Między księdzem, kelnerką a wspólniczką, czyli historia budowy kościoła
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

– To oczywiste, że zyski z działalności Dworu będą przeznaczane na budowę kościoła parafialnego – zapewniał z mocą mój rozmówca. – A występuję w tej spółce jako osoba prywatna z tej racji, że zaangażowałem w to przedsięwzięcie swoje własne, a nie parafialne pieniądze.
Ksiądz proboszcz wniósł aportem do spółki sąsiadujący z kościołem grunt o powierzchni 76 arów, który zakupił, jak mówił, z własnych oszczędności i pieniędzy otrzymanych od rodziny. Proboszcz nie zgadzał się z krytykami jego pomysłu, przypominając, że działalność gospodarcza to codzienność w parafiach kościoła rzymsko-katolickiego w Europie zachodniej, gdzie stanowi ona podstawę ich utrzymania.
Ksiądz i kelnerka
Po kilku publikacjach w konińskich mediach w 2005 roku o budowie kościoła na Laskówcu zrobiło się cicho. Cisza trwała cztery lata, a dokładnie do 28 sierpnia 2009 roku, kiedy krótko po godzinie siódmej rano pracownicy recepcji hotelu „Gregor” w Pszczółkach, miejscowości leżącej kilkanaście kilometrów od Gdańska, wezwali policję, by rozdzielić szarpiących się ze sobą mężczyznę i kobietę.
Jak się okazało, interwencji stróżów prawa domagali się oboje. Kobieta powtarzała, że ten oto ksiądz (to słowo wymówiła kilkakrotnie głośno i wyraźnie) szarpie ją i grozi, że ją zniszczy. Nie było łatwo odtworzyć przebieg wydarzeń, gdyż główne postaci tej obyczajowej farsy nabrały wody w usta i mówić o nich nie chciały, ale widowisko było tak rzadkiej urody, że mieszkańcy czterotysięcznych Pszczółek pewnie do dzisiaj je wspominają.
Awantura przed śniadaniem
Otóż wspólniczka księdza przedstawiła się pracownikom recepcji jako detektyw, by uzyskać informację, czy w hotelu przebywa ksiądz Paweł z kelnerką Agnieszką (tu padły nazwiska). Do starcia doszło, gdy para zeszła na śniadanie. Przybyłym policjantom ksiądz tłumaczył, że mógł nawet powiedzieć do swej wspólniczki coś niestosownego, ale zdenerwował się, bo chciał z nią porozmawiać na zewnątrz, by nie dopuścić do niepotrzebnego zamieszania.
Tymczasem wspólniczka najwyraźniej parła do udokumentowania dwudobowej już schadzki 45-letniego duchownego z młodszą o dziesięć lat kelnerką, co budziło spore rozbawienie u większości obserwatorów zajścia. Jak wyjaśniała później, przyjechała za księdzem i kelnerką, żeby ostatecznie wyjaśnić nieporozumienia, jakie od jakiegoś czasu narosły między wspólnikami „Dworu Biesiadnego”.
Kto pierwszy do pieniędzy
Poszło oczywiście o pieniądze. Inwestycja w osiemdziesięciu procentach finansowana była z kredytu bankowego i oboje zgodnie dbali, żeby dług był na bieżąco spłacany. Tak było do 2004 roku, kiedy przyjęta została do pracy nowa kelnerka. Od tej chwili to Agnieszka stała się prawą ręka księdza, a oficjalna wspólniczka, odpowiedzialna w tym zespole za sprawy księgowe, zaczęła mieć kłopoty nawet z dostępem do dokumentów. Doszło nawet do tego, że ścigali się, kto pierwszy odbierze pieniądze. Księgowa umawiała się z klientami na przelew, a jej wspólnik potrafił w nocy, jeszcze podczas wesela, zażądać nagle gotówki.
O incydencie w Pszczółkach kuria biskupia dowiedziała się trzy dni później od dziennikarzy dopytujących o konsekwencje, jakie poniesie ksiądz proboszcz. Po kilku godzinach wydano komunikat, z którego wynikało, że ksiądz Paweł został zwolniony z funkcji proboszcza i ukarany suspensą, a więc zakazem odprawiania mszy, udzielania komunii, spowiadania, a nawet noszenia sutanny.
Doskonały ksiądz
Straszący przez długie lata gołymi podporami z wystającym z nich zbrojeniem (fot. 3), które czekały na budowę bocznych naw, kościół na Laskówcu jest teraz ozdobą osiedla. Wprawdzie widać jeszcze przy nim robotników budowlanych, ale cała bryła świątyni jest już zamknięta i śmiało można ją zaliczyć do najładniejszych w Koninie. Tym gorzej wygląda przy niej wciąż nieotynkowana plebania.
„Dwór Biesiadny” został sprzedany i nie nosi już dzisiaj żadnej nazwy, wygląda wręcz jakby był nieużywany. Ksiądz Paweł wrócił do pracy duszpasterskiej, a w parafii, do której kilkanaście lat temu trafił jako wikary, odbyła się jakiś czas temu manifestacja wiernych domagających się powołania go na stanowisko proboszcza zamiast innego kandydata, który się parafianom nie spodobał. „Jest doskonałym księdzem” – twierdzili zgodnie.
Pogoda bywa kapryśna – kliknij teraz i sprawdź prognozę, żeby nie dać się jej przechytrzyć!







