Jan Englert i jego powrót na duży ekran. Owacje w Koninie i przesłanie dla młodych

Jakość kontra kultura lajków
Aktor nie krył sceptycyzmu wobec cyfrowych rankingów popularności. – Nie ma większych oszustw niż te, które wyrażamy w cyferkach i algorytmach. Jestem z pokolenia, które stawia jakość ponad ilość. Ta deklaracja współbrzmiała z artystyczną konsekwencją teatru, który stawia na „tu i teraz”, a nie na natychmiastowość kliknięcia. Radość dawania (i jego pułapki) W najbardziej osobistym fragmencie spotkania Englert przyznał, że jego życiowym odkryciem była przewaga dawania nad braniem. – Dawanie daje ogromną frajdę, ale jest niebezpieczne – bo gdy nie zostaje odwzajemnione, strasznie boli. Zachęcał przy tym do szukania równowagi między obiema postawami – i w sztuce, i w codziennym życiu.
Od Pigmaliona do studentów
Choć opuścił gabinet dyrektora Teatru Narodowego, wciąż czuje się nauczycielem. – Jeśli przechodzę do historii, to nie dlatego, że zagrałem kilka ról, ale dlatego, że bezinteresownie przekazuję to, co pożyczyłem od mistrzów.
Przesłanie dla młodych twórców
Na koniec zwrócił się do uczestników Ogólnopolskiego Konkursu Filmów Niezależnych: – Poszerzajcie swoją przestrzeń. Jeśli macie potrzebę napisać wiersz – piszcie. Nawet grafomański tekst może być świetną terapią – zachęcał, przypominając, że każdy zawód może (i powinien) być twórczy. Spotkanie w Koninie pokazało Englerta jako wybitnego artystę i czujnego obserwatora współczesności. Jego opowieść – o odwadze przepraszania, wartości kompromisu i potrzebie humanizmu w czasach sztucznej inteligencji – publiczność nagrodziła owacją na stojąco. A pytanie, z którym wyszli słuchacze, brzmiało prosto: czy potrafimy być twórcami własnej codzienności, zamiast tylko kolekcjonerami lajków?




