Mistrz zjadł i popił
Dodano: , Żródło: terazKonin.pl

Nowym Mistrzem Polski w Jedzeniu Kopytek na Czas został 54-letni Czesław Staśkowiak, który najszybciej opróżnił również litrowy pojemnik z maślanką.
Kiedy na scenie konińskiego amfiteatru pojawił się Zbigniew Nowaliński, wydawało się, że po raz trzeci sięgnie po tytuł Mistrza Polski w Jedzeniu Kopytek na Czas. Falstart sprawił, że jury doliczyło mu pięć sekund i przegrał z Czesławem Staśkowiakiem, który wygrał również zawody w piciu maślanki na czas.
Do zawodów w pochłanianiu (bo taki termin wydaje się właściwszy od pospolitego jedzenia) kopytek na czas stanęło dziesięciu zawodników, z których największe zainteresowanie budził Zbigniew Nowaliński – zwycięzca z 2010 i 2009 roku, który szczycił się, że nie gryzie, tylko od razu w całości łyka kopytka. Swoją metodę zastosował i tym razem, ale przegrał już na starcie, bowiem pierwszą kluskę połknął, zanim prowadzący zawody dał sygnał do startu, za co doliczono mu pięć karnych sekund.
W rezultacie wygrał Czesław Staśkowiak, który potrzebował zaledwie jednej minuty, ośmiu sekund i 87 setnych sekundy, by pochłonąć kilogram kopytek. Jak sam później przyznał, część z nich połykał, więc zastosował taktykę podobną do pokonanego rywala. Na udział w zawodach namówiła pana Czesława żona, która również stanęła do rywalizacji, choć zajęła miejsce poza podium. Ponieważ był tam również ich syn, można by powiedzieć, że państwo Staśkowiakowie przyszli do amfiteatru na niedzielny obiad, gdyby nie fakt, że w południe na stole w ich domu pojawił się tradycyjny rosół i pieczony kurczak na drugie danie. – Zawsze mogłem dużo zjeść i wypić – przyznał Czesław Staśkowiak, dodając, że wieczorem na pewno zje też kolację.
Dariuszowi Majchrzakowi, zdobywcy trzeciego miejsca, zjedzenie kilograma kopytek zajęło minutę i prawie piętnaście sekund.
Czesław Staśkowiak wypił litr maślanki w trzynaście i pięćdziesiąt setnych sekundy, za co otrzymał między innymi reklamówki pełne maślanki od spółdzielni mleczarskiej z Koła. Drugi Marcin Piekuta potrzebował ponad pięć sekund więcej, a trzeci Piotr Sochacki prawie dwa razy tyle czasu, co zwycięzca. Ponieważ Czesław Staśkowiak zapowiedział, że za rok znów stanie do zawodów, rywalizacja zapowiada się ciekawie. Tym bardziej, że panowie mają na trening cały rok.
Kiedy na scenie konińskiego amfiteatru pojawił się Zbigniew Nowaliński, wydawało się, że po raz trzeci sięgnie po tytuł Mistrza Polski w Jedzeniu Kopytek na Czas. Falstart sprawił, że jury doliczyło mu pięć sekund i przegrał z Czesławem Staśkowiakiem, który wygrał również zawody w piciu maślanki na czas.
Do zawodów w pochłanianiu (bo taki termin wydaje się właściwszy od pospolitego jedzenia) kopytek na czas stanęło dziesięciu zawodników, z których największe zainteresowanie budził Zbigniew Nowaliński – zwycięzca z 2010 i 2009 roku, który szczycił się, że nie gryzie, tylko od razu w całości łyka kopytka. Swoją metodę zastosował i tym razem, ale przegrał już na starcie, bowiem pierwszą kluskę połknął, zanim prowadzący zawody dał sygnał do startu, za co doliczono mu pięć karnych sekund.
W rezultacie wygrał Czesław Staśkowiak, który potrzebował zaledwie jednej minuty, ośmiu sekund i 87 setnych sekundy, by pochłonąć kilogram kopytek. Jak sam później przyznał, część z nich połykał, więc zastosował taktykę podobną do pokonanego rywala. Na udział w zawodach namówiła pana Czesława żona, która również stanęła do rywalizacji, choć zajęła miejsce poza podium. Ponieważ był tam również ich syn, można by powiedzieć, że państwo Staśkowiakowie przyszli do amfiteatru na niedzielny obiad, gdyby nie fakt, że w południe na stole w ich domu pojawił się tradycyjny rosół i pieczony kurczak na drugie danie. – Zawsze mogłem dużo zjeść i wypić – przyznał Czesław Staśkowiak, dodając, że wieczorem na pewno zje też kolację.
Dariuszowi Majchrzakowi, zdobywcy trzeciego miejsca, zjedzenie kilograma kopytek zajęło minutę i prawie piętnaście sekund.
Czesław Staśkowiak wypił litr maślanki w trzynaście i pięćdziesiąt setnych sekundy, za co otrzymał między innymi reklamówki pełne maślanki od spółdzielni mleczarskiej z Koła. Drugi Marcin Piekuta potrzebował ponad pięć sekund więcej, a trzeci Piotr Sochacki prawie dwa razy tyle czasu, co zwycięzca. Ponieważ Czesław Staśkowiak zapowiedział, że za rok znów stanie do zawodów, rywalizacja zapowiada się ciekawie. Tym bardziej, że panowie mają na trening cały rok.
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!
Przeczytaj również:Dni Konina


























