Na pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Mało kto wie, że na pierwsze konińskie derby w 1978 roku nie sprzedano wszystkich biletów i impreza poniosła finansową klapę. Niewiele też brakowało, żeby zamiast maratonu kabaretowego sztandarową imprezą naszego amfiteatru był... festiwal zespołów cygańskich.
Druga połowa lat siedemdziesiątych była czasem mojego dorastania do dorosłości w szybko zmieniającym się Koninie. Część z tych nowości – derby kabaretowe z po raz pierwszy oglądanym na żywo Zenonem Laskowikiem czy nieco później klub nocny a przede wszystkim coraz lepsze warunki działania klubu filmowego, z którym byłem wtedy związany - trwale połączyły się w mojej pamięci z nazwiskiem Kazimierza Lipińskiego, który od 1977 roku był dyrektorem Wojewódzkiego wtedy Domu Kultury w Koninie. Z powyższych powodów tom z jego wspomnieniami pod tytułem „Sen o Koninie” otwierałem z wielkim zaciekawieniem.
Zaczynał od spawacza
Do domu kultury Kazimierz Lipiński trafił prosto z Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Koninie, gdzie – jak pisze – nie chciał dłużej pracować i po około roku od zatrudnienia poprosił o przeniesienie. A przez ten krótki czas dał się poznać choćby z przygotowania niezwykle bogatej, niespotykanej do tej pory w naszym mieście, oprawy pochodu pierwszomajowego w 1976 roku (fot. 1).
Jego awans na dyrektora konińskiego domu kultury jest tym bardziej zaskakujący, że pracę zawodową zaczynał w 1967 roku w Konińskich Zakładach Naprawczych w Koninie od stanowiska... spawacza w dziale remontu koparek, a skończył jako asystent dyrektora Wiktora Warchała.
Wielkie wyzwania i rozmach
W „Śnie o Koninie” pisze o sobie, że lubił wielkie wyzwania i rozmach w działaniu. To bardzo pomagało Kazimierzowi Lipińskiemu w życiu, bo gdziekolwiek rzuciły go koleje losu, szybko tę jego cechę dostrzegano i skrzętnie wykorzystywano. Tak było w harcerstwie, gdzie przy organizacji obozów zdobył pierwsze doświadczenia, a potem w wojsku.
Tutaj już podczas wstępnego przeszkolenia wykazał się – wspomina – „talentem w organizowaniu budowy”. Został więc w stopniu kaprala dowódcą drużyny zajmującą się obsługą drobnych budów i inwentaryzacji zasobów magazynowych jednostki (fot. 2). W jednym z przydziałów miał nawet własne mieszkanie z telefonem. Do domu wrócił ze stopniem plutonowego.
Dziesięciometrowy krzyż
Jeszcze w tym samym roku w cywilu powierzono mu udekorowanie sali gimnastycznej szkoły górniczej w Koninie, w której odbywał się w 1964 roku zjazd i wybory naczelnika ZHP.
- Wymyśliłem, że głównym elementem dekoracji będzie ogromny dziesięciometrowy krzyż harcerski, wyrzeźbiony w jakimś tworzywie, wokół którego rozstawiono stoły prezydialne, udekorowane zielonym suknem i bukietami biało-czerwonych kwiatów – wspomina Kazimierz Lipiński. - Nowy naczelnik powiedział po wyborach, że wielokrotnie uczestniczył w podobnych spotkaniach, ale jeszcze nigdy w życiu nikt nie zrobił mu takiej przyjemności i nie widział tak dobrze udekorowanej sali.
Do szkoły w kalesonach
W 1967 roku Kazimierz Lipiński rozpoczął pracę w Konińskich Zakładach Naprawczych Przemysłu Węgla Brunatnego, które dzisiaj bardziej są już znane pod późniejszą nazwą FUGO. Jak to się stało, że późniejszy dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury został spawaczem?
„Mój tata, będąc kupcem i tzw. prywaciarzem, dostał wówczas od władz komunistycznych wilczy bilet” – pisze w książce Kazimierz Lipiński.
Ponieważ głowa rodziny długo pozostawała bez pracy, ich sytuacja materialna była bardzo trudna. Do tego stopnia, że mały Kazio chodził do szkoły w przefarbowanych kalesonach, bo na zakup porządnych spodni dla chłopaka nie było ich stać. Oczywiste było, że w tej sytuacji po ukończeniu podstawówki 14-latek musiał szybko się usamodzielnić, a więc zdobyć zawód. W 1959 roku Kazik poszedł więc do zawodówki, gdzie zdobył zawód ślusarza-spawacza.
„Pamiętam, że w ramach pracy dyplomowej musiałem wykonać kombinerki z surowej odkuwki kowalskiej. Z perspektywy lat dobrze oceniam ten czas, ponieważ naprawdę nabyłem tam wiele przydatnych umiejętności” – pisze w „Śnie o Koninie”.
„Zawsze chciałem więcej”
Ponieważ Kazimierz Lipiński nadal działał aktywnie w harcerstwie, gdzie dochrapał się stopnia harcmistrza i organizował między innymi obozy międzynarodowe, przełożeni szybko się zorientowali, że mają pracownika, którego mogą wykorzystać z dużo większym dla przedsiębiorstwa pożytkiem. W ten sposób trafił do technikum górniczego, z którego wyszedł po trzech latach z maturą i tytułem technika.
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!






