Po trzykroć Napoleon! Jacek Wiśniewski rozmawia z Szymonem Jagodzińskim
Materiał promocyjny

.jpg)
Firma księgarska Mawi sp.j. Jacek Wiśniewski, Jerzy Majewski
jest beneficjentem programu własnego Instytutu Książki „Certyfikat dla małych księgarni”
Jak to się stało, że ty - uczeń nie licealnej klasy humanistycznej, po maturze wylądowałeś na Wydziale Historii UAM w Poznaniu?
Nie będę chyba oryginalny mówiąc, że historia fascynowała mnie od dziecka. Barwa, broń, bitwy i wszystko co związane z pojęciem konfliktu zbrojnego bardzo mnie ciekawiło. Z pewnych względów moje zainteresowania dotyczyły początkowo tylko II wojny światowej, a więc Armia Czerwona i Ludowe Wojsko Polskie. Panująca cenzura w czasach PRL nie pozwalały na bliższe zapoznanie się z wojskowością np. III Rzeszy. Z oczywistych względów historia była moim ulubionym przedmiotem w szkole.
Dzisiaj trudno mi do końca zrozumieć mój wybór szkoły średniej. Dlaczego nie liceum z profilem humanistycznym, tylko technikum zawodowe? Nie wykluczam, że wtedy i podkreślam to słowo „wtedy”, przekonały mnie argumenty, że będę miał i maturę, i zawód. A poziom historii w technikum (ówczesne hutnicze) był wysoki. Do dziś pamiętam wypracowanie z przeczytanych lektur (historycznych!). U mnie była to biografia gen. Jana Henryka Dąbrowskiego autorstwa Jana Pachońskiego. Pamiętam tę lekturę dobrze. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to moja pierwsza przygoda z epoką napoleońską.
Pod koniec szkoły średniej wiedziałem już, gdzie chcę iść dalej: Wydział Historyczny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Choć z pewnością było to mało rozsądne, złożyłem papiery tylko na tę uczelnię i ten wydział. Chyba nie brałem pod uwagę porażki. Pamiętam egzamin ustny przed czteroosobową komisją, a nawet niektóre pytania: specyfika wojny pozycyjnej 1914-1918, wojna koreańska 1950-1953, czy wojna sześciodniowa 1967 roku.
Studia pozwoliły mi rozwinąć zainteresowania II wojną światową, zwłaszcza, że w latach 1993-1994 zaczęły się w Polsce ukazywać pierwsze prace poświęcone siłom zbrojnym III Rzeszy i sojusznikom Osi. W tym kierunku – historia wojskowości – zacząłem kształtować swoją wiedzę i umiejętności. Pracę magisterską pt. „Porównanie dwóch największych bitew pancernych II wojny światowej - pod El Alamein i Kurskiem” obroniłem w katedrze Historii Wojskowości pod kierunkiem prof. dr. hab. Karola Olejnika. Studia dały mi jedną, bardzo cenną umiejętność: warsztat pozwalający szybko uzupełniać braki i sposoby wyszukiwania informacji w literaturze. Byłem bardzo częstym gościem w bibliotekach publicznych i właśnie wtedy zacząłem głębiej analizować także inne konflikty zbrojne w dziejach – od rzymskich legionów po wojnę iracko-irańską 1980-1988.
A więc zafascynowała ciebie historia wojskowości. To aż prosi się by spytać, czy po studiach "załapałeś" się na roczne szkolenie wojskowe?
Po studiach (a był to rok 1999) zgłosiłem się oczywiście do Wojskowej Komisji Uzupełnień w Koninie i otrzymałem skierowanie (wpisane do książeczki wojskowej, którą nadal posiadam) do odbycia szkolenia w Szkole Podchorążych Rezerwy w 2000 roku. Z powodów mi nieznanych, nie zostałem wezwany wtedy ani później. Ostatecznie siły zbrojne RP nie upomniały się o moją obecność i sprawa mojej „rekrutacji wojskowej” stała się historią.
A kiedy i dlaczego twoim idolem stał się niski Korsykanin, czyli Napoleon Bonaparte?
Na początek małe sprostowanie. Napoleon (vel Korsykanin) wcale nie był niski. Miał około 168-169 cm wzrostu. To był wzrost średni lub nawet nieco powyżej średniej od przeciętnego Francuza w tamtym czasie. A ta faktyczna średnia była nawet trochę niższa – 158 do 165 cm. Mit o małym Korsykaninie to przede wszystkim twór brytyjskiej propagandy, która w licznych karykaturach przedstawiała go jako karła w celu ośmieszenia jego osoby, a także różnicy w systemie miar: cal francuski był większy od cala angielskiego. W efekcie Napoleon, który miał 5 stóp i 2 cale, w przeliczeniu na system francuski miał wspomniane 168-169 cm. Gdyby jednak przeliczać parametry w systemie brytyjskim wychodziło – błędnie – tylko 157 cm.
Dlaczego Napoleon? Od początku interesowało mnie połączenie wydarzeń (bitwy, kampanie, formacje wojskowe) z osobą wodza: stratega i taktyka. Takie zainteresowania łączone występowały u mnie już wcześniej, choć nie na taką skalę jak u Napoleona. W czasie moich „podroży” po epokach historycznych pojawiały się takie „duety”: Hannibal – wojny punickie z Rzymem, Belizariusz i wojny Bizancjum o odbudowę Imperium Rzymskiego, Fryderyk II i wojny śląskie, czy Erwin Rommel i Afryka Północna (Afrikakorps).
Ostatecznie to Napoleon jako generał, konsul i cesarz, zajął całą moją przestrzeń historyczną. Po raz pierwszy zetknąłem się bliżej z nim i jego sztuką wojenną w 1989 roku, gdy w bibliotece osiedlowej wypożyczyłem książę Tomasza Malarskiego „Waterloo 1815”. Paradoksalnie, przygodę z Napoleonem zacząłem od jego klęski i upadku. Czytając o walkach w Belgii zwróciłem uwagę na terminologię wojskową, która bardzo mi przypominała okres II wojny światowej: korpusy, dywizje, brygady, pułki, bataliony. Poczułem się tak „swojsko”. No i postać naczelnego wodza, planującego, obecnego na miejscu, reagującego na zmienną sytuację. Mimo, że kampania wydawała się niektórym z góry przegrana, Napoleon nie poddawał się, dawał z siebie, ile tylko mógł, a jego żołnierze razem z nim.
Zacząłem zatem poznawać inne kampanie napoleońskie, inne bitwy i szczegóły polityczne dotyczące tej fascynującej epoki. Epoki, w której na polach bitew Europy błyszczał ponownie oręż żołnierza polskiego, a my mogliśmy się przez pewien czas cieszyć z posiadania własnego państwa, czyli Księstwa Warszawskiego. I tak pozostało do dziś. Nadal czuję historyczny sentyment do podbojów Republiki Rzymskiej, II wojny światowej w Afryce Północnej czy wojny Iraku z Iranem w latach 80. XX wieku. Ale dominującym okresem moich zainteresowań i badań jest czas wojen napoleońskich od I kampanii włoskiej w 1796 roku do klęski pod Waterloo w 1815 roku.
Po ukończeniu studiów, rozpocząłeś pracę w szkole. W jakich konińskich placówkach uczyłeś i uczysz do dzisiaj?
1 września 1999 roku podjąłem swoją pierwszą pracę w szkole jako nauczyciel historii. Była to Szkoła Podstawowa nr 9 w Koninie. Tam przepracowałem rok i z 1 września 2000 roku przeniosłem się do nowo utworzonego Gimnazjum nr 3 w Koninie. Pracowałem w nim do samego końca, czyli do zlikwidowania gimnazjów w 2017 roku. Wtedy pojawiła się szansa podjęcia dodatkowej pracy, na roczne zastępstwo, w I Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki w Koninie. W międzyczasie jako nauczyciel SP 9, nadal uczyłem ostatnie klasy gimnazjalne. Następnie, na kolejny rok, wróciłem do „podstawówki”, zaś od 2019 roku przeniosłem się na stałe do I LO w Koninie, gdzie pracuję jako nauczyciel historii do dzisiaj. Wcześniej uczyłem także filozofii w Zespole Szkół Technicznych w Koninie. Mój obecny staż pracy w szkole wynosi 26 lat.
Jak to się stało (i kiedy), że napisałeś i opublikowałeś swój pierwszy tekst historyczny. Na początku to były - zdaje się - artykuły do specjalistycznej prasy...
Zaczęło się jesienią 2018 roku, gdy mój kolega – rekonstruktor, przygotowujący tekst o artylerii górskiej II RP do serii Wielki Leksykon Uzbrojenia. Wrzesień 1939, poprosił mnie o pomoc. Miałem napisać mały rozdział dotyczący organizacji artylerii w niemieckich dywizjach górskich we wrześniu 1939 roku. Na wiosnę 2019 roku książeczka, z moim pierwszym drukowanym tekstem, ukazała się w sprzedaży. Wtedy stwierdziłem, że może warto opublikować inny, bardziej rozbudowany artykuł dotyczący II wojny światowej w większym czasopiśmie.
Na „warsztat” wziąłem moją autorską analizę porównawczą bitew pancernych pod El Alamein i Kurskiem. To był luty 2021 roku. Artykuł przesłałem do wydawnictwa Magnum-X z Warszawy, do redakcji periodyku Technika Wojskowa – Historia. Mimo wstępnej zgody, czekałem na odpowiedź wydawcy aż pięć miesięcy, aby w końcu, w lipcu 2021 roku, otrzymać informację zwrotną: Niestety, materiał jest bardzo ogólny, dlatego nie zdecydujemy się go opublikować. Byłem zaskoczony, oczywiście negatywie. Nie tyle odmową, co uzasadnieniem. Zwłaszcza, że wydawca był poinformowany wcześniej o charakterze pracy, o tym, że nie jest to kolejna monografia obu bitew; w dodatku przesłałem fragment artykułu do wglądu na wczesnym etapie.
Po pewnym czasie stwierdziłem, że skoro jeden wydawca odrzucił mój tekst to poszukam innego. W listopadzie 2021 roku wysłałem wiadomość do wydawnictwa Kagero w Lublinie z propozycją opublikowania mojego tekstu w czasopiśmie Militaria XX Wieku (obecnie Militaria). W styczniu 2022 roku artykuł się ukazał. Nawiązałem w ten sposób trzyletnią współpracę (2022-2024) w ramach której napisałem w sumie dziewięć artykułów, z których pięć dotyczyło działań wojennych w Afryce Północnej w latach 1940-1941, dwa były poświęcone Wojsku Polskiemu we wrześniu 1939 roku, a kolejne dwa opisywały walki na froncie wschodnim latem 1943 roku.
Jakie były okoliczności napisania twojej pierwszej książki?
Z pomysłem napisania książki nosiłem się od dawna. Namawiała mnie do tego moja Żona Agnieszka. Ja jednak nie czułem się na siłach. Uważałem, że nadal za mało wiem, za mało przeczytałem, nie mam dość bogatej biblioteki, by zrobić to porządnie. Dlatego czytałem, uzupełniałem swoją wiedzę, kupowałem kolejne książki. Niewykluczone, że bodźcem, który popchnął mnie w kierunku wydania książki był wspomniany tekst napisany o artylerii górskiej Wehrmachtu, który ukazał się w kwietniu 2019 roku. Przemyślałem parę kwestii, obmyśliłem koncepcję pracy, w której wątek dziejów oręża polskiego byłby kluczowym; oczywiście na tle epoki wojen napoleońskich. Tak narodził się pomysł napisana książki pt. Pomorze 1807.
W czerwcu 2019 roku wysłałem zapytanie do wydawnictwa Bellona z Warszawy, czy jest zainteresowane moją publikacją do znanej serii Historyczne Bitwy. Miałem trochę szczęścia, ponieważ trafiłem w okres, gdy opracowania dotyczące wojen napoleońskich ukazywały się w tej serii rzadko. Bywały lata, gdy z epoki cesarza nie pojawiało się nic. Wydawca wyraził zainteresowanie, jednak z uwagi na to, że byłem postacią zupełnie nową, bez dorobku, poproszono mnie o napisanie roboczego rozdziału – najlepiej poświęconego walkom – na podstawie którego miano podjąć decyzję. Tekst dotyczący oblężenia Grudziądza w 1807 roku powstał szybko, został wysłany i już w lipcu wydawca zaakceptował Pomorze 1807 do puli serii Historyczne Bitwy. Teraz zaczął się cały proces stworzenia samej książki. Wstępne plany przewidywały wydanie opracowania już jesienią 2021 roku (tekst był gotowy z końcem kwietnia 2021 r.), jednak panująca pandemia bardzo spowolniła cały cykl wydawniczy i w efekcie książka ukazała się dopiero w marcu 2022 roku. W ten sposób dołączyłem do serii, która ma już 45 lat!
Wymień inne swoje publikacje książkowe, które wydawane również były i są przez uznane oficyny wydawnicze.
Publikacje o tematyce regionalnej: napisany (wspólnie z tobą) Józef Piłsudski w Koninie, Konin na tle wojen napoleońskich 1806-1813 oraz rozdział w pracy zbiorowej wydanej z okazji jubileuszu 160-lecia I LO w Koninie. Książki poświęcone wojnom napoleońskim wydane przez Bellonę w serii Historyczne Bitwy w latach 2022-2026: Pomorze 1807, Pułtusk – Gołymin 1806, Frydland 1807 oraz Lützen – Budziszyn (ukaże się maju 2026 r.). Publikacje wydane w latach 2023-2026 przez Inforteditions (Bitwy i Taktyka, Pola Bitew): Brienne (29 I 1814) – La Rothiére (1 II 1814), Bitwa pod Dreznem 26-27 sierpnia 1813 roku, Bitwa pod Kulm-Priesten 29-30 sierpnia 1813 roku, Kampania 1807 roku nad Narwią oraz Od Budziszyna do Pielaszkowic (22 maja – 4 czerwca 1813 roku) (ta ostatnia ukaże się w drugiej połowie 2026 r.). Pracuję nad kolejnymi książkami poświęconymi kampaniom napoleońskim. Przewiduję m.in. opisanie pierwszej kampanii włoskiej Bonapartego 1796-1797, działań w Niemczech w 1813 roku, w tym „bitwy narodów” pod Lipskiem oraz walk we Francji zimą 1814 roku. Liczba pomysłów rośnie. Oby wystarczyło zdrowia, czasu, motywacji i wsparcia dla mojej pracy.
Taki dorobek w tak krótkim czasie robi wrażenie! Na koniec naszej rozmowy nie mogę się powstrzymać od pytania o tematyce regionalnej. Przejeżdżał Napoleon przez Ślesin, czy to jednak tylko legenda?
Napoleon miał w sumie dwukrotnie przejechać przez Ślesin. Po raz pierwszy w drodze z Poznania do Warszawy w grudniu 1806 roku. W nocy o godz. 2.30 dnia 16 grudnia wyjechał ze stolicy Wielkopolski, na krótko zatrzymał się w Słupcy, w środę 17 grudnia przejechał przez Ślesin i tego samego dnia o godz. 13 pojawił się w Kutnie. Do Warszawy dotarł w piątek 19 grudnia o godz. 1 w nocy.
Po raz drugi przejeżdżał incognito, jadąc z Warszawy, już po klęsce w Rosji w grudniu 1812 roku. Do Kutna dojechał w piątek 11 grudnia o godz. 7 rano, gdzie miał dwugodzinny postój. O godz. 20 przejechał przez Ślesin. W sobotę 12 grudnia dotarł do Poznania i ostatecznie w nocy z 13 na 14 grudnia przybył do Drezna. W Ślesinie cesarz był tylko przejazdem z uwagi na wysokie tempo podróży: normalnie trasa Warszawa-Poznań zajmowała 5 dni, podczas gdy Napoleon pokonał ją w 72 godziny.
Słynna Brama Triumfalna w Ślesinie, tzw. Brama Napoleona, nie powstała dla cesarza, tylko króla Saksonii i księcia warszawskiego Fryderyka Augusta I Wettina, który został powitany w Ślesinie w niedzielę 24 czerwca 1810 roku. Więcej na temat samej bramy i związanych z nią faktów oraz mitów napisał Krzysztof Gorczyca, kustosz Działu Archeologicznego Muzeum Okręgowego w Koninie (Gosławice) w artykule Brama Triumfalna w Ślesinie (Konińskie Zeszyty Muzealne, 2014).
Dziękuję bardzo za rozmowę.












