Pokonała przeciwności i stworzyła markę. Serownia Kuchary pełna smaku

Manufaktura zamiast fabryki
Serownia Kuchary do dziś zachowuje charakter rodzinnej manufaktury. – Zaczynałam w kuchni, w zwykłym garnku. Później był większy, stulitrowy. Tak się nakręciłam, że ręka mi wysiadała od mieszania. Dziś mam kocioł, który mnie w tym wyręcza, ale nadal wszystko nadzoruję – mówi Ilona Michalak.
Każdy etap jest przemyślany i kontrolowany. – Jestem serowarem, co daje konsumentowi poczucie bezpieczeństwa. Panuję nad całym procesem. Wiem, jak pozyskać mleko, jak je obrobić, żeby powstał produkt bezpieczny i dobrej jakości. Co drugi dzień robimy krótkie serie – podkreśla. – Nie używamy chemii spożywczej. Jedynym dodatkiem są kultury bakterii i ekologiczne zioła – wyjaśnia.
Od pola do stołu
Filozofia działania serowni zamyka się w prostym haśle: „od pola do stołu”. W praktyce oznacza to pełną kontrolę nad produktem – od paszy dla krów po gotowy ser. – To mleko od naszych krów, które potem trafia do serowarni i staje się produktem, który możemy dać ludziom na stół – mówi właścicielka.
W ofercie znajdują się: masło, maślanka, jogurty z pełnego mleka i dodatkiem probiotyków, a także sery – od świeżych po długodojrzewające. – Robimy krótkie serie, bo nie używamy konserwantów. Chcemy, żeby te produkty jak najszybciej trafiały do klientów – tłumaczy. – Największą satysfakcję mam wtedy, kiedy widzę, że ludzie wracają bo im smakuje – przyznaje.
Trudne momenty i nowy rozdział
Za sukcesem stoją również trudne doświadczenia. Cztery lata temu Ilona Michalak straciła męża. Później sama zmagała się z chorobą. – Były głosy, że sobie nie poradzę. Ale z pomocą Zosi udało się iść dalej – mówi. – Mam dwie córki, a serowarnia jest jak trzecie dziecko.
Córka Zofia aktywnie uczestniczy w pracy gospodarstwa. Ukończyła technikum żywienia w Żychlinie (ZSEU), zdobywa dalsze umiejętności przydatne w rolnictwie. – Bardziej pociąga mnie chów i hodowla krów, to tam spędzam najwięcej czasu, ale sery naturalnie wpisują się w naszą działalność – mówi. Razem dbają o dobrostan zwierząt. Krowy mają całoroczny dostęp do wybiegu. – To są szczęśliwe krowy – podkreśla Ilona Michalak.
Miejsce, które… smakuje
Serownia Kuchary została wpisana do sieci gospodarstw demonstracyjnych. Odwiedzają ją grupy szkolne, ale też osoby, które chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwa produkcja żywności. – Pokazujemy autentyczność. Ludzie mogą zobaczyć wszystko od środka, zrozumieć, skąd bierze się jedzenie – mówi właścicielka. – Przyjeżdżają osoby, które chcą spróbować swoich sił, zobaczyć, jak to wygląda. I to jest bardzo cenne – dodaje.
Dziś Ilona Michalak nie ma wątpliwości, że obrała właściwą drogę. – Robię to, co naprawdę sprawia mi przyjemność. I myślę, że to czuć w tych produktach – mówi. A sukces w ogólnopolskim konkursie jest tylko potwierdzeniem, że pasja, konsekwencja i odwaga w podejmowaniu decyzji mogą zaprowadzić naprawdę daleko.
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!


















