Tektoniczne ruchy polityczne. Wojna na prawicy, tarcia w koalicji

Po KPWW nie ma już śladu, mimo tego Lachowicz z Itman nadal chcą podgryzać przywództwo Majewskiego w radzie miasta. Im będzie słabszy i mniej skuteczny, tym więcej będzie w ich rękach argumentów w dyskusji z władzami partyjnymi, że nie nadaje się na przewodniczącego klubu. Faktem też jest, że rok temu ustanowiony został pewien precedens. Gdy bowiem rada miasta powołała Roberta Popkowskiego na funkcję przewodniczącego Komisji Rewizyjnej, nie był on ani członkiem partii PiS, ani klubu PiS. Niemal tak samo, jak teraz Lachowicz.
Prezydent skorzystał z okazji
Ciekawszym pytaniem jednak jest, po co taka współpraca radnym koalicji rządzącej, a raczej – prezydentowi Piotrowi Korytkowskiemu.
Przez ostatnie półtora roku większość w radzie miasta wynosiła zaledwie jeden głos. Dwunastkę dającą tę większość stanowią radni KO, Wspólnego Konina i dwóch niezrzeszonych w klubach – Jarosław Sidor i Piotr Czerniejewski. Jak dużo od nich zależy najlepiej obrazuje to, że dla Piotra Czerniejewskiego specjalnie stworzono stanowisko trzeciego wiceprzewodniczącego, choć nie ma nawet swojego klubu w radzie.
Jednocześnie i Sidorowi, i Czerniejewskiemu zdarzało się nie głosować zawsze po linii prezydenta. Choćby właśnie w przypadku utworzenia zespołu w Gosławicach – przy pierwszym głosowaniu Sidor był przeciw, Czerniejewski wstrzymał się i uchwała nie przeszła. Potrzebne było drugie głosowanie, na które przekonano Czerniejewskiego, by decyzję poparł.
Takie uzależnienie od pojedynczych głosów to sytuacja niekomfortowa dla władz miasta. I dobrze znana z poprzedniej kadencji, gdy podobnie okoniem stawać potrafił radny Tomasz Andrzej Nowak.
Ale gdy w przypadku konkretnych uchwał da się współpracować z jeszcze kimś innym – np. Sławomirem Lachowiczem – sytuacja robi się dla prezydenta i jego ekipy znacznie łatwiejsza. Czego nie będzie chciał, ze względu na swoje poglądy, poprzeć Czerniejewski, tam Lachowicz może nie mieć z tych samych względów żadnych problemów. Trudno spodziewać się, by ta współpraca wykroczyła poza incydentalne przypadki i przerodziła się w coś trwalszego. Lachowicz z PiS bowiem nie wystąpił i raczej nie zamierza. To raczej korzystanie z sytuacji zbieżnych interesów przez obie strony.
Dość powiedzieć, że to szersze pole manewru już pozwoliło odwołać Czerniejewskiego z funkcji wiceprzewodniczącego. Głosować za tym musiał co najmniej jeden z, a niewykluczone, że więcej, radnych KO. Rok temu taki ruch groziłby odejściem Czerniejewskiego z nieformalnej koalicji i utratą większości.
Dziś – już niekoniecznie. Zirytowani takim obrotem spraw po sesji byli co prawda radni Wspólnego Konina, którzy bronili Czerniejewskiego. Na razie nie wydaje się jednak, by te jednorazowe tarcia miały przerodzić się w szerszy kryzys.
Co zrobią władze partyjne?
Rozbijanie prawicy oddala też od prezydenta wizję skonsolidowanej opozycji, która mogłaby utrudniać prace w radzie miasta. Gdyby PiS trzymał się razem miałby ośmiu radnych. Opozycyjni Obywatele Konina mają trzech. Każda nieobecność w koalicji rządzącej albo wyciąganie pojedynczych radnych przez opozycję groziłoby nieprzyjmowaniem uchwał albo nawet utratą większości w radzie. Do czego też przecież było już blisko w poprzedniej kadencji, gdy funkcji omal nie stracił Wiesław Steinke (ostatecznie sam zrezygnował). Teraz groźba takich wydarzeń się oddala.
Czy jednak to eldorado obecnej władzy w radzie będzie trwać wiecznie? Tak naprawdę zależy to od… władz PiS. Jeżeli podejmą w końcu zdecydowane działania, by zlikwidować konflikt na prawicy – w tę czy inną stronę – możliwość manewru znowu się zmniejszy. Jeżeli podział będzie trwał – w to graj Piotrowi Korytkowskiemu.




