… muchy. Potrafi krytycznie oceniać oglądane w kościołach obrazy. Wykazuje się niepojętą wręcz wiedzą o technologii wydobywania węgla brunatnego. W swych korespondencjach podaje łacińskie nazwy skamieniałości, znakomicie orientuje się w detalicznych i hurtowych cenach wielu produktów oraz surowców. Swobodnie posługuje się w terminologią ekonomiczną i społeczną. Sugeruje nawet konkretne rozwiązania trudnych problemów natury społecznej (ochrony zdrowia, oświaty, transportu i komunikacji, higieny itp.). Czytanie napisanych 150 lat temu korespondencji i dzisiaj może być fascynującą przygodą intelektualną.

Naprawdę trudno wyobrazić sobie w jaki sposób Zosia Urbanowska zdobywała i weryfikowała uzyskane informacje. Pomimo młodego wieku, braku doświadczenia i formalnego wykształcenia, śmiało można stwierdzić, że była dziennikarką, a dokładniej reporterką (jeżeli reportaż definiujemy jako dziennikarską relację naocznego obserwatora), wszechstronną, dla której nie było tematów trudnych i tabu.

Zapraszam gorąco do lektury korespondencji znad Warty, które przeniosą nas do Konina, Koła, Turku i Słupcy sprzed 150 lat.

* * * * *

„Szczurowisko” Zbigniewa Wojnarowskiego

Świetny, mroczny, kryminał, którego akcja dzieje się w, zburzonej niedawno, kamienicy Essowej. Autor tak wspomina czas, gdy wraz z rodzicami mieszkał w znanej wszystkim starszym koninianom kamienicy: „Nie pamiętam pani Esse, choć podobno codziennie się z nią stykałem. Umarła, gdy miałem trzy lata. Pamiętam jej pokoik, pełen czarodziejskich dla mnie sprzętów. Po jej śmierci czasem mnie tam wpuszczano, żebym się czymś zajął i nie przeszkadzał dorosłym. Rozkładałem sobie ołowiane żołnierzyki, właziłem na czworakach pod meble, słuchałem niezrozumiałych dla mnie rozmów dorosłych za ścianą i oglądałem świat z perspektywy „przypodłogowej”. Gustaw Flaubert – zapytany o pierwowzór bohaterki jego powieści – odpowiedział słynnym zdaniem: „Madame Bovary to ja!”. Parafrazując jego słowa, mógłbym więc powiedzieć o bohaterze „Szczurowiska”: „Siwy to ja!”.

* * * * *

„Inna śmierć” Zbigniewa Wojnarowskiego

Pisarz tym razem osadził kryminalną fabułę swojej nowej powieści w czasach jaskiniowych. Bohater książki, okaleczony przez wilka jaskiniowiec Morfi, natrafia na zwłoki współplemieńca. Z czasem staje się dla niego jasne, że zbrodni dokonała jedna z kilkunastu osób wspólnie zamieszkujących wielką jaskinię. Ale może, wbrew pozorom, nie są w niej sami? Może świat, który ich otacza, jest bardziej tajemniczy niż się zdaje?

Morfi niestrudzenie tropi tajemniczego zabójcę, ale sytuacja się komplikuje, jego życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo, na domiar złego nadchodzi bezlitosna pora śniegów, która potrafi zdziesiątkować gromadę jaskiniowców głodem i chłodem.

Wtedy wszystko było pierwsze, chociaż tamten świat był zadziwiająco podobny do naszego. Istniała w nim wirtualna rzeczywistość, tyle że tworzyły ją wyłącznie plotki, skryte pomówienia i halucynogeny. Istniało w nim dążenie do odkrycia prawdy, mimo że ustalone metody prowadzenie śledztwa (jak i wymiaru kary) należały do dalekiej przyszłości. No i kiedyś pojawiło się tam morderstwo w stylu Agathy Christie: popełnione przez kogoś z zamkniętego kręgu podejrzanych.

* * * * *

„Gwiazdkozbiór” Zbigniewa Wojnarowskiego

A jeśli ktoś naprawdę nie lubi czytać to gorąco polecam książkę z rysunkami Zbigniewa Wojnarowskiego zamieszczanymi na łamach „Przeglądu Konińskiego”. Czym autor, kierował się przy wyborze rysunków do liczącej 250 stron publikacji? Sam pisze o tym tak: „Ograniczyłem się do wątków społeczno-politycznych, jeśli mogę tak szumnie powiedzieć o rysunkach, które ze swej natury są żartobliwe i ulotne, podczas gdy polityka jest wieczna i śmiertelnie poważna. Radykalnie ograniczyłem lub pominąłem wątki dotyczące pandemii, rosyjskiej agresji, obyczajowe czy odnoszące się do spraw doraźnych, niekiedy trudnych dziś do przypomnienia.

Przy okazji rysunków tego rodzaju często pada zarzut, że są jednostronne. Oczywiście, że tak. Słyszę to od lat, od pierwszej publikacji, zmieniają się jedynie krytycy – zazwyczaj są sympatykami aktualnie rządzących. Rysunki są jednostronne także dlatego, że rysuję je z jednego punktu widzenia, czyli mojego. Innego nie mam. No i na koniec są jednostronne, ponieważ w sztukach plastycznych występują rozmaite kierunki – surrealizm, prymitywizm, impresjonizm – ale nie ma symetryzmu. Można starać się wyłącznie o to, żeby satyra była w miarę sprawiedliwa. Na ile to się udaje – oceniają już Państwo. Zapraszam do zwiedzenia świeżego jeszcze muzeum władzy, która ukochała muzea i pomniki. Choć, jak ostrzegał klasyk, śmiejemy się z samych siebie”.

* * * * *

„Konińskie opowieści” Zygmunta Kowalczykiewicza

Na zakończenie choinkowych podpowiedzi konińskich autorów zachęcam do lektury książki, zmarłego już niestety, regionalisty, znawcy historii konińskiej kopalni, Zygmunta Kwalczykiewicza, który we wstępie napisał tak: „Konińskie opowieści mierzyć będziemy klepsydrą, prastarym instrumentem do odliczania czasu. W klepsydrze naczynia są wykonane z przejrzystego szkła. W naszej klepsydrze będą to słowa proste i przystępne dla czytelników.

Autor „Konińskich opowieści” posłużył się przypomnieniami naszych związków z miastem o nazwie Konin. Szukał z nim więzi bardzo odległych, epoki kamiennej, w której ludzie bytowali na nadwarciańskich łęgach. To byli nasi przodkowie, którzy żyli w takich samych rytmach czasowych, jak my obecnie. Cieszyli się i martwili, byli zdrowi i chorzy, rodzili się i umierali.

Skarbczykiem naszych dziejów jest pradolina Warty, to szkatuła klejnotów przeszłości. Szeroka na swojej przestrzeni, a tylko zwężająca się u nas, w Koninie. Doskonałe to było miejsce dla umożliwiania przeprawy przez rwącą rzekę i jej zabagnione brzegi. Wspaniała przestrzeń dla koczujących myśliwych i ludności osiadłej.

Koninianie mogą być dumni z prastarego drzewa genealogicznego społeczeństw tutaj osiadłych. Korzenie tego drzewa zaczęły wyrastać w okresie polodowcowym, jego pień w siódmym wieku przed naszą erą, konary w okresie lateńskim (Setidava), gałęzie w czasach średniowiecza i okresów późniejszych. Owocami tego drzewa jesteście Państwo – czytelnicy tej książki.

Potraktujcie ją jak przewodnik. Jak uproszczony zbiór wiadomości historycznych oraz różnych ciekawostek, czasami bardzo tragicznych.  A jeśli tak się stanie - oby tak było - i doznacie niedosytu, zajrzyjcie do innych opracowań tego autora, miłośnika wszystkiego co konińskie”. 

Zainteresowanych twórczością konińskich autorów zapraszam do księgarni Mawi przy placu Wolności. Znajdziecie tu państwo wiele książek związanych z historią naszego miasta i jego mieszkańców.

Jacek Wiśniewski

Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Księgarnia MAWI prezentuje regionalne publikacje
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole