Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościPrzyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie

Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Konińskie Wspomnienia

Przez pewien czas po pierwszej komunii starałem się przystępować do spowiedzi regularnie, czyli w każdy pierwszy piątek miesiąca, co sprawiało, że brakowało mi grzechów. A że starałem się być dokładny i wyznanie, że zapomniałem odmówić porannej lub wieczornej modlitwy kilka razy uważałem za lekceważące wobec najwyższego, na ebonitowym blacie stolika stojącego przy moim łóżku po każdym pacierzu stawiałem kredą kreskę, co po podliczeniu dawało mi liczbę tych, o których zapomniałem. Ale nie przypominam sobie, żeby którykolwiek spowiednik pochwalił mnie za skrupulatność. Być może traktowali wyznanie, że „obraziłem pana Boga nie odmawiając szesnaście razy pacierza, w tym jedenaście rano i pięć razy wieczorem” za moją fantazję a nie owoc sumienności.

Oskard i kolarze

Moje przyjęcie komunijne odbyło się w mieszkaniu najstarszego z braci mojej mamy w bloku przy Alejach 1 Maja 5, który stoi szczytem do przedwojennego domu Władysława Nowaczyka, a frontem do „Oskardu”. Nie pamiętam, dlaczego nie w naszym mieszkaniu, które składało się wprawdzie z jednego tylko pokoju, ale był on niewiele mniejszy od obu pokojów mojego chrzestnego. Tym bardziej, że rok później komunię mojej siostry świętowaliśmy już u siebie.

Wróćmy do mojego przyjęcia komunijnego. Ponieważ siedzenie przy stole nie należy do ulubionych rozrywek dzieci w tym wieku, cały niemal czas spędziłem z siostrą i dziećmi zaprzyjaźnionych sąsiadów przed blokiem. Rozrywką była dla nas trwająca jeszcze budowa górniczego domu kultury i jakiś wyścig kolarski, którego meta znajdowała się chyba przed biurowcem kopalni.

Dorożka w prezencie

Najstarsze zdjęcia z pierwszej komunii w archiwum „Konińskich wspomnień” mam z 1934 roku. Na pierwszym jest Stefan Kwilecki, syn Mieczysława, właściciela majątku Gosławice, z rodzeństwem i najbliższymi (fot. 1). Uroczystość odbyła się w Grodźcu. W tym samym czasie, dokładnie 10 czerwca 1934 r. przystąpiła do tego sakramentu w kościele św. Marii Magdaleny przy klasztorze Reformatów w Koninie Barbara Nowacka (fot. 2). Opowiadała mi, że nie dostała żadnego prezentu z tej okazji, nawet łańcuszka, bo wtedy nie było takiego zwyczaju. Odbyło się tylko uroczyste śniadanie.

Nie wiem nic o tym, jak wyglądała w 1949 roku wspólna komunia mojej mamy i jej o rok młodszego brata Grzegorza Bartkowiaka (fot. 3), ale od młodszego od niego o dwa lata Włodzimierza, który miał komunię razem z Mirosławem z rocznika 1943, wiem, że wspólny poczęstunek dla wszystkich gości odbył się na drewnianych ławach rozstawionych przed kościołem św. Wojciecha w Morzysławiu, na których serwowano kawę z mlekiem i drożdżowe ciasto.

- Żadnych prezentów nie było - zapamiętał.

Kiedy kilkanaście lat temu rozmawiałem z wujem Grzegorzem, wspomniał, że z okazji komunii ciotka zafundowała mu przejazd dorożką spod dworca, w pobliżu którego mieszkali, do kościoła św. Bartłomieja.

Magnetofon ZK 120

Kiedy ja przystępowałem do pierwszej komunii 30 maja 1971 roku, zwyczajowym prezentem był zegarek i od tego dnia nosiłem go dumnie na ręku codziennie. Było to urządzenie produkcji radzieckiej, bo innych wtedy praktycznie nie było. Takie samo pochodzenie miał aparat fotograficzny marki Smiena. Mój klasowy kolega Andrzej, który poszedł do komunii razem ze starszym o rok bratem, też dostał zegarek, a za uzbierane wspólnie pieniądze kupili sobie rower. To od niego dostałem zdjęcie zbiorowe z komunii (fot. 4), które najprawdopodobniej zostało zrobione obok budynku przy ulicy Wiśniowej, gdzie odbywała się katecheza. Zdjęcie dziewczynek (fot. 5) należy do jego siostry, która do pierwszej komunii przystępowała w roku 1966.

Zupełnie wyjątkowy prezent otrzymała w 1972 roku moja siostra. To był magnetofon szpulowy ZK 120. Należał do niej, ale przez lata poczynałem sobie z nim tak, jakbym to ja go dostał i nie wykluczam, że z czasem mogłem zapomnieć, kto jest prawowitym właścicielem tego urządzenia. Jeśli chodzi o prezenty, to mój chrzestny dbał o mnie wyjątkowo. Jakieś czas po komunii razem z mamą kupił mi składany rower „Karat”, potem przywiózł mi z Libii oryginalne spodnie Wranglery, a z jakiejś innej okazji nowszej już generacji stereofoniczny magnetofon szpulowy.

Od quadów do dronów

Obecnie większość przyjęć komunijnych odbywa się w wynajętych lokalach i popyt na nie w maju jest tak duży, że trzeba je rezerwować ponad rok wcześniej. Chcąc ukrócić modowe rozpasanie w komunijnych strojach, księża wymyślili dla dzieci długie do ziemi białe szaty zwane albami, ale rezultat był ograniczony, bo duża część rodziców dbała o to, żeby spod alby ich córki lub syna wyglądała najlepsza sukienka czy garnitur.

Dzisiaj nie sposób wymienić prezenty, jakie otrzymują dzieci. Wybór – inaczej niż w zgrzebnych czasach poprzedniego ustroju – jest nieograniczony, więc barierą jest tylko zasobność portfela darczyńców. Oprócz quadów są więc laptopy, konsole, telefony, tablety a także biżuteria, elektryczne hulajnogi, a nawet drony. Zegarki zostały zastąpione przez smartwatche ale wciąż dobrze widziane są rowery i gotówka.

A jak wy wspominacie swoją pierwszą komunię?

strona 2 z 2
strona 2/2
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Przyjęcie komunijne w Czarnej Mańce i podróż dorożką w prezencie
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole