Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościPrzyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie

Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Konińskie Wspomnienia

Do „Czarnej Mańki” chodziło się przeważnie na jedną setę albo kilka piw, ale jej działalność zaczęła się od zgoła zupełnie innego rodzaju biesiady. Zaraz po wojnie odbyło się tam bowiem przyjęcie komunijne Bronki, starszej córki Ludmiły Dębińskiej, uważanej powszechnie – słusznie czy nie to już zupełnie inna sprawa - za Czarną Mańkę.

Wyjątkowość tego wydarzenia polega głównie na tym, że w tamtym czasie i jeszcze przez wiele następnych lat komunijne przejęcia odbywały się w domach. Tak było nie tylko w moim i mojej siostry przypadku ponad pół wieku temu, ale wciąż było normą na początku tego stulecia. Ale nie tylko miejsce organizowania przyjęć zmieniło się od 16 maja 1842 roku, kiedy w archikatedrze w Poznaniu około czterdzieściorga dzieci (dokładna liczba nie jest znana) po raz pierwszy na ziemiach polskich razem przyjęło pierwszą komunię świętą, co odbyło się w obecności arcybiskupa Marcina Dunina, ówczesnego prymasa Polski.

Chrzest razem z... komunią

Zwyczaj przyjmowania pierwszej komunii świętej jednocześnie przez większą grupę dzieci zainicjowali w XVII wieku Księża Misjonarze i trzeba było aż dwustu lat, zanim dotarł on na ziemie polskie. Momentem przełomowym dla jego dzisiejszej postaci był dekret Quam singulari, ogłoszony przez papieża Piusa X w 1910 roku. Dokument ów przesądzał, że dziecko może przystąpić do sakramentu eucharystii wraz z osiągnięciem „wieku rozeznania”, który określono na siedem lat. Jednocześnie pojawiło się tam zalecenie, żeby dziecko odbyło najpierw spowiedź.

Była to poważna zmiana, bowiem wcześniej odsuwano ten moment nawet do szesnastego roku życia. Było to kompletne przeciwieństwo zwyczajów praktykowanych w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy komunię pod postacią wina podawano małemu dziecku zaraz po ochrzczeniu. Częścią chrztu było również... bierzmowanie, którego nie uważano za osobny sakrament i do V wieku nie miało nawet swojej nazwy. Za to w kościołach wschodnich pierwsza komunia i bierzmowanie wciąż są częścią uroczystego chrztu.

Kandydat na księdza?

Jak zdecydowana większość dzieci z osiedla na zajęcia religii chodziłem do zakupionego przez parafię jednorodzinnego domu przy ulicy Wiśniowej. Wtedy jeszcze dochodziła do Kleczewskiej, która miała tylko jedną jezdnię, a przy niej stały klasyczne wiejskie zabudowania. Nie poszedłem do komunii razem z moją klasą, bo nie zaliczyłem – tak to przynajmniej pamiętam – egzaminu z dekalogu i przykazań kościelnych, siedmiu grzechów głównych i wielu innych religijnych zasad, które trzeba było wykuć na blachę.

Komunia Grzegorza, kuzyna, który jest moim rówieśnikiem, uświadomiła mi, ile straciłem, więc w następnym roku szkolnym przyłożyłem się dużo bardziej do nauki. Ponieważ zimowe ferie w grudniu 1970 roku spędziłem na plebanii brata mojego dziadka, znalazłem tam doskonałe warunki do szlifowania znajomości katolickich zasad. Robiłem to z takim zapamiętaniem, że wikariusze wujka Juliana dostrzegli we mnie dobry materiał na księdza. Ja jednak chciałem tylko przystąpić do pierwszej komunii. Ewentualnie zostać świętym, ale to po przestudiowaniu żywota któregoś z wyniesionych na ołtarze wydało mi się zbyt bolesne. Faktem jest, że tym razem siostra Janina do komunii już mnie dopuściła.

Jak księżniczki z bajki

Po tak wielu latach trudno jest opisać wszystkie emocje, jakie targały dziesięcioletnim dzieckiem zarówno w trakcie przygotowań, jak i podczas samej uroczystości. Odziany po raz pierwszy w życiu w prawdziwy garnitur czułem się bardzo ważny jako bohater wydarzenia, którego byłem pierwszoplanową postacią. A dziewczęta w białych sukienkach z koronki mogły odgrywać księżniczki z bajek, na których je wychowywano lub co najmniej panny młode. Wszystko to oznaczało dla nas, że oto opuszczamy wiek dziecięcy i wkraczamy – choćby nawet tylko częściowego – do świata dorosłych.

Na dodatek mieliśmy po raz pierwszy przyjąć komunię, a więc – jak nas uczono – samego Boga, w co większość z nas szczerze wierzyła, nawet jeśli nie za bardzo rozumieliśmy, jak możliwa jest transsubstancjacja, czyli przeistoczenie hostii w ciało Jezusa Chrystusa. Najgorsze było to czekanie na swoją kolej i powtarzanie: uklęknąć, wysunąć – byle nie za daleko – język, a kiedy ksiądz położy na nim hostię, zamknąć usta, powiedzieć „amen” i pamiętać, żeby nie połknąć, tylko czekać aż sama się rozpuści, kiedy już wstanie się z klęczek i wróci na swoje miejsce w kościelnej ławce. Taką samą niepewność odczuwałem, kiedy miałem po raz pierwszy usiąść za kierownicą samochodu, pilnować kierunku jazdy, przerzucać biegi, wciskając na zmianę trzy różne pedały, włączać kierunkowskaz i zapamiętywać mijane znaki drogowe.

Jak obraziłem pana Boga

Całkowicie osobną sprawą była spowiedź. Nie pamiętam, jakie grzechy wyznałem księdzu za pierwszym razem. Na pewno było coś o byciu niegrzecznym wobec mamy, jakieś zaniedbania w nauce, konflikty z kolegami, no i zapewne pominięte pacierze. Czy w tym wieku używałem już słów mogących uchodzić za nieprzyzwoite, nie wiem.

strona 1 z 2
strona 1/2
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole