Oskarżyli Wojewódzki Dom Kultury w Koninie o... sabotaż derbów
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Spotykając się na imprezie w drugiej połowie lat siedemdziesiątych czy podczas rozmów na szkolnym korytarzu mówiliśmy Laskowikiem. Każdy starał się mieć nagrania kolejnych programów Teya, których słuchało się razem z całą rodziną, płacząc przy tym ze śmiechu. Oglądać go mogliśmy - w duecie ze Smoleniem - i słuchać na żywo dopiero na Derbach Estradowych w konińskim amfiteatrze.
Dzisiaj o każdej porze dnia i nocy występy polskich kabaretów pokazuje przynajmniej kilka stacji telewizyjnych. W tamtym czasie Zenon Laskowik zaczął się wprawdzie pojawiać w telewizji (np. w programie „Narodziny gwiazdy” w Magazynie Studia Gama), ale to były programy realizowane i emitowane od wielkiego dzwonu i pozbawione najostrzejszych dowcipów z czytelnymi aluzjami wymierzonymi we władze.
Mieliśmy ambicje
Pomysł zrealizowania maratonu kabaretowego w Koninie był więc bardzo odważny i ryzykowny dla autora. Jak to się stało, że mimo wszystko udało się nie tylko doprowadzić w Koninie do pierwszej edycji takiej imprezy w 1978 roku, ale i kontynuować jako wydarzenie cykliczne przez kilka następnych lat?
„Mieliśmy ambicje, by organizować poważne imprezy o zasięgu ponadlokalnym, a nawet ogólnokrajowym” – wyznaje w swoich wspomnieniach zatytułowanych „Sen o Koninie” Kazimierz Lipiński, który od 1977 roku był dyrektorem Wojewódzkiego Domu Kultury w Koninie (więcej o nim i o tym, jak doszedł do tego stanowiska w artykule „Na pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów”). Po kilku wizytach w Warszawie Kazimierz Lipiński nawiązał dobre kontakty z Józefem Tejchmą, ówczesnym ministrem kultury, który skierował go do dyrektora Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych. ZPR były wtedy – jak napisał bohater naszej opowieści – jedyną instytucją państwową, której zadaniem było dostarczanie obywatelom szeroko rozumianej rozrywki.
Derby lepsze od Opola
„Dość odważnie zaproponowałem, żeby to była pierwsza w Polsce impreza kabaretowa, zorganizowana na dużej scenie, w otwartej przestrzeni, z kilkutysięczną widownią” – czytamy dalej w „Śnie o Koninie”. - „Nigdy wcześniej w Polsce nie było tego rodzaju imprezy, a kabarety występowały zazwyczaj na małych scenach klubowych”.
Konin nie miał odpowiedniego doświadczenia, więc tę pierwszą imprezę, która odbyła się 17, 18 i 19 lipca 1978 roku, organizowały głównie ZPR, zatrudniając większość fachowców, od reżysera poczynając, przez scenarzystę i scenografa, po zawarcie umów z artystami.
„Do nas należało przygotowanie amfiteatru, wykonanie scenografii i obsługa administracyjna” – wspomina Kazimierz Lipiński.
Co ciekawe na tej pierwszej imprezie nie było Laskowika ani nikogo z aktualnego składu Teya. Wystąpił za to Janusz Rewiński, który akurat w tym samym czasie poznański kabaret opuścił, a na jego miejsce wszedł do zespołu Bogdan Smoleń (na fot. 1 od lewej, w środku Kazimierz Lipiński). Na plakacie zapowiadającym imprezę (il. 2) pojawiły się za to nazwiska innych znanych autorów kabaretowych: Tadeusza Drozdy, Krzysztofa Daukszewicza czy Jonasza Kofty. Oprócz tego wielu popularnych w tamtym czasie wykonawców estradowych jak Danuta Rinn, Andrzej Rosiewicz, Bohdan Łazuka i Alicja Majewska. A trzydniowy program anonsowano na plakacie buńczuczną zapowiedzią, że „już w tym roku I Derby będą lepsze od Opola!”. Ciekawostką były też nietypowe jak na taką imprezę dni, bo pierwszy koncert odbył się w poniedziałek (fot. 3), a ostatni we środę.
Pieniędzy nie odzyskali
„Od strony organizacyjnej nie był to sukces, ponieważ mieliśmy bardzo duży problem z rozprowadzeniem biletów” – pisze w swojej książce Kazimierz Lipiński. Bilet na jeden koncert kosztował 100 zł, a że impreza odbywała się po raz pierwszy, koninianie nie bardzo wiedzieli, czy warto wydać tyle pieniędzy. W rezultacie widownia nie została zapełniona.
„ZPR-y oskarżyły nas, że specjalnie coś poszło nie tak. Sądzę, że konińska publika, nie mając doświadczeń, nie potrafiła ocenić, na czym będzie polegał spęd wielu kabareciarzy w jednym miejscu i czasie. Bilety nie były wcale tanie, więc mieszkańcy poszli niechętnie na imprezę, po której nie wiadomo czego można się było spodziewać. Poza tym cenę biletów określiły ZPR-y w oderwaniu od możliwości naszych widzów. Organizatorzy zainwestowali duże pieniądze, no i chcieli je odzyskać, a nawet zarobić”.
Trzy dni zabawy
Drugie derby zorganizował już samodzielnie koniński dom kultury, a dyrektorem festiwalu został Kazimierz Lipiński, choć uczciwie podkreśla, że sam nie dałby rady tego zrobić, „szczególnie na początku, przy organizacji pierwszych edycji”. Pomagali mu jego zastępcy i zapewne cały zespół pracowników WDK. Przygotowania do lipcowego koncertu zaczynały się już w grudniu poprzedniego roku.
Mamy swój kanał nadawczy. Dołącz i bądź na bieżąco!







