Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościStanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy

Stanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Stanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy

W więzieniu dwa razy odwiedziła męża Eliza Kwilecka. Podczas jednego z tych spotkań usłyszała od niego, że Niemcy przygotowują podobno jakąś listę, na której jest jego nazwisko, ale nie wiedział, do czego miała służyć. Wszystko wyjaśniło się 10 listopada, kiedy razem z ponad pięćdziesięcioma innymi osobami Stanisław Kwilecki został przez Niemców zawieziony na żydowski cmentarz w Koninie, gdzie wszyscy zostali rozstrzelani.

Futro już nie będzie potrzebne

Tadeusz Antecki tak opisał tamte wydarzenia: „Tego dnia w więzieniu pojawiła się grupa kilku gestapowców. Wszystkie cele zostały otwarte, a gestapowcy wyczytywali nazwiska poszczególnych więźniów i kazali im ustawiać się na korytarzu. Zupełnie nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Kiedy otwarto naszą celę, gestapowiec spojrzał na papier i powiedział:

- Hrabia von Kwileki!

Po wyczytaniu swego nazwiska hrabia Kwilecki wstał i sięgnął po eleganckie, brązowe, futro. - Kwilecki zostaw to futro. Tobie nie będzie już potrzebne - powiedział do hrabiego gestapowiec. Więzień z celi naprzeciw zabrał ze sobą bochenek chleba. Jemu też kazano zostawić to, co zabrał. Gestapowiec stwierdził, że chleb bardziej przyda się kolegom z celi. Wtedy zorientowaliśmy się, że dzieje się coś naprawdę złego. (...) Wiadomość o rozstrzelaniu towarzyszy niedoli przyjęliśmy ze zgrozą. 10 listopada rozstrzelano między innymi właściciela fabryki Fajansów w Kole Czesława Freudenreicha i jego córkę Krystynę Alinę, Józefa Pęcherskiego - kierownika szkoły w Grodźcu, Franciszka Ograbka - kierownika poczty w Grodźcu, Franciszka Swoszowskiego - kierownika szkoły w Kleczewie, Eugeniusza Kortylewicza - podoficera rezerwy wojsk pancernych oraz jego siostrę Wandę, Mariana Kryńskiego - emerytowanego sekretarza gimnazjum w Koninie i innych patriotów."

Nie rozumiałam, co się dzieje

Jedną z ostatnich osób, które widziały Stanisława Kwileckiego żywego była 16-letnia wtedy Barbara Nowacka, która jako siostra PCK nosiła do więzienia posiłki. – Tego dnia jak zwykle poszłam rano na Wodną, żeby zanieść im śniadanie – wspomina. – Tam mi powiedzieli, żebym szła na gestapo (mieściło się w willi na rogu ulic Wodnej i Szarych Szeregów – dop. red.). Wprowadzili mnie do jednego z pomieszczeń, gdzie więźniowie z różnych cel stali z rękoma podniesionymi do góry. Dla jednego z nich miałam lek do smarowania, bo tak go pobili, że był cały granatowy, więc wsunęłam mu tę buteleczkę do kieszeni. Kwilecki zdążył do mnie tylko powiedzieć: Basiu, powiedz żonie, że to ostatnie nasze widzenie. Gestapowiec usłyszał i zagroził mi, że za chwilę mogę tu stanąć z nimi. Już się nie odezwałam, bo bardzo się przestraszyłam. Nie rozumiałam, co się dzieje. Nawet nie pamiętam, czy to śniadanie w końcu im dałam, czy wróciłam ze wszystkim na rynek (gdzie mieściła się siedziba PCK – dop. red.).

Zwłoki w pięciu warstwach

Z przeprowadzonego po wojnie śledztwa wynika, że jeszcze tego samego dnia po południu więźniów przewieziono na teren konińskiego cmentarza żydowskiego, który znajdował się przy dzisiejszej ulicy Nadrzecznej, za parkiem. Po kilku ustawiano ich nad wcześniej wykopanym dołem i zabijano strzałami w tył głowy. Podczas przeprowadzonej w listopadzie 1945 r. ekshumacji ustalono, że zwłoki ułożone były w pięciu warstwach, z których pierwsze trzy uległy całkowitemu rozłożeniu, natomiast dwie położone najgłębiej uległy zwoskowaceniu. Tylko przy niektórych odnaleziono szczątki dokumentów, które pozwoliły na identyfikację ciał, między innymi Stanisława Kwileckiego.

Po śmierci męża Niemcy zmusili Elizę Kwilecką do opuszczenia Grodźca, pozwalając jej zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Najmłodszą córkę urodziła w Warszawie, po czym przeniosła się do rodzinnego majątku w Białaczowie, gdzie pracowała jako księgowa do końca wojny.

Petycja do Urzędu Bezpieczeństwa

Po wyzwoleniu pani Kwilecka natychmiast wróciła do Grodźca, gdzie została bardzo przychylnie przyjęta przez mieszkańców. Pojechała więc po córki do Warszawy i zamieszkała z nimi w pałacu. Powrót hrabiny nie wszystkim się jednak spodobał i wkrótce funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa zażądali od niej niezwłocznego opuszczenia Grodźca. Ponieważ jednak mieszkańcy Grodźca wystosowali petycję do władz, by pozwolić Elizie Kwileckiej na pozostanie, wyrażono na to zgodę, ale musiała się przenieść do budynku przedwojennej ochronki. – Autorzy tej petycji (mam spis osób, które się pod nią podpisały) napisali, by nas zostawić w Grodźcu ze względów na zasługi ojca – wspomina Anna Krzyżanowska, córka Stanisława Kwileckiego. - Napisali że dadzą nam mieszkanie i będą się nami opiekować. Nasza mama chodziła do pracy do swojego dawnego majątku i tam pracowała jako księgowa, siedząc przy biurku swego męża. Uczyła też dzieci gry na pianinie i języka francuskiego, a kobiety uczyła jak robić guziki. Grała w kościele na organach w czasie mszy św. i prowadziła chór męski. Pamiętam też, że robiłyśmy skarpety.

Prośba o jakąkolwiek pamiątkę

Mieszkały w Grodźcu jeszcze przez dwa lata. - Ludzie w Grodźcu bardzo nam pomagali, na przykład pani z piekarni zawsze dawała nam, dzieciom bułeczki. Gdy był jarmark czy targ na placu obok kościoła, to dostawałyśmy jabłka lub jajka, ale mama nie pozwalała nam brać tych „prezentów”, bo nie mogła za nie zapłacić. Kiedyś poszłam do naszego (przed wojną) sadu i nazbierałam wiśni czy czereśni, które przyniosłam do domu. Zaraz musiałam pójść do ogrodnika pana Chudzyńskiego i powiedzieć mu, że „ukradłam” te owoce i przeprosić go za to. Pamiętam, że był tym wzruszony, bo bardzo szanował naszych rodziców. W Grodźcu miałam jeszcze swoją pierwszą komunię św. – wspomina Anna Krzyżanowska – ale zaraz potem pojechałyśmy z mamą do Mirkowa koło Warszawy, gdzie została zatrudniona jako księgowa w fabryce papieru.

- Po wojnie pan Antecki z żoną pana Kwileckiego szukali mnie, bo ona chciała usłyszeć coś o mężu - pamięta Barbara Nowacka. - Ale co ja jej mogłam powiedzieć? Zapytała, czy mam może jakąś pamiątkę, cokolwiek, choćby serwetkę papierową. Ale ja niczego takiego nie miałam.

Po wojnie majątek Grodziec został przejęty przez Skarb Państwa. W budynkach pałacowych umieszczono szkołę podstawową, a częścią gospodarczą administrowało miejscowe Państwowe Gospodarstwo Rolne. O losach starszego z braci Mieczysława i należącego doń majątku Gosławice przeczytają Państwo w następnym tekście z cyklu Konińskie Wspomnienia.

Przy pracy nad powyższym artykułem korzystałem z informacji zawartych w zbiorze „Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków” (opracowanie i wstęp Andrzej Kwilecki), a szczególnie w rozdziale „Właściciele Gosławic, Malińca i Grodźca” autorstwa Elżbiety Wąchnickiej-Chwaliszewskiej, „Nigdy nie traćmy nadziei” Magdaleny Kwileckiej oraz we „Wspomnieniach konińskiego adwokata” spisanych przez Jacka Wiśniewskiego.

Opublikowane zdjęcia otrzymałem od Anny Krzyżanowskiej i Magdaleny Kwileckiej, za co obu paniom serdecznie dziękuję.

strona 3 z 3
Stanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy
Stanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy
Stanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy
Stanisław Kwilecki z Grodźca zginął od strzału w tył głowy
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole