W 1982 roku parkiet do nowego mieszkania kupowali za Poznaniem, a lakier w NRD
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Ich blok (fot. 2, na pierwszym planie Wanda Gruszczyńska) różnił się od dwóch pierwszych nie tylko tym, że w miejscu jego posadowienia znaleziono węgiel, ale też liczbą i rozmiarami mieszkań. Na każdym piętrze zaprojektowano bowiem już nie po dwa ale trzy lokale. Te z lewej miały więc po trzy pokoje, natomiast te po prawej i środkowe już tylko po dwa. Dzięki temu zabiegowi ostatni blok mógł pomieścić aż 68 rodzin. Potężnym minusem takiego rozwiązania są niezwykle małe, wręcz mikroskopijne piwnice.
- Są szerokie zaledwie na szerokość drzwi i mają powierzchnię około półtora metra kwadratowego - mówi Michał Gruszczyński.
Tańczyli na łące
Blok przy Bydgoskiej 12 wyróżnia jeszcze jedna ciekawostka o charakterze historycznym. Mianowicie tuż za nim biegła kiedyś jedna z ulic dawnego Czarkowa - Łąkowa. Rozbiórkę stojących przy niej domów rozpoczęto w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy przystąpiono do budowy Szkoły Podstawowej nr 7 (fot. 3), a dokończono na początku następnej dekady, kiedy po drugiej stronie ulicy Dworcowej rosły kolejne wieżowce i wyburzona została również słynna „Czarna Mańka”. A ulicę z polnych kamieni po prostu zasypano.
- Jak było ciepło, to chodziliśmy na dół, do ogrodu Wiśniewskich (obecnie mieści się tam budynek dawnej Szkoły Podstawowej nr 7 - dop. RO), gdzie całe życie towarzyskie się toczyło. Młodzi tańczyli na łące, a starsi na ławkach siedzieli i gadali. Kiedyś tak nie było, że człowiek chodził do restauracji, tylko schodziliśmy się na ławkach i rozmawialiśmy - opowiadała mi o czasach sprzed wielu dziesiątek lat Zenona Tamulska, mieszkanka ulicy Kolejowej (na fot. 4 Czesława Wiśniewska, z męża Henzelman, z siostrami).
Bez rozwodu ani rusz
Wróćmy do lokatorów opisywanego wieżowca, którzy na początku kwietnia otrzymali pismo, żeby zgłosić się do spółdzielni mieszkaniowej po przydział i klucze. Wśród warunków, jaki musieli najpierw spełnić, niektóre będą dość zaskakujące dla młodszych czytelników. Na przykład nie mógł otrzymać mieszkania ten, kto nie chciał go dzielić z mężem czy żoną, z którym/którą się już rozstał, a nie miał jeszcze rozwodu. To dlatego ostatnie zdanie pisma z 31 marca 1982 roku (il. 5 i 6) brzmiało następująco: „W związku z tym zwracamy uwagę na konieczność uregulowania spraw rozwodowych do daty przydziału”. Wprowadzić nie mogły się również osoby, które miały inne mieszkanie.
Klucze do swojego lokum Wanda i Michał Gruszczyńscy otrzymali 8 kwietnia. Towarzyszył temu protokół zdawczo-odbiorczy, w którym wyliczone jest każde gniazdko elektryczne (sztuk 14, w tym trzy z uziemieniem) i wyłączniki światła (zwykłe 3, grupowe 2), wszystkie żeberka kaloryferów i metry kwadratowe wykładziny PCV. Jest nawet to, czego w istocie wtedy jeszcze nie było, czyli „mozajka” (tak w oryginale) na podłogach pokojów. Ta sama, którą państwo Gruszczyńscy kupili w Murowanej Goślinie pod Poznaniem, a lakier do niej sprowadzali aż z Niemieckiej Republiki Demokratycznej.
Wygięte ściany
Mozaikę podłogową państwo Gruszczyńscy układali sami dopiero w połowie maja, a więc ponad miesiąc po tym, jak sporządzony został powyższy dokument. Jeśli kogoś zdziwi, dlaczego nie wynajęli w tym celu fachowców, muszę wyjaśnić, że o fachowców było wtedy trudno i bardzo wysoko się cenili. Szybciej i taniej było więc zrobić samemu (na fot. 7 Michał Gruszczyński podczas pracy).
W czasach PRL-u, gdy zdobycie parkietu czy farby bywało wyzwaniem, również specjalistyczne usługi, takie jak lakierowanie elementów z tworzyw sztucznych na mokro, były dostępne jedynie dla wybranych zakładów przemysłowych.














