Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościSprawa Kwileckich trzymała w napięciu nie tylko Berlin

Sprawa Kwileckich trzymała w napięciu nie tylko Berlin

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Sprawa Kwileckich trzymała w napięciu nie tylko Berlin

Hrabina Izabela Węsierska-Kwilecka do Włoch wprawdzie nie pojechała, ale dziecko urodziło się w mieszkaniu wynajętym w eleganckiej dzielnicy Berlina. Hrabia Józef Adolf Stanisław Marian Kwilecki przyszedł na świat 27 stycznia 1897 roku o godzinie piątej rano. Dziecko odbierała akuszerka z Warszawy, niejaka Cwellowa. Wprawdzie wezwano telegraficznie do położnicy domowego lekarza Kwileckich doktora Rosińskiego z Wronek, lecz na miejsce przyjechał dopiero w osiemnaście godzin po narodzeniu się dziecka. Choć nie był wolny od wątpliwości, uznał w końcu, że poród odbył się prawidłowo.

Spór o hrabiego Józia

Świadectwo doktora Rosińskiego nie przekonało jednak dalekich kuzynów. Mieczysław zażądał od Zbigniewa rozmowy na osobności, ale ten odmówił. Dziedzic Kwilcza, Oporowa i Gosławic napisał więc drugi list, w którym zapewnił kuzyna z Wróblewa, że gotów jest przyrzec milczenie przez dziesięć lat (do czasu przedawnienia się ściganego przez ówczesny kodeks karny przestępstwa „podsunięcia dziecka”), jeśli Zbigniew przyzna się, że Józef nie jest jego potomkiem. Adresat nie odpowiedział na propozycję, wytoczył za to dalekim krewnym proces o uznanie prawego pochodzenia małego Józia. Podobieństwo czteroletniego już chłopca do matki było, jak pisze Stanisław Szenic, uderzające, a dwie kobiety towarzyszące Izabeli Kwileckiej w wyprawie do Berlina zeznały pod przysięgą, że były przy połogu, toteż Sąd Okręgowy w Poznaniu przyznał rację rodzicom małego Józia.

Wkracza pruska prokuratura

Dla Mieczysława i Hektora Kwileckich to już nie była jedynie walka o wielki spadek, ale i sprawa honoru. Nie wypadało im ustąpić, by nie zostać posądzonymi o rozpętanie całej tej afery jedynie z pobudek materialnych. Nowych poszlak dostarczyła Jadwiga Andruszewska, zaufana służąca hrabiny Izabeli, która po rozstaniu się w gniewie ze swoją chlebodawczynią zaczęła rozpowiadać, że dziecka dla hrabiostwa Kwileckich szukała jej matka, pełniąca wtedy we Wróblewie funkcję klucznicy. Kobieta miała kupić dziecko w Krakowie i zawieźć do Berlina. O wszystkim opowiedziała córce dopiero na łożu śmierci, więc osobiście potwierdzić tych sensacyjnych nowin już nie mogła.

Kwileccy wysłali więc do Krakowa człowieka, który odnalazł niejaką Cecylię Parczównę, matkę nieślubnego chłopczyka, sprzedanego w styczniu 1897 r. za pośrednictwem jakiejś krakowskiej akuszerki za 100 guldenów. Nazwiska nabywcy nie ustalono, ale malec miał podobno trafić za granicę. Hrabia Hektor Kwilecki uznał, że zebrane informacje są wystarczające, by w sprawę zaangażować policję, a następnie złożyć doniesienie do pruskiej prokuratury o podsunięcie dziecka, czyli popełnienie przestępstwa opisanego w paragrafie 169 niemieckiego kodeksu karnego (zarówno Wróblewo jak i Oporowo oraz Kwilcz znajdowały się na terenie zaboru pruskiego), który mówił, że „kto podsuwa dziecko lub z rozmysłem je zamienia, albo kto w inny sposób stan osoby z rozmysłem zamienia lub zataja, ulega karze więzienia do lat trzech. Kto zaś czynności te spełnia w celu korzyści, ulega karze więzienia ciężkiego do lat dziesięciu”.

Kwileccy w areszcie

Sprawa była skomplikowana, bo trzeba było przesłuchać licznych świadków, zamieszkałych na terenie czterech aż państw (Niemczech, Austrii, Rosji i Francji), z których część zdążyła zmienić miejsce zamieszkania lub - jak akuszerka Cwellowa z Warszawy, która miała odebrać przychodzącego na świat Józia Kwileckiego – zmarła.

Ponieważ jednak dowodów przeciwko hrabinie Izabeli Kwileckiej było coraz więcej, w styczniu 1903 r. została aresztowana. A kiedy akuszerka Katarzyna Ossowska, która podczas wcześniejszego procesu cywilnego o uznanie Józia za prawowitego spadkobiercę Kwileckich z Wróblewa zeznała, że opiekowała się hrabiną podczas ciąży, przyznała się do krzywoprzysięstwa i sporządzeniu w obecności hrabiego Zbigniewa Węsierskiego-Kwileckiego fałszywego zaświadczenia, do aresztu trafił również on.

Przy pełnej sali

Proces rozpoczął się w Berlinie w październiku 1903 roku przy pełnej sali sądowej, a widzów z każdym dniem przybywało. Pod sam koniec procesu w loży dla dygnitarzy pojawił się nawet sam minister sprawiedliwości Schönstedt. Obecni byli dziennikarze wszystkich niemal tak polskich jak i niemieckich tytułów prasowych oraz – jak napisał jeden ze sprawozdawców – cały literacki Berlin.

Sprawa Kwileckich trzymała w napięciu nie tylko Berlin
Sprawa Kwileckich trzymała w napięciu nie tylko Berlin
Sprawa Kwileckich trzymała w napięciu nie tylko Berlin
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole