Od marazmu do podmiotowości. Siedem kroków, których potrzebuje Wschodnia Wielkopolska

W swoich poprzednich tekstach zarysowałem bolesną diagnozę, ukazując przy tym marazm lokalnych elit politycznych Konina. Ale sama krytyka to za mało. Wytykanie błędów bez wskazania twardych alternatyw to domena politycznych recenzentów, a nasz subregion potrzebuje dziś powrotu do bezkompromisowej, wielkopolskiej gospodarności. Ludzie są zmęczeni administrowaniem kryzysem i chcą rozwiązań, które dadzą im dumę, stabilność i bezpieczną przyszłość.
Czas na odważny, systemowy program naprawczy. Aby zmienić pozycję Konina, Turku, Koła i Słupcy oraz pozostałych miejscowości, nie wystarczą kosmetyczne zmiany w unijnych tabelkach. Potrzebujemy głębokich reform ustrojowych, gospodarczych i administracyjnych na szczeblu centralnym. Oto filary Nowej Wielkopolski Wschodniej.
1. Likwidacja „śmieciowych” okręgów wyborczych
Czas skończyć z traktowaniem naszego regionu jak politycznego rezerwuaru i kolonii dla partyjnych przedstawicieli z Warszawy czy Poznania. Nasz okręg wyborczy nr 37 (konińsko-gnieźnieński) to sztucznie sklejony, „śmieciowy” twór, który nie ma żadnego uzasadnienia historycznego czy gospodarczego. Służy on partyjnym centralom wyłącznie do jednej rzeczy: do bezpiecznego podrzucania nam kandydatów-spadochroniarzy, którzy po zdobyciu mandatu zapominają, gdzie leży Turek czy Słupca. Potrzebna nam jest reforma ordynacji wyborczej i likwidacja takich fikcyjnych okręgów. Reprezentantami Wschodniej Wielkopolski w parlamencie muszą być twardzi gospodarze stąd, a nie ludzie przywiezieni w teczkach.
2. Odgórna likwidacja gmin obwarzankowych
To systemowy paradoks, o którym pisałem i ostrzegałem publicznie już w 2017 roku i wcześniej. Wiejskie „gminy obwarzankowe” bezwzględnie drenują finansowo i terytorialnie okalane przez siebie miasta powiatowe. Korzystają z miejskiej infrastruktury, szkół, przedszkoli i instytucji kultury, podbierają podatników budujących się na ich obrzeżach, a jednocześnie brutalnie blokują rozwój miejskich stref inwestycyjnych.
Z poziomu Warszawy potrzebna jest odważna, odgórna reforma administracyjna. Nie chodzi o wrogą aneksję czy autorytarne dekrety, ale o stworzenie potężnych zachęt prawnych i finansowych (tzw. „bonus za łączenie” liczony w dziesiątkach milionów złotych z budżetu państwa), które sprawią, że scalenie tych struktur w logiczne, sprawne organizmy miejsko-gminne będzie opłacalne dla obu stron - tak jak z sukcesem zrobiła to chociażby Zielona Góra. Prawdziwa samorządność nie polega na tym, że jedna gmina żeruje finansowo na drugiej. Miasta muszą oddychać, by przyciągać przemysł wysokomarżowy, na czym ostatecznie zyskają też mieszkańcy dzisiejszych wsi.
3. Wspólny front na rzecz realnego skomunikowania regionu
Koniec z jałowymi debatami i mirażami, które ładnie wyglądają tylko przed poszczególnymi wyborami. Potrzebujemy partnerskiej współpracy na rzecz realnego, fizycznego skomunikowania naszych miast i gmin „tu i teraz”. Zamiast kłócić się o pociąg z Konina do Turku (projekt, który był dla naszego regionu niezwykle potrzebny, w który zainwestowaliśmy ogromne pieniądze i pracę, a został jedną decyzją zaprzepaszczony) musimy połączyć siły i stworzyć zintegrowaną, szybką podregionalną sieć transportową. Rozkłady jazdy autobusów muszą logicznie łączyć Turek z Kaliszem, Kołem, Słupcą i Koninem, gwarantując młodzieży bezpieczny dojazd do szkół, pracownikom sprawną komunikację z nowymi centrami przemysłowymi subregionu, a seniorom dostęp do lekarzy specjalistów z większych ośrodków miejskich.
4. Likwidacja powiatów. Czas na odważną reformę administracyjną
Skoro państwo potrafiło w przeszłości sprawnie i bezkompromisowo zlikwidować gimnazja czy obowiązkowy udział w Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE), tak samo dziś należy zlikwidować kolejną plagę zaserwowaną nam przez rząd Jerzego Buzka, zwaną kiedyś reformą, czyli powiaty. Powiaty stały się w Polsce sztucznym, generującym ogromne koszty i bezwładnym szczeblem urzędniczym.
Proponuję całkowite rozdzielenie zadań dzisiejszych powiatów pomiędzy samorządy wojewódzkie i gminne, przy jednoczesnym przywróceniu Koninowi roli państwowego ośrodka koordynacyjnego (odpowiednika dawnego urzędu rejonowego), byśmy nie musieli z każdą pieczątką jeździć do Poznania. Żeby było jasne: to nie oznacza oddania władzy nad Turkiem czy Kołem w ręce konińskich urzędników. To oznacza likwidację zbędnej biurokracji starostw i przesunięcie decyzyjności ORAZ PIENIĘDZY bezpośrednio w dół - do burmistrzów i wójtów. Pracownicy starostwa, szkół czy jednostek zachowają pracę, zniknie jedynie armia niepotrzebnych wicestarostów i radnych powiatowych. Mniej urzędów, więcej pieniędzy na realne potrzeby mieszkańców.
5. Gruntowna reforma służby zdrowia i likwidacja NFZ
Sytuacja szpitali powiatowych w całym naszym regionie to tykająca bomba. Placówki te toną w długach, brakuje personelu, a pacjenci stoją w upokarzających kolejkach. Reanimowanie tego trupa za pomocą lokalnych dotacji samorządowych to droga donikąd. Problem leży w chorym systemie.
Jedynym ratunkiem jest gruntowna reforma: całkowita likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia, kolejnej buzkowej plagi jako zbędnego pośrednika i zapewnienie stabilnego, bezpośredniego finansowania służby zdrowia prosto z budżetu państwa. To nie jest populizm. Populizmem jest udawanie, że obecny system działa. Za każdą wykonaną procedurę medyczną szpital musi otrzymać realny zwrot kosztów bezpośrednio ze Skarbu Państwa, bez chorych limitów. Zdrowie obywateli to konstytucyjne zobowiązanie rządu (art. 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej), a nie rynkowa gra oparta na procedurach i limitach.
6. Pakt mieszkaniowo-zawodowy „Zostań we Wschodniej Wielkopolsce”
Nie zatrzymamy młodych ludzi w regionie samymi pięknymi apelami o lokalnym patriotyzmie. Drenaż mózgów do Poznania, Wrocławia czy Warszawy trwa w najlepsze. Rozwiązaniem jest kompleksowy, subregionalny program: Mieszkanie + Praca. Samorządy zrzeszone we wspólnym związku muszą wejść w twarde partnerstwo z nowymi inwestorami oraz szkołami technicznymi w Turku, Kole, Słupcy i Akademią Nauk Stosowanych w Koninie. Potrzebujemy dedykowanych klas pod konkretnych inżynierów i technologów, a absolwentom, którzy podpiszą kontrakt na pracę w subregionie na minimum 5-7 lat, musimy zagwarantować mieszkania komunalne. Młody człowiek zostanie tutaj, jeśli dostanie dobrze płatną pracę i własny dach nad głową.
7. Powołanie Związku Miast i Gmin Wielkopolski Wschodniej
Aby wywalczyć te wszystkie zmiany, nie możemy dłużej występować w roli pojedynczych petentów rozbijanych przez Poznań czy Warszawę. Proponuję utworzenie czegoś, co roboczo nazwałem Związkiem Miast i Gmin Wielkopolski Wschodniej. Musimy powołać do życia znaczącą instytucję, która będzie wspólnym głosem Konina, Turku, Koła, Słupcy oraz innych chętnych gmin. Będzie to profesjonalne narzędzie lobbingowe, walczące w parlamencie o opisane wyżej reformy ustrojowe, a na poziomie europejskim o sprawiedliwe, twarde fundusze na transformację gospodarczą. Żadnych unijnych dotacji na „warsztaty z pisania CV”. Każda złotówka wywalczona przez Związek musi iść w beton, stal, nowoczesną energetykę, które doprowadzą do generowania wysokomarżowych miejsc pracy.
Potrzebujemy też słyszalnego parlamentarzysty, człowieka nie z teczki lub z przypadku, lecz znającego doskonale realia samorządowe oraz specyfikę naszego subregionu. Człowieka, który podejmie się integracji regionu i jego reprezentacji w Poznaniu i Warszawie.
Wschodnia Wielkopolska nie jest skazana na zwijanie się i marazm. Już w 2014 roku, w przededniu wygaszania Adamowa, ostrzegałem przed tragicznymi perspektywami, jeśli zrezygnujemy z odwagi i walki o podmiotowość. Turek swoją lekcję odrobił i podniósł się z kolan dzięki własnej determinacji. Dzisiaj czas na krok dalej. Czas na zintegrowany, silny subregion, który przestanie prosić o jałmużnę, a zacznie być słyszalny w stolicach.
Marcin Derucki, Radny Rady Miejskiej Turku
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!






