Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościMiędzy księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła

Między księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Między księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła
Konińskie Wspomnienia

Wznoszenie każdego kościoła – przynajmniej w Polsce – ma mniej lub bardziej trudną a bywa, że mocno kontrowersyjną historię. Najwięcej emocji budzą finanse, bo inwestycję fundują wierni, a duża część proboszczów z oporem przyjmuje ideę przejrzystości parafialnych finansów. Nawet na tym niełatwym tle dzieje budowy świątyni na konińskim Laskówcu (fot. 1, 2) obfitowały w wydarzenie nadzwyczajne a nawet skandaliczne.

Rozpoczęta pod sam koniec XX wieku inwestycja po roku stanęła, a wśród wiernych zaczęły krążyć najbardziej sensacyjne wersje wyjaśnień, dlaczego tak się stało. Najpopularniejsza głosiła, że pieniądze przeznaczone na świątynię ówczesny proboszcz przegrał w karty. A kiedy kilka lat później przy rozgrzebanej budowie zaczął rosnąć wielki kompleks hotelowo-restauracyjny, poszła fama, że to na tę inwestycję proboszcz przeznaczył parafialne fundusze. Ale najgorsze wydarzyło się kilka lat później, kiedy ksiądz został przyłapany w hotelowym pokoju z kelnerką.

Bez kosztorysu

Ksiądz Paweł (będę o nim pisał bez nazwiska, bo nie jest moją intencją psucie mu opinii tam, gdzie obecnie pracuje) pojawił się w Laskówcu w połowie lat dziewięćdziesiątych z zadaniem utworzenia nowej parafii dla mieszkańców Laskówca, Grójca, Woli Podłężnej, Nowego Czarkowa, Żrekiego i części Rudzicy. Wtedy to było niespełna 3 tys. ludzi. Budowa kościoła według projektu Barbary Bieleckiej, tej od licheńskiej bazyliki, ruszyła w październiku 1998 roku. Wykonawcą był również znany z Lichenia Budimex.

– Ja nawet nie przymierzałem się do opracowania kosztorysu tej inwestycji – przyznawał szczerze w rozmowie ze mną w sierpniu 2005 roku ksiądz Paweł – bo gdybym znał jej koszt, nigdy bym pewnie się na nią nie porwał. Ale też niemal od początku swojej tu obecności myślałem o działalności gospodarczej, która miałaby zasilać parafialny budżet.

Pierwsza msza

Już po roku mury głównej nawy stały gotowe, ale koszty budowy były tak wysokie, że wierni nie byli w stanie ich pokryć. W rezultacie jesienią 2000 roku parafia była winna głównemu wykonawcy około 300 tys. zł (dzisiaj to co najmniej dwukrotnie więcej). Obie strony uznały, że trzeba wstrzymać prace. To wtedy właśnie powstały plotki, że budowa stoi, bo proboszcz przegrał w karty pieniądze na nią przeznaczone. Choć gołym okiem było widać, że wartość wykonanych prac grubo przekracza ofiary wniesione przez parafian, ludzie wiedzieli swoje.

W 2000 roku został położony dach nad główną nawą i widok świątyni w stanie surowym poruszył widocznie parafian, bo znów szerszym strumieniem popłynęły datki. Rok później w kościele odbyła się pierwsza msza i zaczęto budować plebanię, do której księża wprowadzili się w 2003 roku.

Hojny Budimex

Jeszcze przed ukończeniem plebanii Budimex zgodził się umorzyć parafii 85 procent długu. Pytany, czy jego kościół musiał być tak okazały, a co za tym idzie kosztowny, ksiądz Paweł odpowiedział, że na terenie parafii czeka na zabudowę ponad sto hektarów działek budowlanych i za kilka lat liczba parafian prawdopodobnie się podwoi. Wtedy miejsca dla wszystkich wiernych na pewno zabraknie.

Wiosną 2005 roku odbyło się zebranie rady parafialnej, podczas którego proboszcz namawiał jej członków do kontynuacji budowy świątyni. Jej następnym etapem miało być bardzo kosztowne położenie żelbetowego wieńca na wznoszących się za główną nawą filarach. A pozostałyby jeszcze do wykonania dwie nawy boczne i kopuła, pod którą mieści się dzisiaj główny ołtarz. Rada parafialna przekonała jednak swojego duszpasterza, że bardziej potrzebna jest dzwonnica, w której znajdzie się kaplica przedpogrzebowa.

Kana Galilejska

Tymczasem już od jesieni 2004 roku w bezpośrednim sąsiedztwie niedokończonego kościoła rósł - jak można było przeczytać na tablicy informacyjnej – „Dwór Biesiadny «Kana Galilejska». Inwestorem była spółka, której jednym z udziałowców był ksiądz proboszcz, ale nie jako reprezentant parafii, tylko osoba prywatna. Z „Kany Galilejskiej” w nazwie zrezygnowano po krytyce ze strony wiernych i konińskich mediów i został tylko „Dwór Biesiadny”.

strona 1 z 2
strona 1/2
Między księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła
Między księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła
Między księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole