Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościNa pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów

Na pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Na pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów
Konińskie Wspomnienia

„Jako człowiek ambitny, zawsze chciałem więcej” - pisze. „I zmobilizowany przez dyrektora na przełomie lat 60. i 70. podjąłem studia zaoczne”, które ukończył z tytułem magistra prawa i administracji, co zaowocowało wkrótce awansem na stanowisko kierownika działu socjalnego.

Stołówki, działki i mieszkania

Kto pamięta czasy minionego ustroju, wie doskonale, że dział socjalny w wielkim przedsiębiorstwie państwowym to właściwie osobna duża firma. Kazimierz Lipiński zaczął z przytupem, całkowicie zmieniając organizację zakładowej stołówki, która nie dawała rady w ciągu godzinnej przerwy wydać obiady dla 4 tys. pracowników! Od tej chwili każdy wydział miał własną stołówkę w hali „z organizacją przerw obiadowych dostosowaną do czasu i profilu działalności”.

Oprócz ogromu odpowiedzialności bohater naszej opowieści zyskał niezwykłą w tamtych czasach władzę, bo należało do niego przydzielanie mieszkań pracowniczych, rozdział działek rekreacyjnych nad Jeziorem Mikorzyńskim, działek budowlanych w Niesłuszu oraz ogródków działkowych. Oprócz tego podlegał mu ośrodek wypoczynkowy FUGO nad tymże jeziorem, ośrodek zdrowia, hotel robotniczy w wieżowcu przy ul. Dworcowej (tuż obok Domu Kultury „Hutnik”), wczasy pracownicze, kolonie dla dzieci, świąteczne paczki i wiele innych, które powodowały, że – jak pisze „mogłem poczuć się ważny". I był ważny, bo działki nad jeziorem i inne dobra chcieli mieć również najważniejsi w mieście i województwie funkcjonariusze PZPR i nie tylko oni.

Badał Ursusa

Z tego czasu Kazimierz Lipiński wspomina udział w pewnym kursie, który bardzo dobrze ilustruje niewydolność socjalistycznego modelu gospodarczego. Szkolenie dotyczyło wdrażania metody zarządzania i organizacji produkcji przez cele, a organizował go w słynnej fabryce traktorów Ursus zespół ekspertów z Anglii. Po przeprowadzeniu zajęć teoretycznych na temat nowej metody organizatorzy podzielili uczestników szkolenia na zespoły, które miały obserwować poszczególne działy i etapy produkcji Ursusa.

„Zostałem jednym z konsultantów do spraw przeprowadzenia analizy efektywności i kontroli produkcji, odpowiadając za odcinek zamówień i dostaw narzędzi i materiałów dla tamtejszej odlewni. Miałem sprawdzić, dlaczego odlewnia ma braki i niedostatki produkcji na poziomie ponad 30 proc.” – zanotował autor wspomnień. – „Rozpoznałem dokładnie kto zamawia materiały, ile ich potrzeba, a ile zamówiono, kto, gdzie i co skierował, kto zrealizował pierwszy etap i co zużył, co się działo w drugim etapie itd. Cały zespół codziennie spotykał się na odprawie i każdy opowiadał, co zbadał i co działa nie tak jak powinno”.

Anglicy się wycofali

Rezultatem pracy zespołu było „sprawozdanie z podaniem procedur, liczby, dat, nazwisk, stopni zawodowych, pełnionych funkcji oraz podaniem wniosków o niegospodarności kierownika X, braku kompetencji zaopatrzeniowca Y, wymianie nadliczbowo zatrudnionych i niedouczonych pracowników umysłowych, wymianie kadry technicznej, braku narzędzi itd.”.

Anglicy zarekomendowali zwolnienie wszystkich winnych złego funkcjonowania zakładu, ale jak się okazało – pisze Kazimierz Lipiński – „kierownik X był przewodniczącym rady zakładowej, zaopatrzeniowiec Y był działaczem Związku Młodzieży Socjalistycznej, inny kierownik był członkiem PZPR, a jego kolega działaczem związków zawodowych, no i żadnego z nich nie można było zwolnić! Ostatecznie doszło do takiej sytuacji, że Anglicy wycofali się, ponieważ okazało się, że system był... niereformowalny, a wszyscy ważni, odpowiedzialni za kryzys w procesie produkcji traktorów okazali się być nienaruszalnymi funkcjonariuszami państwa”.

Urząd w Koninie jak Ursus

Kurs bardzo się jednak przydał Kazimierzowi Lipińskiemu, który – jak twierdzi - nauczył się i do tej pory stosuje z powodzeniem w działalności swojej firmy metodę organizacji i zarządzania przez cele.

„Mało tego, metodę tę już dawno temu rekomendowałem również prezydentowi Konina do wprowadzenia w Urzędzie Miejskim, ale odniosłem wrażenie, że wówczas urząd pracował trochę tak jak słynny producent traktorów”.

Zainteresowanych powstaniem (między innymi) derbów kabaretowych w Koninie i art klubu w podziemiach Wojewódzkiego Domu Kultury zapraszam do lektury drugiej części mojego streszczenia wspomnień Kazimierza Lipińskiego, które ukażą się w portalu LM.pl jeszcze w tym tygodniu. Niecierpliwym polecam zakup książki „Sen o Koninie” w księgarni MAWI przy ulicy 3 Maja 2, w której wszystko, co tutaj opisuję, przedstawione jest znacznie obszerniej. Na przykład historia aresztowania Kazimierza Lipińskiego i jego półtorarocznego pobytu w odosobnieniu w połowie lat osiemdziesiątych czy realizacja pomysłu budowy bulwarów nad Wartą w Koninie i wiele, wiele innych wspomnień zebranych na ośmiuset stronach papieru kredowego z kolorowymi, również archiwalnymi zdjęciami.

strona 2 z 2
strona 2/2
Na pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów
Na pierwsze derby kabaretowe w amfiteatrze przyszło... za mało widzów
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole