Proboszcz odchodzi ale zostaje
Dodano: , Żródło: LM.pl

W minioną sobotę do Złotkowa (gmina Kleczew) przyjechał nowy proboszcz. Został tam skierowany przez arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, który przychylił się do prośby wieloletniego gospodarza tej parafii, kilkakrotnie proszacego go o zwolnienie z obowiązków proboszcza.
Ku zdumieniu przybyłego kapłana, któremu towarzyszył wicekanclerz z kurii gnieźnieńskiej i ksiądz dziekan, drzwi plebanii zastał zamknięte, a przed nimi wzburzonych parafian, którzy zapowiedzieli, że księdzu Andrzejowi Sobaszkiewiczowi wyjechać nie pozwolą, a nowego proboszcza nie wpuszczą.
Konflikt w Złotkowie ujrzał światło dzienne kilka miesięcy temu, kiedy po dziewiętnastu latach posługi kapłańskiej w Złotkowie, proboszcz Andrzej Sobaszkiewicz poprosił o urlop zdrowotny. W grudniu ksiądz opuścił plebanię, a kuria przysłała na ten czas zastępcę. Potem zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Ksiądz Sobaszkiewicz opublikował w internecie list, w którym zarzucał swoim przełożonym, że nie pomagają mu w trudnej sytuacji, potem wrócił niespodziewanie z urlopu i pojawił się przed kościołem z tacą, bo – jak usłyszeli wierni – nie ma za co żyć, a wreszcie wszedł w otwarty spór z księdzem dziekanem, którego kuria wysłała do Złotkowa z interwencją.
Pojechaliśmy do Złotkowa w połowie stycznia, zaproszeni przez jedną z parafianek, która wyjaśniła nam, że całemu zamieszaniu winien jest proboszcz, który nie rozlicza się przed radą parafialną i ukrywa przed nią stan parafialnego konta, wszedł w konflikt z księdzem rezydentem, który wprawdzie ma problemy z nadużywaniem alkoholu, ale poza tym to jest dusza człowiek, a co najgorsze łączą go niejasne stosunki z gospodynią, która od chwili podjęcia pracy na plebanii dorobiła się mieszkania w Kleczewie i dobrego samochodu.
W trakcie pracy nad tekstem okazało się, że konflikt w Złotkowie został zażegnany, więc z jego publikacji zrezygnowaliśmy. Sprawa jednak wróciła i kilka dni temu znów mieliśmy telefon ze Złotkowa, tym razem z prośbą o pomoc, bo kuria niespodziewanie zwolniła księdza Andrzeja Sobaszkiewicza z obowiązków proboszcza. Mężczyzna przyznał, że w całym konflikcie ich proboszcz nie jest bez winy, ale za olbrzymie zasługi dla parafii, należy mu się lepsze potraktowanie.
Tym razem mieliśmy okazję wysłuchać obrońców księdza Sobaszkiewicza, którzy odpowiedzialnością za powstałą sytuację obciążają nieobecnego już w Złotkowie rezydenta, notorycznie nadużywającego – jak nam powiedziano - alkoholu i potrafiącego w takim stanie nawet odprawiać msze. Co gorsza kuria gnieźnieńska nie reagowała na prośby o pomoc w tej trudnej dla proboszcza sytuacji. - Można powiedzieć, że wynikający z tego długotrwały stres, do którego przyczyniła się jeszcze choroba i śmierć (w listopadzie) matki księdza Andrzeja Sobaszkiewicza, wytrąciły go z równowagi i spowodowały, że zaczął reagować nadmiernie emocjonalnie, impulsywnie – powiedział jeden z parafian.
Na pytanie o gosposię usłyszeliśmy, że mieszkania w Kleczewie wcale nie kupiła, tylko dostała od miasta, w czym ksiądz proboszcz być może pomógł. Gorzej z samochodem, bo ten faktycznie należał kiedyś do księdza Andrzeja Sobaszkiewicza, który go po prostu sprzedał. A co do rady parafialnej, to nie istnieje już od dwóch lat, bo starej skończyła się kadencja, a nowa nie została powołana.
Kiedy zadzwoniliśmy do księdza Andrzeja Sobaszkiewicza, okazało się, że problem właśnie został rozwiązany: - Dzisiaj rozmawiałem z księdzem arcybiskupem i poinformowano mnie, że po powrocie z leczenia będę mógł wrócić na plebanię w Złotkowie do mieszkania, wyszykowanego wcześniej dla mojego poprzednika, który zmarł jakiś czas temu. Nowy proboszcz oczywiście będzie mógł się już wprowadzić.
Czy to już koniec konfliktu w Złotkowie – nie wiadomo. Miejmy nadzieję, że nowy proboszcz pogodzi skłóconych parafian.
Ku zdumieniu przybyłego kapłana, któremu towarzyszył wicekanclerz z kurii gnieźnieńskiej i ksiądz dziekan, drzwi plebanii zastał zamknięte, a przed nimi wzburzonych parafian, którzy zapowiedzieli, że księdzu Andrzejowi Sobaszkiewiczowi wyjechać nie pozwolą, a nowego proboszcza nie wpuszczą.
Konflikt w Złotkowie ujrzał światło dzienne kilka miesięcy temu, kiedy po dziewiętnastu latach posługi kapłańskiej w Złotkowie, proboszcz Andrzej Sobaszkiewicz poprosił o urlop zdrowotny. W grudniu ksiądz opuścił plebanię, a kuria przysłała na ten czas zastępcę. Potem zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Ksiądz Sobaszkiewicz opublikował w internecie list, w którym zarzucał swoim przełożonym, że nie pomagają mu w trudnej sytuacji, potem wrócił niespodziewanie z urlopu i pojawił się przed kościołem z tacą, bo – jak usłyszeli wierni – nie ma za co żyć, a wreszcie wszedł w otwarty spór z księdzem dziekanem, którego kuria wysłała do Złotkowa z interwencją.
Pojechaliśmy do Złotkowa w połowie stycznia, zaproszeni przez jedną z parafianek, która wyjaśniła nam, że całemu zamieszaniu winien jest proboszcz, który nie rozlicza się przed radą parafialną i ukrywa przed nią stan parafialnego konta, wszedł w konflikt z księdzem rezydentem, który wprawdzie ma problemy z nadużywaniem alkoholu, ale poza tym to jest dusza człowiek, a co najgorsze łączą go niejasne stosunki z gospodynią, która od chwili podjęcia pracy na plebanii dorobiła się mieszkania w Kleczewie i dobrego samochodu.
W trakcie pracy nad tekstem okazało się, że konflikt w Złotkowie został zażegnany, więc z jego publikacji zrezygnowaliśmy. Sprawa jednak wróciła i kilka dni temu znów mieliśmy telefon ze Złotkowa, tym razem z prośbą o pomoc, bo kuria niespodziewanie zwolniła księdza Andrzeja Sobaszkiewicza z obowiązków proboszcza. Mężczyzna przyznał, że w całym konflikcie ich proboszcz nie jest bez winy, ale za olbrzymie zasługi dla parafii, należy mu się lepsze potraktowanie.
Tym razem mieliśmy okazję wysłuchać obrońców księdza Sobaszkiewicza, którzy odpowiedzialnością za powstałą sytuację obciążają nieobecnego już w Złotkowie rezydenta, notorycznie nadużywającego – jak nam powiedziano - alkoholu i potrafiącego w takim stanie nawet odprawiać msze. Co gorsza kuria gnieźnieńska nie reagowała na prośby o pomoc w tej trudnej dla proboszcza sytuacji. - Można powiedzieć, że wynikający z tego długotrwały stres, do którego przyczyniła się jeszcze choroba i śmierć (w listopadzie) matki księdza Andrzeja Sobaszkiewicza, wytrąciły go z równowagi i spowodowały, że zaczął reagować nadmiernie emocjonalnie, impulsywnie – powiedział jeden z parafian.
Na pytanie o gosposię usłyszeliśmy, że mieszkania w Kleczewie wcale nie kupiła, tylko dostała od miasta, w czym ksiądz proboszcz być może pomógł. Gorzej z samochodem, bo ten faktycznie należał kiedyś do księdza Andrzeja Sobaszkiewicza, który go po prostu sprzedał. A co do rady parafialnej, to nie istnieje już od dwóch lat, bo starej skończyła się kadencja, a nowa nie została powołana.
Kiedy zadzwoniliśmy do księdza Andrzeja Sobaszkiewicza, okazało się, że problem właśnie został rozwiązany: - Dzisiaj rozmawiałem z księdzem arcybiskupem i poinformowano mnie, że po powrocie z leczenia będę mógł wrócić na plebanię w Złotkowie do mieszkania, wyszykowanego wcześniej dla mojego poprzednika, który zmarł jakiś czas temu. Nowy proboszcz oczywiście będzie mógł się już wprowadzić.
Czy to już koniec konfliktu w Złotkowie – nie wiadomo. Miejmy nadzieję, że nowy proboszcz pogodzi skłóconych parafian.
Przeczytaj również:„Pozwól Bogu odsunąć swój kamień”. WiernI przeżyli noc Zmartwychwstania w Licheniu




