Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościInżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic

Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Konińskie Wspomnienia

Robotnicy zatrudnieni w elektrowni za niesprawiedliwe uważali, że górnicy zarabiają więcej od nich. A obie grupy zawodowe były zdania, że zarobki inżynierów są zawyżone w stosunki do ich wynagrodzeń. Ich myślenie o polityce płacowej najlepiej wyraził jeden z robotników, który zaproponował, żeby „obciąć zarobki tym, którzy wysoko zarabiają, a dołożyć tym, którzy nisko zarabiają. Przecież żołądki mamy jednakowe i jesteśmy obywatelami jednej ojczyzny".

Pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy budowana była odkrywka „Pątnów”, pojawił się w Koninie prof. Władysław Markiewicz, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, którego poproszono o zbadanie postaw pracowników obu błyskawicznie się wtedy rozwijających zakładów pracy – kopalni i elektrowni. Wcześniej pisałem już na ten temat w artykule „Nie chcieli się myć, więc dyrektor zagroził im zwolnieniem”. Owocem pracy naukowca była książka „Społeczne procesy uprzemysłowienia. Kształtowanie się zakładów produkcyjnych w konińskim rejonie górniczo-energetycznym”, która ukazała się w 1962 roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

Bo inni zarabiają za dużo

Zleceniodawcy – zarówno kierownictwa kopalni i elektrowni, jak i władze polityczne - chcieli się dowiedzieć, dlaczego robotnicy są niezadowoleni ze swoich wynagrodzeń. Odpowiedź brzmiała: „bo uważają, że inni zarabiają lepiej”. Jeden z robotników tak tę sprawę przedstawiał: „Trzeba, żeby wszyscy na takich samych funkcjach jednakowo zarabiali. A nie tak jak u nas jest, że to samo robi, a jeden zarobi 1800 zł, a drugi 2700 zł".

Robotnicy uważali, że rozpiętość między wynagrodzeniami jest niesprawiedliwa. W elektrowni na przykład w roku 1960 najniższą płacę (1564-1609 zł) otrzymywali pracownicy obsługujący dozowniki węgla, a najwyższe zarobki osiągali pracownicy remontowi oddziału kotłowego (4148 zł). Spośród robotników kopalni najniżej uposażeni byli robotnicy torowi, przeważnie nie posiadający żadnych kwalifikacji zawodowych. Natomiast robotnicy wykwalifikowani otrzymywali przeciętnie 2301 zł.

Strażakom płacą za nic

Jak zaobserwował Władysław Markiewicz, wielu robotników chciało równych wynagrodzeń. Jeden z jego rozmówców zaproponował wręcz: „obciąć zarobki tym, którzy wysoko zarabiają, a dołożyć tym, którzy nisko zarabiają. Przecież żołądki mamy jednakowe i jesteśmy obywatelami jednej ojczyzny". Zrównanie płac ułatwiłaby też postulowana likwidacja przerostów kadrowych w administracji i obniżenia pensji personelowi inżynieryjnemu.

Za największą anomalię w dziedzinie płac uważano w kopalni wysokie, bo wynoszące 1800 zł uposażenie straży pożarnej. Ponieważ pożary na terenie kopalni zdarzały się bardzo rzadko, utrzymywała się o strażakach opinia, że otrzymują pieniądze „za nic".

Uprzywilejowanie kopalni

Choć w czasie przeprowadzania badań konińska elektrownia funkcjonowała zaledwie od dwóch lat, już wtedy naukowiec odnotował rywalizację jej pracowników z załogą kopalni. „Wśród pracowników elektrowni wytworzył się dodatkowo swoisty kompleks niższości w związku z rywalizacją, jaką - nie tylko zresztą na odcinku uposażeń - zakład ten toczy z kopalnią. Wobec tego, że dwa zakłady zmuszone są ściśle z sobą współpracować do tego stopnia, że jeden bez drugiego właściwie nie może istnieć, wydaje się wielu pracownikom elektrowni rzeczą nierozsądną i krzywdzącą uprzywilejowanie kopalni w dziedzinie płac.”

Nie zmieniał tego nawet fakt, że średnia płaca w obydwu zakładach przewyższała średnią krajową. Bo choć w 1959 roku w elektrowni przeprowadzono podwyżki płac (w grupie robotników o prawie 30 proc, dla kadry inżynieryjno-technicznej o 9 proc i w grupie pracowników administracyjno-biurowych o 6,5 proc.), to nadal średnie wynagrodzenie pracowników kopalni utrzymywało się na nieco wyższym poziomie.

Wyzywają od najgorszych

Naukowiec postawił tezę, że narzekania na niskie płace, częste zwłaszcza wśród robotników, wynikają z faktu, iż obowiązujące zasady wynagradzania nie są dostatecznie jasno i przejrzyście sprecyzowane, a w związku z tym nie zawsze są zrozumiałe dla pra­cowników.

Przekonanie o tym, że wysokość zarobku zależy od dobrej woli czy też po prostu widzimisię kierownictwa zakładu, a nie od obiektywnych wyników w pracy - zauważa w swojej pracy Władysław Markiewicz - mogło zrodzić się również wskutek niewłaściwie realizowanych zasad premiowania. Winni temu byli szczególnie niektórzy sztygarzy, którzy ulegając zwolennikom zrównania płac dla świętego spokoju zapisywali wszystkim robotnikom te same wskaźniki wydajności pracy. Podobnie działo się w elektrowni, co uderzało w rezultacie w najbardziej wydajnych pracowników i rodziło wśród pozostałych przekonanie, że premia to należny im dodatek do pensji.

strona 1 z 2
strona 1/2
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Inżynierowie zarabiali za dużo a strażacy dostawali pieniądze za nic
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole